Często spotykam się z twierdzeniami typu:
„… ja to nie mam silnej woli.”
„… brakuje mi konsekwencji.”
„… ja znam siebie!”
„… nie mogę rzucić palenia, bo już 100 razy próbowałem i mi się nie udało.”
„… mogłabym schudnąć, ale i tak wiem, że po czasie wrócę do starych nawyków.”No i właśnie! Z czym mamy wówczas do czynienia? Z konkretnymi powodami, czy słabymi wymówkami?
No bo czy na argument: „znam siebie” możesz wejść w jakąś polemikę? Twój rozmówca siebie zna. No i pozamiatane. To on spędza ze sobą 24h/dobę – nie Ty.
On naprawdę setki razy rzucał palenie! Starał się. I próbował wszystkiego – i plastrów, i gum, i tabletek. WSZYSTKIEGO.
A odchudzanie? To nie tak, że uparłaś się być tłusta i na siłę tego pilnujesz. Naprawdę próbowałaś wielu diet – niektóre okazywały się nawet strzałem w dziesiątkę… na chwilę. I w gruncie rzeczy nawet zdrowo się odżywiasz… jakiś czas. A później – po tym detoksie okropnym, przechodzisz obok takiego kurczaczka z rożna, czy półki, która ugina się od olbrzymich ilości węglowodanów i myślisz sobie wówczas – fuck of, you fucking bastard. I’m dreaming about CHOCOLATE! Ciąg dalszy takiego scenariusza jest nam wszystkim pewnie dobrze znany.
A GDY PADASZ, TO CO?
Zobaczcie, jako dzieci mogliśmy padać tysiące razy. Popełnialiśmy błędy, ale w trybie natychmiastowym „otrzepywaliśmy brud z kolan i łokci” i szliśmy dalej – pamiętacie?
A jazda na rowerze? Oczywiste były próby po upadku, my po prostu wiedzieliśmy, że nauczyć się jeździć to tyle, co podnieść rower i wsiąść jeszcze raz. Pamiętacie to?
Nigdy nie zakładaliśmy jako dzieci, że nie ma sensu. Że przecież znamy siebie i w gruncie rzeczy te wszystkie próby okażą się okropnym fiaskiem.
Później dorastamy i zaczynamy obserwacje. A to ciotka, która nadużywa alkoholu tłumacząc, że przecież w życiu trzeba mieć jakieś przyjemności. A to ojciec, któremu nigdy nie starcza pieniędzy na kolejny miesiąc – bo podobno płacą mu za mało. I koleżanka, która dziennie wypala paczkę papierosów przekonując, że nie jest to zależne od niej – jakkolwiek to brzmi.
Obcujemy z ludźmi i na przestrzeni lat „uświadamiamy sobie”, że nie wszyscy się podnoszą i otrzepują z brudu. Że znakomita większość z nas tego  nie robi.
Czy nie czujemy się wtedy niejako usprawiedliwieni z naszych słabości?
Bo przecież każdy…?
Myślę sobie, że większość naszych słabości i uzależnień powstało na bazie tego przekonania właśnie. A jeśli powstają uzależnienia, to rodzi się w nas wewnętrzne poczucie, że „przecież ja już taki jestem”, albo „po co mam coś robić, skoro i tak w końcu wrócę do starych nawyków”.
SAMODYSCYPLINA – CO TO?
Autorzy wielu poczytnych pozycji dotyczących rozwoju osobistego, bez przerwy podkreślają, że SAMODYSCYPLINA wywodzi się z ciągłych prób. Nie jest ona przypisana do jednostek. Jest WYNIKIEM. Efektem ciągłego podnoszenia się.
Czyli – tłumacząc, że coś nam nie wychodzi, bo „już taki jestem”, to tyle co powiedzieć „nie wychodzi mi, bo się za szybko poddaję.”
W książce „Zmień wszystko, co chcesz”, opartej o badania wykonywane na dziesiątkach – tysiącach osób na przestrzeni wielu, wielu lat, w sposób bardzo wiarygodny (to dobre słowo) wyjaśniony jest fenomen tego, co wielu z nas przypisuje braku silnej woli.
Na nasze codzienne decyzje ma wpływ cała masa czynników. Wiem, że o tym wiesz.
A skoro wiesz, to czemu wszystkim obarczasz swój słaby charakter?
Wiesz o tym, że są sportowcy, którzy znacznie przewyższają innych swoimi umiejętnościami. Są aktorzy, o których producenci walczą jak lwy. Są modelki, o których świat nigdy nie zapomni. Wszystkich tych ludzi łączy jedna wspólna cecha – samodyscyplina.
Praca.
Wysiłek.
Brian Tracy określa samodyscyplinę jako samo kontrolę – zjedzenie deseru po obiedzie.
CO, GDY JUŻ WIESZ?
Jest kilka kroków, które zbliżą nas do osiągnięcia perfekcji w kontrolowaniu swoich nawyków.
1. Określenie celu
Nie ma sensu robić czegokolwiek, jeśli jasno nie określimy jaki wynik finalny chcemy uzyskać. O tym, dlaczego ten punkt jest kluczowy, napisałam w jednym ze swoich postów, na który serdecznie zapraszam – Cele – czym grozi ich brak?
warto jest określić cel finalny – np. schudne 10 kg w 3 miesiące oraz
cele pośrednie – ile kg chcę schudnąć w ciągu tygodnia.
Nie zabij się wielkością celu. Jeżeli ważysz 150 kg, to nie ustalaj, że schudniesz 50 kg w ciągu 3 miesięcy – no chyba, że wyjątkowo mocno w to wierzysz.
Cele muszą być wielkie, ale nie abstrakcyjne.
2. Planowanie
Dzisiaj istnieje wiele udogodnień, dzięki którym będziemy w stanie zarządzać swoim czasem.
kalendarz gmail – opanowany mam do perfekcji. Mogę udzielić indywidualnych lekcji, jeśli potrzeba (: – dzięki synchronizacji z kalendarzem na smartphon’e, możesz w każdej chwili i z każdego miejsca planować swój czas i organizować dzień.
mobilne notatniki – polecam jest Evernote. Dostępny do ściągnięcia na telefon oraz pobrania na komputer. Mi nie zawsze zdarza się nosić ze sobą papierowy notatnik, telefon z kolei mam zawsze przy sobie.
Jeśli nie jesteś skomputeryzowany, codziennie wieczorem rób listę zadań, które masz wykonać dnia kolejnego.
Jeżeli od dawna planujesz posprzątać pokój, albo zrobić jakieś danie – zaplanuj to sobie. ZAPISZ. Unikniesz wówczas robienia rzeczy nieważnych – wertowania internetu, oglądania seriali, itd.
Ustal priorytety każdego z zadań. Wyjątkowo trafnie grupuje je Brian Tracy w swojej książce pt. „Zjedz tę żabę”.
Nie zabieraj się za zadanie, którego wykonanie nie jest pilne, jeśli wcześniej nie wykonasz najważniejszego z planu dnia.
Innymi słowy – nie sprzątaj w pokoju, jeśli nie napisałeś rozdziału (czy iluś stron) pracy magisterskiej. No chyba, że na napisanie pracy magisterskiej masz 5 lat :), wtedy lepiej najpierw posprzątaj pokój.
Na pewno wiecie o czym mówię. W planowaniu dnia ustalcie ważność poszczególnych czynności. Sami doskonale je określicie.
3. Karz się/nagradzaj się.
W wypracowaniu w sobie samodyscypliny niezbędnym elementem okaże się ten punkt.
Dlaczego? Ano dlatego, że wielkie zobowiązania podejmujemy w emocjach. Okazuje się – moi drodzy – że emocje mijają (tak, mnie też to rozczarowało…). A kiedy mijają, pojawia się proza życia. Zmęczenie. Codzienność.
Trzeba by się wówczas czymś dopalić.
KARA:
W moim przypadku rewelacyjnie sprawdza się dopalacz w postaci kary – jak czegoś nie zrobię, płacę. Umówiłam się z Moim Melancholikiem, że pieniądze, które stracę za nie-zrobienie czegoś, odkładam na prezent dla Niego.
Pst. W słoiczku nie ma jeszcze ani złotówki 🙂
Warto jednak zwrócić uwagę na to, że ciągłe karanie się może doprowadzić do permanentnego niezadowolenia z siebie. A od tego z kolei tylko krok do stagnacji w życiu.
NAGRODA:
Są też ludzie, którzy na myśl o ‚wynagrodzeniu’ za wysiłek są w stanie przenieść góry. Jeżeli należysz do tej grupy ludzi – koniecznie określ jakiej rangi będzie to wynagrodzenie – CO to będzie.
Jeżeli rzucasz palenie, określ, że po wytrzymaniu w stanie nie-palenia przez pół roku otrzymasz nagrodę. – Czy to będzie nowy ciuch, remont mieszkania, czy wyjazd na wczasy – Twoja sprawa? To MUSI być coś, co sprawi, że będziesz o tym myślał codziennie.
Ja – gdy przez ostatnie miesiące zrzucałam kilogramy – nagrodę widziałam codziennie na pulpicie mojego laptopa. Nie było dnia, bym nie pomyślała o efekcie, który tak pragnę uzyskać.
PODSUMOWUJĄC
Istnieje wiele pomysłów, które – by wyrobić w sobie nawyk samodyscypliny – możemy wykorzystywać.
Są one dostępnę w
książkach (gorąco polecam pozycję pt. „Zmień wszystko, co chcesz” i „Zjedz tę żabę”. Jest jeszcze jedna: „Siła nawyku”, któej na tę chwilę jeszcze nie polecam, bo nie przeczytałam, jak to zrobię – dam znać.),
pojawiają się w formie wyzwań, co dla nas Polaków może stanowić największy motywator: „co? ja nie zrobie?” 🙂
Ale tak naprawdę największe możliwości są ukryte pod naszymi kopułami. Głowami – w sensie! Nieważne ile wartościowych książek przeczytasz, ile narzędzi będziesz miał pod ręką. Nic się nie wydarzy, jeżeli poważnie nie podejdziesz do pierwszego z puntków, który wyróżniam.
Po co Ci to wszystko?
Będzie mi bardzo miło, jeżeli dacie znać, co uważacie na temat mojego punktu widzenia w tej sprawie i podzielicie się własnym.