Jak to jest, że robimy czasem coś, co jakiś czas temu wydawało się absurdem.

Anglia, 2013.

Pamiętam, że ten dzień nie różnił się specjalnie od innych. Siedziałyśmy z moją serdeczną koleżanką Ewą w stołówce, jedząc śniadanie i pijąc herbatę, kiedy w pewnym momencie na ogromnym ekranie pojawiła się informacja o tym, że jakaś mała dziewczynka została zgwałcona i zamordowana. Nie pamiętam dokładnie, czy sprawca został odnaleziony. Pamiętam natomiast biel przechodzącą w głęboką czerwień, która malowała się na twarzy mojej koleżanki. Pamiętam jej wzrok wyrażający oburzenie i niedowierzanie. 

Dziewczynka, o której mówili w wiadomościach nie była jej córką. Całe szczęście. Była natomiast CZYJĄŚ córką, czego ja jako panna nie mogłam w 100% pojąć tak, jak pojęłaby to matka. Widziałam natomiast matkę, która na moment zamarła.  Ewą poruszyła ta tragedia do żywego. Jej mała urocza córeczka jest bowiem oczkiem w głowie i cudem, na który bardzo długo czekała. Gdy ochłonęła, zaczęła wyrażać swoją frustrację i bezradność w tym temacie. Pamiętam co wówczas powiedziałam. Że gwałcicielem nie musiał być psychol, którego sobie wyobrażamy. Zbrodniarzem mógł być człowiek, którego dziś minąłeś na ulicy.

Ale po kolei. Zrozumiesz. Pewna dziewczyna na swoim blogu napisała o pedofilii. Temat ten rozpisała w kilku fazach – począwszy od momentu, w którym jest nieakceptowany, a wręcz surowo traktowany przez społeczeństwo, do chwili, kiedy wszyscy (albo większość) zaczyna postrzegać go jako coś całkiem rozsądnego. Jej wpis zainspirował mnie do poruszenia tematu, który dojrzewał we mnie całkiem długo.

Gdzie są Twoje granice?

Profesor [tfu] Hartman – polski filozof i bioetyk, który prawie ćwierć wieku temu ukończył studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, publicznie wygłasza takie oto słowa:

„Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?”(źródło)

Absurd, prawda? Kto normalny mógłby zgodzić się z takim podejściem?
Mam wrażenie, że takich ludzi jest znacznie więcej, niż nam się wydaje. W ogromnej mierze są to osoby skrzywdzone przez los – ofiary gwałtów, przemocy, nienawiści. Są to osoby, które całe życie były utwierdzane w przekonaniu, że ich obecność w świecie jest zbędna. Niestety tymi osobami są również ludzie zdrowi. Tacy, którzy nieświadomie dali się zmanipulować i podpuścić.

Hartman mówi że nie jest zwolennikiem legalizacji związków kazirodczych, ale „warto rozpocząć dyskusję na ten temat” (źródło).

Co się wówczas dzieje? Kwiat polskiej inteligencji zaczyna debatować. Zarzucać się argumentami. Nie daj Boże, żeby któryś z tych ‚k w i a t ó w’ był Twoim autorytetem w jakiejś dziedzinie. Wówczas nie tak trudno o myśl – skoro Ziutek to popiera, to coś w tym musi być. Przecież to taki rozsądny gościu. Rozmowy na ten temat mogą trwać wiele miesięcy i tyleż samo nie przynosić efektów. Wszystko przygasa i pozornie życie wraca do normalności.

No fucking way. To, co się dzieje, to kolejny etap, o którym autorka bloga mówi: akceptowalny. Zaczynamy główkować, że to w sumie nie takie głupie – matki są szczęśliwe, bo ich synowe są jednocześnie córkami, z którymi nie muszą walczyć o miłość syna. Kończą się kawały o złych teściowych. I – przede wszystkim – wszystko zostaje w rodzinie.  I tak dalej. I tak dalej. Tym oto sposobem dochodzi do sytuacji, w której projekt jest legalizowany. Nie wszyscy oczywiście się z nim zgadzają – żeby była jasność. Ale masa się zgadza. A bądźmy szczerzy – to nie ja, ani ty napędzamy ten świat.

Co z tego, że masz poukładane w głowie i nie dajesz się manipulować, kiedy to nie TY jako jednostka decydujesz o tym, jak wygląda kraj, w którym mieszkasz.  Decydują o tym wszyscy, ale nie Ty.

Ciśnie mi się na usta temat legalizacji narkotyków. Nigdy ich nie paliłam i nie zamierzam, ale niejednokrotnie spotkałam się z opinią, że narkotyki są bezpieczniejsze od alkoholu. Zdarzało się, że mówiły to osoby, które kiedyś ich nie akceptowały. Branie narkotyków (począwszy od marihuany, a na kokainie kończąc) to proces.

Aborcja to proces – zaczyna się od twierdzenia, że powinna być akceptowana w nadzwyczajnych okolicznościach, a kończy na manifestacji, że KAŻDA KOBIETA MA PRAWO DECYDOWAĆ O SWOIM CIELE.  Eutanazja to proces. To przekraczanie granic. Traktujemy ją jako ostateczność, by w końcu uznać, że ludzie, do których kiedyś zwracaliśmy się „mamusiu i tatusiu”, nie powinni się męczyć. Powinni GODNIE umrzeć. I godnie dać nam spokój. 

Kazirodztwo i pedofilia to proces. Każde z nich zaczyna się na pornografii.

Więc tak – Facet, który zgwałcił i zabił niewinną dziewczynkę, może właśnie mówić Ci „dzień dobry”, albo siedzieć na Twoim fotelu.

___
Zdjęcie jest własnością: Victorii Nevland