Zdarza mi się zapominać, że kiedyś byłam dzieckiem.
Miałam wówczas całkiem dziecinne problemy, które stanowiły cały mój świat.
Myślę o tych czasach i o sobie w nich z nutą pobłażliwości. Trudno nie myśleć, skoro z powodu kłótni z przyjaciółką, bądź nieodwzajemnionego uczucia, jesteś w stanie wyć godzinami w poduszkę, będąc jednocześnie pewną, że Twoje życie właśnie się skończyło. I że już nigdy – przenigdy! – nikomu nie zaufasz.
Nie jest łatwo czytać słowa, które pisałam wówczas, w tej dziecinnej naiwności. Wertuję kartki, przekonana, że nic dla mnie nie znaczą. I zawstydzam się na myśl o tym, że kiedyś naprawdę to wszystko czułam.
To zawstydza mnie dużo bardziej niż fakt, że ‚przyjaciułka’ nie zawsze była poprawnie napisana.
W pamiętnikach tych jest pełno emocji, których dziś nie potrafię rozszyfrować. Przyporządkować do nastroju. Tam jest ich cała gama. Każde zdanie, które czytam to kolejna emocja.
Mija czas. Zaczynamy studia, pierwszą pracę. Już nie jesteśmy chłopcami i dziewczynkami. Wyglądamy i czujemy się jak Kobiety i Mężczyźni. I tak chcemy by nas traktowano. Z szacunkiem.
Narzucamy filtry na swoje serce. Grupujemy emocje na te, które chcemy odczuwać oraz te, które traktując za zbędne, odrzucamy. Mówimy, że to ‚drobnostka’. W istocie już dawno roztrzaskała by nas w drobny mak.
Filtry, o których mówię to element obronny. Tyle razy zostaliśmy skrzywdzeni w życiu, że nie pozwalamy sobie na bliską i bezinteresowną relację z drugim człowiekiem.
Wstydzę się czytać słowa napisane przed laty, bo pojawiają się w nich emocje, doznania, których dziś nie umiem do niczego porównać. Uczucia te – jako, że na trwałe zostały usunięte z mego serca kojarzą się z naiwnością, słabością. Dziecinnością.
Niewinność serca dziecka nie filtruje uczuć, które WARTO, bądź NIE WARTO czuć. Ani tych o których warto, bądź nie warto mówić.
Jestem typem człowieka, który nienawidzi (i nie jest to wyolbrzymione słowo) prosić o pomoc. Długo zastanawiałam się z czym związana jest ta niechęć. I dziś wiem.
Otóż zadawanie pytań kojarzy mi się z byciem niedostatecznie mądrym. Głupim – mówiąc wprost. To przeświadczenie wyniosłam jeszcze z okresu podstawówki.
Toteż gdy pojawia się jakaś trudność, z którą nie umiem sobie poradzić, główkuję, analizuję, obrażam się, ale prośbę o pomoc traktuję jako ostateczność. Na domiar złego, czuję się później fatalnie.
Zauważyłeś już?
Zawstydzają mnie słowa, napisane przed laty, bo tak naprawdę emocje, których próbuję się wyzbyć wciąż we mnie tkwią. Nigdy nie umarły. Stanowią najmniej bezpieczną część mnie – bo tą, której nie znam dobrze. Tę część poznaję nieprzerwanie na nowo.
Mała dziewczynka, którą w sobie uciszyłaś, wciąż jest. Chłopiec, którego nie dopuszczasz do głosu wciąż tam jest.
Rzeczywistość zmienia się w zatrważającym tempie. Jeszcze pamiętam żal, którym pałałam do ojca chrzestnego za składaka podarowanego mi na komunię (Boże, jakie to szczęście, że to był WŁAŚNIE składak), a równocześnie JUŻ żyję tym, co wydarzy się w najbliższych latach mojego niesamowitego życia.
To, co dzieje się dziś jest jak płatek śniegu, któremu desperacko pragnę przedłużyć istnienie. Mój płatek śniegu, choć zachwycająco piękny – topi się.
Tak naprawdę najpiękniejsze i najsmutniejsze jest to, że kiedyś dzisiejszy dzień będzie wspomnieniem. Może nawet takim, którego nie zdołam zapamiętać. Nie zdołam go z niczym powiązać.
Będzie jak przecinek w zdaniu – niesłychanie potrzebny, by zachowało ono sens, to jednak wciąż tylko przecinek.

O czym marzysz? Zapytał.
Chciałabym zdobyć wszystkie góry i zbudować schronisko dla zwierząt. I jeszcze bym chciała zabrać mamę i tatę na wycieczkę dokoła świata. I może jeszcze polecieć w kosmos. I wystartować na olimpiadzie. I być modelką.A jakby starczyło mi czasu, to chciałabym jeszcze pomagać chorym dzieciom.
A Ty… ? O czym Ty marzysz? Nie odpowiedział. Ale wyraz twarzy, którym mnie obdarował, zrobił to za niego.Tęsknił. Tęsknił za czymś, co nigdy miało nie wrócić.
Chciałabym na koniec podzielić się z Wami
obrazkiem, który jakiś czas temu bardzo mnie zaintrygował. Rzecz miała miejsce w autobusie, którym – zmęczona – wracałam do domu. W pewnym momencie na przeciwko mnie usiadł – jak się później okazało – ojciec z synem. To była dosyć wymowna chwila, bo akurat byłam w trakcie czytania książki „Dzikie serce”, Johna Eldredge.
Syn nie mógł mieć więcej niż 14 lat. Był drobnej postury, a jego głos brzmiał wciąż dosyć chłopięco. Ojciec – bo to on zrobił na mnie największe wrażenie – wcale nie wyglądał jak wzór, który podświadomie sobie wykreowałam. Człowiek ów miał lekko zmierzwione włosy, okulary z grubą czarną oprawką i szarą bluzę z kapturem. Wyglądał bardziej jak starszy brat tego małego. Choć nie był.
Młody chłopak miał złamane serce. Podobno zakochał się w dziewczynie, która zadrwiła z niego publicznie. Jeszcze brzmi mi w uszach sposób, w jaki o tym mówił. Wstyd pomieszany z żądzą zemsty. Parokrotnie użył twierdzenia, że jeszcze jej pokaże. Ojciec go słuchał. Zwróć uwagę – s ł u c h a ł, nie SŁYSZAŁ. Wcale nie tłumił uczuć małego. Nie próbował go też pocieszać.
ON autentycznie współczuł synowi. Współodczuwał emocje, którymi ten się dzielił. Widziałam jak szukał w głowie odpowiedzi na pytania, które chłopak mu zadawał. Widziałam jak się angażuje w tę rozmowę i jak zależy mu na tym, by pomóc. Był z nim w tej tragedii.
Wrażenie zrobiła na mnie jedna rzecz szczególnie. Otóż ojciec wcale nie klepał syna po ramieniu mówiąc: ogarnij się chłopie, w życiu poznasz jeszcze niejedną i nie raz dostaniesz kopa w dupę.
On – mimo znacznie większego doświadczenia – próbował wejść w skórę swojego syna i z r o z u m i e ć ból, który ten przeżywał. Nie myślał za niego, ale kierował rozmową, tak – że ostatecznie chłopak SAM doszedł do wniosków, które – miałam wrażenie – podobały się jego ojcu.
Nie – nie postanowili zabić dziewczyny, która złamała serce młodemu mężczyźnie.
Jako dzieci pewne rzeczy rozumiemy zupełnie inaczej niż dorośli. Wiesz o tym Ty i ja, bo oboje byliśmy dziećmi. Pamiętasz jak się denerwowałeś na brak zrozumienia WAGI sytuacji ze strony swoich rodziców?
A bunt młodzieńczy? – przecież każdy go przechodzi.
To jest z kolei zupełnie niezrozumiałe biorąc pod uwagę fakt, że KAŻDY był dzieckiem i CZUŁ jak dziecko.
A jednak zapominamy.
A przecież ostatecznie największe i najważniejsze rzeczy dzieją się w młodym, a nie starym sercu.