Zapamiętaj, co sobie pomyślałaś przy czytaniu tytułu. Ta refleksja może być jedną z ważniejszych w Twoim życiu.
No i jak?
Plaża, drinki z palemką? No i Wyspy Kanaryjskie absolutnie, co?
Wyobrażasz sobie ten mięciutki piasek pod stopami? Szum morza w oddali…
Woda unosi Twoje ciało, a promienie słońca delikatnie muskają je swoim ciepłem. Leżysz sobie tak dłuższy czas i ekscytujesz się świadomością, że nigdzie nie musisz wracać. Te wakacje mogą trwać dokładnie tyle, ile będziesz chciała. Tydzień, miesiąc… rok.
Potem postanawiasz pójść na spacer. Jeszcze odrobinę mokra. Twoje ciało ma lekko słony smak, a we włosach i na pośladkach ukryły się drobinki nadmorskiego piasku.
Spacerujesz sobie po okolicy… Podziwiasz lokalne sklepy i z uśmiechem spoglądasz na przechodniów. Jedni z nich pędzą do pracy, inni siłują się z rozpaczającymi dzieciakami, które chciałyby się troszeczkę dłużej pobawić na placu zabaw.
A w Twojej głowie wciąż nieprzerwanie krąży myśl – ja nic nie musze. Zupełnie nic…
Odprężyłaś się trochę? Zapomniałaś o pracy i o korkach, w których spędzasz długie minuty by do niej zdążyć na czas? I o dzieciach, które wciąż czegoś chcą? O troskach.
O zobowiązaniach, z których musisz się wywiązać?
A o kredytach?
I czy zapomniałaś na chwilę, że gdy tak spacerujesz wcale nie masz 20 lat. Jesteś 70 – 80 letnią staruszką.
I że to żadne Kanary, a co najwyżej polski Bałtyk.
Drinki z palemką zastąpione są butelką niegazowanej wody, na którą dokładnie odliczyłaś każdy grosz. Wczasy co prawda masz opłacone – przez syna czy córkę. Bo pieniądze z emerytury kryjesz pod poduszką twierdząc, że na czarną godzinę.
Dziwi mnie to bardzo, bo każda godzina, która mija w Twoim życiu jest czarna jak smoła.
No i teraz wróćmy do mojej sugestii dotyczącej zapamiętania uczucia, które Ci towarzyszyło podczas czytania tytułu. Spodziewam się, że większa część z Was pomyślała –
JAKA EMERYTURA?
… jakie drinki? Jakie Kanary?
Gdyby zrobić badanie na temat tego, jak wielu z nas w nią wierzy, mam wrażenie, iż znaczna część respondentów z drwiącym uśmiechem odpowiedziałaby: „oczywiście, że emerytury nie będzie. Nie ma co się łudzić”
Dzisiaj ludzie z lekką kpiną w głosie wyrażają swoje zdanie na temat tego, co dla naszych rodziców było tak oczywiste, jak to, że jutro pójdą do pracy, odbębnią 8 godzin, a po miesiącu dostaną całkiem fajną wypłatę. I powtórzą to przez kolejnych 40 lat.
Nasi rodzice snuli wizje na temat tego, co będą mogli zobaczyć i jakich potraw smakować, gdy już oficjalnie pożegnają się ze swoim okrutnym pracodawcą i kopną go w dupę na dowidzenia.
Co prawda – w większości przypadków sytuacja się odwróciła i to ich kopnięto w dupę pozbawiając ostatnich nadziei na jakiś rewanż za te wszystkie lata ciężkiej pracy.
Z jednej strony to trochę mi tych ludzi żal. Wiem, że nie jest łatwo codziennie rano wstawać do pracy i stać 8 godzin w sklepie. Bardzo często – bez możliwości zjedzenia normalnego posiłku.
Z drugiej natomiast (rozumiejąc szczególne przypadki) znam ludzi w wieku moich rodziców, którzy dziś mają fajny status finansowy i prowadzą niezły styl życia.
Więc skoro Franek mógł, to dlaczego Janek nie?
Ludzie wczoraj i dzisiaj żyją w świecie wymówek. To, że dziś siedzisz na kasie w tesco i nie robisz nic, by się stamtąd wyrwać, to Twoja wina.
„Nie narzekaj na coś, na co się zgodziłeś.”
Ja pracowałam w naprawdę wielu skrajnie różnych branżach. Zaczynałam jako kelnerka w wieku 16 czy 17 lat. Później – na długie lata – „zaprzyjaźniłam się” z handlem, był też czas, kiedy „rozwijałam” swój angielski w Chicken Factory w Anglii. Moi drodzy – miałam nawet epizod w radiu i swój debiutancki wywiad z prezesem Nowej Prawicy. Cóż to było za wyzwanie.
Pralnia. Korporacja taksówkarska. Obsługa imprez plenerowych.
ZAWSZE w którymś momencie jednak docierała do mnie brutalna rzeczywistość, że to, co robię, nie jest tym, z czym wiążę swoją przyszłość.
Moment, w którym to do mnie docierało, starałam się bardzo dobrze zapamiętać. To z kolei dawało mi jasną odpowiedź na pytanie dotyczące tego, czego oczekuję od życia.
Wydarzenia, których miałam szansę doświadczyć, doprowadziły mnie do sytuacji, w której znajduję się dzisiaj. Świadomość ta nie pozwala mi na odczuwanie jakiegokolwiek żalu związanego z kierunkiem mojej drogi zawodowej. Bo dziś jestem w naprawdę fajnym miejscu na świecie.
To, co miało miejsce przez ostatnich 7 – 8 lat mojego życia wywołało coś bardzo silnego w moim sercu. Głód.
Pamiętam, jak lata temu obsługiwałam w pewnej restauracji grupę ludzi – byłam wówczas na praktykach w szkole średniej. Niosłam na tacy kilka filiżanek z kawą i okropnie stresowałam się tym, żeby na nikogo nic nie wylać. Gdy doniosłam napoje do stolika, jeden z gości rzucił jakąś zalotną uwagę na mój temat, co mi się nie spodobało i na długo zniechęciło do wykonywania tego zawodu.
Myślę, że na zawsze.
Było też sporo bankietów, na które jeździliśmy z klasą i w których nie mogłam uczestniczyć jako gość. Moim zadaniem natomiast było zbieranie po nich brudnych kieliszków i talerzy.

Zamiast narzekać na swoją pracę. Spróbuj zastanowić się jak fakt, że ją wykonujesz może doprowadzić Cię do miejsca, w którym chcesz się znaleźć.

To Głód weryfikuje Twoją przyszłość. I zupełnie nie ma znaczenia jaką szkołę skończyłeś. Znaczenie mają odczucia. Co czujesz, gdy wykonujesz swój zawód?
Dumę? Znużenie? Niechęć?
Te – z pozoru – nieistotne momenty to klucz. Warto je w swoim życiu wyłapać.
Możesz też tego nie zrobić i dalej pierdzieć w fotel oglądając kolejny świetny filmik kolegów z Abstachuje. Komentować ludzi, którzy realizują swoje marzenia. I – obserwując swojego zachlanego sąsiada, rozkoszować się myślą, że wcale nie jesteś nieudacznikiem życiowym.
Możesz to robić. Będzie najłatwiej. A przecież – bądźmy szczerzy – lubisz, gdy nie trzeba myśleć i pracować. Ten automatyczny tryb życia jest Ci na rękę.

Jest taka kobieta – nazwijmy ja Franczeską.
Dawno jej nie widziałam, w zasadzie to nawet nie wiem jak wygląda jej codzienność. Być może dziś leży na Bahama i opala brzuch. Nie spodziewałabym się jednak takiego scenariusza.
Franczeskę poznałam kilka lat temu. Pracowałyśmy w jednym miejscu przez chwilę. Miala wówczas ok 50 lat.
Miała dwie uniwersalne odpowiedzi na powitanie.
„Ale dzis gorąco” – gdy było wyjątkowo ciepło, bądź „chyba będzie padało”, gdy chmur było nieco więcej. I co jakiś czas rzucała króciutkie uwagi typu: „ale się nie chce pracować”. 
Otworzyła się kiedyś przede mną mówiąc, że bardzo nie lubi swojej pracy i każdego dnia odlicza godziny do końca.
Gdy wyjątkowo mocno się rozkręcała, potrafiła godzinami krytykować swoich pracodawców.
Kontakt z Franczeską był wyjątkowo trudny, ponieważ nigdy nie mówiła co dobrego się wydarzyło. Jak pytałam – Pani Franczesko, co dobrego słychać? Odpowiadała: „a ja wiem co dobrego? Stare biedy.”

Franczesce zostało jeszcze ponad 5 lat do emerytury. I dziś na nic nie czeka. Tylko na to, aż pożegna się ze swoim pracodawcą.
A 5 lat to w pytę czasu.
Jesteś w stanie pojąć, że za 5 lat rzeczywistość, w której się znajdujesz może wyglądać zupełnie inaczej? Za 5 lat TY będziesz kimś zupełnie innym.
Czy zdajesz sobie sprawę, że do Ciebie należy Twoje życie i że obrazek, który „snuliśmy” na początku wpisu wciąż może się wydarzyć w Twoim przypadku?
W jednej książce czytałam o tym, że gdy człowiek jest głodny, a Ty proponujesz mu wtedy jabłko bądź czekoladę, w znakomitej większości wybierze czekoladę.
Odwrotnie sytuacja będzie wyglądała, gdy wyboru będzie musiał dokonać w przyszłości. Dlatego, że jesteśmy świadomi, iż wybór jabłka jest rozsądniejszy. Nauczyliśmy się natomiast tego, że rozsądne myślenie jest zarezerwowane na przyszłość. Nie na teraz.
Obudź się.
Życie Ci mija między palcami.
Post Scriptum: Emerytury nie będzie, wbij to sobie do głowy i wykorzystaj tę wiedzę.
Photo by Texas Wedding Photographer, Matthew T Rader