Można by na to pytanie odpowiedzieć wprost – destrukcją. zgorzkniałością.

I teraz wszyscy z Was, którzy nigdy nie tworzyli sobie celów, nigdy nawet nie zastanowili się nad tym, co warto zrobić z resztą swojego życia – chórem komentujecie – a idź babo! Może i nie mam celów, ale jestem K-I-M-Ś!
Koniecznie wielkimi literami.

Przypadek, jeżeli jesteś.
W tłumaczeniu istoty i sensu posiadania celów lubię używać – gdzieś zasłyszanego przykładu z łukiem i tarczą.
Jeżeli nie masz celu w postaci tarczy, to równie dobrze możesz zamknąć oczy podczas naprężania strzałą cięciwy – może i trafisz, może nawet wyjątkowo celnie. A może zamiast tarczy strzelisz komuś w dupę.
Co niekiedy w sumie też jest ciekawą alternatywą.

Nazwijmy rzeczy po imieniu. Brak celu dąży do przeciętniactwa.
Podać kolejny przykład?
Uczysz się ileś tam lat – jeden dłużej drugi krócej – w szkole podstawowej, później gimnazjum. Zdajesz egzamin gimnazjalny na ileś tam punktów – tym mniej im wybór szkoły średniej jest nie-taki-ważny. Później dostajesz się do jakiejś tam szkoły. Byle jakiej zapewne, bo przecież nieprzemyślanej. Zdajesz maturę. O ile w ogóle, bo przecież nie masz celu. Później albo idziesz na studia, albo nie idziesz.
Zależy jak leży.

A następne 3-5 lat męczysz siebie i mądrych ‚przyjaciół’, którzy chętnie udzielą pomocy. Gówno prawda, że chętnie. Każdy z nich ma ochotę udusić cię za ciągły brak zainteresowania i pożyczanie materiałów. Czemu tego nie robią? – nie wiem. Może z żalu nad twoją beznadziejnością.

Kończysz studia i dalej męczysz.
Ale tym razem rodziców, którzy utrzymują cię i zachodzą w głowę w którym miejscu popełnili błąd.

Dorwałeś pracę? Good for you.
Ale to nic nie zmienia – i tak się nigdy nie wybijesz ponad przeciętność. No bo jak? Skoro nie masz celu, do którego dążysz.
Umierasz w wieku 30 lat, a Twój pogrzeb odbywa się 30-40-50 lat później – to w zależności od tego jakie fory masz u Najwyższego. Chociaż ja tam bym takiego nie trzymała za długo na świecie.

Już rozumiesz? Człowiek bez celu nie żyje. Lawiruje tylko i zatruwa życie wszystkim tym, którzy postanowili podejść do niego ambitnie i coś wycisnąć.
Te wybitne jednostki wiedzą na temat rzeczywistości najwięcej. Chętnie udzielą porady na temat tego, jak żyć bezpiecznie – czyli przeciętnie. Powiedzą, żeby się nie wychylać, że sensem życia jest chodzenie po wyznaczonych i sprawdzonych ścieżkach.
A wprost ogarnie ich euforia, gdy – tak jak oni – nic w życiu nie osiągniesz.

Cele życiowe – czym grozi ich brak?

Brak celu grozi stagnacją. Wiąże się z brakiem rozwoju.
Im mniej wiesz na temat tego, do czego zmierzasz, tym trudniej będzie osiągnąć cokolwiek.

Wiecie, przykład, który podałam kilka linijek wcześniej, jest deczko hardcorowy. Opisuje przypadek totalnej beznadziei. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że znakomita większość z Was nigdy nie myślała nawet nad tym, co chce w życiu osiągnąć. Kończymy edukację – na różnych poziomach – dorywamy dobrze płatną pracę i tkwimy w tym latami. Bo idealna praca niemal dla każdego z nas znaczy tyle, co praca dobrze płatna.
Mija czas i pojęcie to zmienia znaczenie.
Okazuje się, że mimo iż praca jest dobrze płatna, to wcale jej nie lubimy. A czemu nie lubimy? Bo nie próbujemy wycisnąć z niej więcej. Robimy tylko to, co leży w zasięgu naszych obowiązków.
I tak – z dnia na dzień;
z tygodnia na tydzień;
z miesiąca na miesiąc
i z roku na rok.

Nasze życie nie opiera się jedynie o pracę, bo to zaledwie – 8 godzin w ciągu dnia (10 – przy doliczeniu czasu dojazdu i zorganizowania się).  Po odjęciu 8 godzin na sen zostaje jeszcze 6 – 8 godzin na życie prywatne. To niewiele w skali doby.
A my co robimy?
Włączamy facebook, wertujemy youtube, demotywatory, kwejki czy inne joemonstery.
I w taki oto sposób świadomie pozbawiamy się czasu, w którym moglibyśmy zrobić coś ważnego.

Prawda jest taka, że znakomita większość z nas jest samotna. Szukamy czegoś, co tą niezagospodarowaną przestrzeń wypełni. Jesteśmy samotni, bo nie mamy celów, marzeń, planów…
Żyjemy z dnia na dzień.
Gdy planujemy, to wycieczkę w wakacje za granicę. Ale to tylko tydzień – dwa. A co z resztą czasu?

Nie jesteśmy w stanie zrobić wielkich rzeczy w życiu, bo nie mamy powodu. A jeśli nie zrobimy w tym życiu nic ciekawego, to umrzemy w wieku 20 kilku lat, a pochowają nas 40 lat później.

Tym grozi brak celów.