Nie jest to wpis o katowaniu języka, jak pewnie domniemasz. Ale też będzie zajebiście.
Rozmawiam sobie z kumpelą o zachowaniu ludzi po alkoholu. Nagle pada temat lojalności. Ona mi mówi tak: Nie zdarzyło mi się po alkoholu wyjawić sekretu, który ktoś mi powierzył. Zapunktowała ogromnie tym zdaniem, ale drążymy temat dalej. „Nie wiem też czy znam kogoś, kto ma takie zapędy. Chyba tylko w filmach tak to przedstawiają.” Kiwam głową z aprobatą, a ona po chwili dodaje: chociaż nie. Jasiek jest taki. Na trzeźwo nic z niego nie wyciągniesz. Zapomnij. Ale po alkoholu, nawija jak poparzony.” Znam Jaśka. Myślę o tym jeszcze chwilę i zapominam.
Wieczorem przechodzę wewnętrzny bilans dnia. Takie tam podsumowanie tego, co zrobiłam, a co olałam, I przypominam sobie tę rozmowę. Analizuję również temat lojalności w ogóle.

LOJALNOŚĆ – cecha na wymarciu?

Gdy myślę o lojalnym przyjacielu mam w głowie pewien obraz. Obraz człowieka, któremu mogę powierzyć to wszystko, co mi ciąży. Mogę zwierzyć mu się z emocji, które sama boję się nazwać. Mogę opowiedzieć mu o chorej ciotce, która mnie wychowała i o psie pochowanym przed laty w ogródku. Mogę temu komuś powiedzieć o marzeniach, które chcę zrealizować i o tych, których nigdy już nie zrealizuję.
I… – najważniejsze! – nie muszę dodawać: „czy ta rozmowa zostanie między nami?” On to wie.
Czy ja jestem w 100% lojalna? Chciałabym powiedzieć, że tak. Ale nie mogę. To byłoby kłamstwem. I choć nie chcę siebie wybielać (trochę chcę), myślę, że trudno jest znaleźć taką osobę.
Niemniej jednak ta krótka wymiana zdań w ciągu dnia, ta refleksja u jego kresu – zainspirowało mnie to do pracy nad sobą. Chciałabym, by kiedyś ktoś myśląc o lojalnej osobie, którą poznał na przestrzeni swojego życia, miał moją twarz przed oczami.
Może obok postanowień o idealnej sylwetce i odłożonych pieniądzach na szczytny cel, całkiem serio pomyśleć o innych? Np. takich:

  • za każdą obgadaną osobę, odkładam 5zł do skarbonki, którą później wręczę mojemu proboszczowi:) – co to byłaby za motywacja…
  • nie pójdę spać, póki nie zrobię pewnej rzeczy w ciągu dnia, niezależnie od tego jak bardzo zmęczony będę,
  • codziennie budzę się 30 minut wcześniej, żeby poczytać / poćwiczyć czy się pouczyć.

Jest 26 stycznia – jest więcej niż prawdopodobne, że postanowienia noworoczne, które sobie założyłeś, poszły na łeb. Ale… wciąż jest styczeń i w dodatku poniedziałek.
No to kiedy, jak nie teraz?

Proponuję też wsparcie mentalne. Przyłączasz się? 😉

*Photo credit: dhammza / Foter / CC BY-NC-ND