Strach. Mówią, że to on jest głównym powodem, dla którego ludzie nie wyznaczają sobie celów.
Ja, podczas rozmowy na ten temat z kilkoma osobami słyszałam ten argument najczęściej. Niektórzy zasłaniali się poważniejszymi wymówkami niż strach, ale nie trzeba było być Einsteinem, żeby wiedzieć, że wszystkie pośrednio łączyły się z tym jednym, wspomnianym.
To trochę sprzeczny z moim poglądem post, bo w sumie cały blog powstał by namawiać ludzi do stawiania sobie celów i odważnego do nich dążenia. Pisałam o marzeniu i o mrzonce, o odkrywaniu w sobie pasji, o tym, czy istnieje szansa nauczenia się dyscypliny, a nawet o tym, jak określać cele i czym grozi ich brak.
A dziś wmawiam Wam, że cel nie jest najważniejszy.
Bo nie jest.
Ale jest piekielnie ważne, byś go posiadał.
Myślę, że łatwiej jest nam określić, gdzie nie chcemy skończyć, niż to, kim w przyszłości chcemy być i jaki styl życia posiadać. I to też jest jakieś rozwiązanie.
Ja przez bardzo długi czas – podczas szukania pracy – wiedziałam, że choćbym miała przymierać głodem, nie będę pracowała jako ekspedientka w sklepie. W związku z tym wyeliminowałam wszystkie oferty, które miały związek z tego typu pracą.
Nie wiedziałam, że chcę pracować tu, gdzie obecnie pracuję, ale eliminowanie tego, co mi się nie podoba, doprowadziło do miejsca, do którego po prostu lubię chodzić. Świadomość więc tego, czego nie lubisz, jest bardzo pomocna w określeniu kierunku swojej drogi. Mimo wszystko jednak, to wciąż nie załatwia sprawy w temacie Twojego celu.
Musisz go mieć. Po prostu musisz.
Zasadniczo jeżeli tego nie zrobisz, świat się nie zawali, nie przestanie istnieć. Ale Ty – jako spełniony człowiek, owszem.
Tak więc – określenie celu potraktuj jako swój życiowy priorytet. Ok? 🙂
Kilka miesięcy temu, rozmawiałam z koleżanką o celach. Nigdy ich nie określała. Dziś studiuje budownictwo, ale praca w tym zawodzie raczej nie była jej marzeniem – miała wystarczającą ilość punktów, ludzie dokoła rekomendowali ten kierunek, dodatkowo ma smykałkę do przedmiotów ścisłych i bardzo dobrze sobie na nich radzi, więc why not?
Mówi: „Nie wiem jak będzie po studiach. Przede mną wybór specjalizacji, a zupełnie nie wiem czy chcę iść w konstrukcje, czy w budowę dróg i mostów. Teraz jestem jeszcze w bezpiecznym momencie. Sama wiesz… byłaś na studiach.”
Wiem i zdaję sobie sprawę, że większość studentów nie nie ma pojęcia, jak w zawodzie, do którego się przyuczają, wygląda rzeczywistość. Nie mogą wiedzieć.
Stąd w pewnym sensie bierze się awersja do wyznaczania celów. Będąc w szkole średniej uwierzyliśmy, że studia powinniśmy wybrać przez pryzmat tego, z czym sobie wówczas radziliśmy w szkole.
A to błąd.
Mam koleżankę, której chłopak nie poszedł na studia, bo nie wiedział, co mógłby studiować. Nie miał pomysłu. I tak naprawdę dopiero wiele lat później – w momencie życia, kiedy powinien studia kończyć, zrozumiał co to jest.
Ale wróćmy na chwilę do koleżanki z budownictwa.
Gdy tak sobie rozmawiałyśmy, powiedziała: Tak naprawdę boję się wyznaczać sobie cel, bo może być tak, że go nie osiągnę, a wtedy bardzo się na sobie zawiodę.
No i tutaj jest pies pogrzebany, bo…
Cel nie jest najważniejszy!
W tekście – bywasz z siebie dumny? – pisałam, o tym, że Świat uczy nas tego, by za każde niepowodzenie siebie katować. Skoro dałeś ciała z postanowieniem o rzucaniu palenia, to się chłopie linczuj, a rany posypuj solą.
I że to nie w naszym stylu, by być z siebie dumnym za każde sukcesy, nawet jeśli efekt końcowy okazał się fiaskiem.
A prawda jest taka, że cel w istocie nie jest najważniejszy. Najważniejszy jest proces dotarcia do niego. Bo ten proces szlifuje Twój charakter, uczy asertywności i dyscypliny.
Tworzy nową osobę, którą się stajesz. Naprawdę, nie bój się tego, że w którymś momencie powinie Ci się noga, że ludzie wyśmieją, że miałeś być milionerem, a jesteś zerem, że to taki wstyd.
Bagaż doświadczeń, który na drodze do swojego celu, zdobędziesz uczyni Cię tym, kim nigdy nie marzyłeś się stać.
Otworzy przed Tobą drzwi takich możliwości, o których kilka miesięcy, czy lat wcześniej nie wiedziałeś, że istnieją.
Sprawi, że każda trudność, pokusa, czy wyrzeczenie staną się prostsze i przyjemniejsze w pokonaniu. I nauczy Cię radzić sobie z…
Hejterami
Świat jest pełny hejterów, którzy Cię wyśmieją, podważą Twoje wizje, sprawią, że w sekundzie poczujesz się malutki, ale to wszystko jest nieważne. Olej swoich krytykantów. Albo przynajmniej nie dopuść do tego, żeby ich słowa Cię złamały, zgniotły.
Śmiej się z hejterów wirtualnych, a życie realnych weź pod lupę: czy się realizują, czy są szczęśliwi robiąc to, co robią, czy żyją po coś, czy mimo wszystko. Czy czytają książki.
Jeżeli motywuje Cię bat, a nie marchewka, to bądź sobie hejterem. Bo to też nie tak – i warto, żebyś nie wysnuł takiego wniosku, z tekstów, którymi Cię raczę – że nie powinniśmy od siebie wymagać i przy każdym niepowodzeniu głaskać się po głowie. (vide samodyscyplina, czy jest szansa się jej nauczyć?)
Bądź swoim trenerem. I hejterem. Ale jedynym, którego zdanie ma na Ciebie twórczy wpływ.
Im więcej sobie odmówisz na drodze do celu, tym lepiej dla Ciebie.
 
Wygrana
Jeżeli angażujesz w coś serce, czasem nie dośpisz i nie dojesz, zawsze z takiego układu wychodzisz wygrany. Bardzo ważne, żebyś o tym wiedział.
Piszę to wszystko, ponieważ jestem osobą, która bardzo długo liże swoje rany, gdy coś mi się nie udaje. Nie myję się, nie wychodzę z łóżka, nie odbieram telefonów* i wiem jak przytłacza myśl, że znowu coś nie wyszło, że znowu dałam ciała.
Tego typu treści byłyby mi w tym momencie bardzo przydatne, a wręcz niezbędne.
Więc jeżeli zagubiłeś się w swoich planach, wpadłeś w letarg i marazm, cały dzień oglądasz ogłupiające seriale, to wiedz, że stan, w którym się znajdujesz dopada wszystkich bez wyjątku.
Tylko jedni – zdając sobie sprawę, że dołek w każdej dziedzinie życia, to coś tak normalnego jak kobieta, która miewa fochy – sobie z tym radzą, a inni się biczują i wmawiają swoją beznadzieję.
Nie daj się. Jesteś fajny.
Pst, zawsze możesz do mnie napisać, może uda mi się wówczas pomóc… 🙂
Znasz adres.
*nie no, telefony odbieram. 😛