Uwielbiam nosić okulary. Od zawsze. Od pierwszych, bez problemu przeczytanych, słów z odległości. Uwielbiam to, że można nimi upiększyć niejedną facjatę.
Poważnie. Czasami, gdy podchodzę do lustra bez okularów, to przez chwilę zastanawiam się co to za potwór z Loch Ness mi się przygląda po drugiej stronie.
Dopiero później dostrzegam za plecami mojego brata!
BANG!
Miałam krótki epizod z soczewkami. Nie był to kaprys, ani żadna ciekawość sprawdzenia jak wygląda świat z perspektywy bezokularników. Musiałam to zrobić w celach zawodowych.
I wspominam źle.
Bardzo często piekły mnie oczy, soczewki się wysuszały, a ich założenie było codziennym utrapieniem. Poza tym myślę, że wyglądałam wtedy po prostu źle.
Weźcie te fakty pod uwagę, podczas czytania moich narzekań.
To są jedyne ładne zdjęcia, które mam bez okularów, na wszystkich innych widać mojego zeza:
pageeee
To co? Ustaliliśmy, że okulary są super? I że je uwielbiam?
Świetnie!
To w takim razie, pozwólcie, że teraz trochę na nie ponarzekam.
1. „ZIMA” I „OKULARY” NIE POWINNY BYĆ UŻYWANE W JEDNYM ZDANIU


Nie wiem, czy nie lubię zimy bardziej ze względu na to, że jest mokra i zimna, czy dlatego, że w tym czasie przeżywam swój okularowy horror.
Chodzi oczywiście o parowanie szkieł. Wkurza mnie ten fakt, bo przez pierwszych kilka minut po wejściu do autobusu/mieszkania/kościoła/etc. jestem ślepa mimo, że mam na nosie okulary.
Czasem je zdejmuję i modlę się w duchu, by nie spotkać jakiegoś znajomego, którego a) nie rozpoznam, b) zobaczy mojego zeza, c) stwierdzi, że tak naprawdę wcale nie jestem ładna.
Chlip.
2. CAŁOWANIE W OKULARACH NIE JEST ZBYT KOMFORTOWE


Dokoła unosi się dzikie podniecenie, w brzuchu wariuje tysiąc motyli, Mężczyzna Twojego życia właśnie próbuje złożyć na Twoich ustach namiętny pocałunek, a wtem okulary postanawiają żyć własnym życiem.
Przekręcają się, wyginają, parują i robią wszystko, by zepsuć ten intymny klimat.
3. BRUD CZY ZARYSOWANIA?


Podobno są na rynku szkła odporne na oba – ja nie miałam przyjemności ich wypróbować, więc nie wiem jak się sprawdzają.
Natomiast te okulary, które do tej pory kupowałam – czyli łącznie jakieś 6-7 par – miały tę okropną wadę, że się brudziły. A skoro brudziły, to również w końcu zarysowywały.
I chociaż po kupnie nowej pary, ZAWSZE obiecuję sobie, że zestaw to ich czyszczenia będę miała absolutnie NON STOP pod ręką, to w końcu i tak prędzej, czy później pojawia się sytuacja, kiedy o tym zapominam.
Ale to specyfika mojego roztrzepania.
4. SPADAJĄ Z NOSA


Mój aktualny nabytek był tak dobrze dostosowany do twarzy, że przez pierwszy rok, naprawdę, nie miałam na co narzekać. I chociaż zauszniki na początku wbijały mi się w skórę głowy, to miałam ten komfort, że niezależnie od tego, co robiłam, one ciągle były na swoim miejscu.
Pamiętam natomiast sytuację, kiedy dwa lata temu wybraliśmy się z Melancholikem do Thorpe Parku w Chertsey. Ja wiem – okulary na nosie podczas jazdy rollercoasterem to nie jest najlepszy pomysł. No, ale miałam do wyboru – widzieć i ryzykować, że mi spadną, albo skupić się wyłącznie na samej jeździe.
Wybrałam to pierwsze i przyznam, że niemal za każdym razem udawało mi się okulary przytrzymywać ręką. Co dodatkowo podnosiło poziom adrenaliny, bo wtedy zostawała mi tylko jedna ręka, którą mogłam trzymać się pasów bezpieczeństwa.
Niemniej, na jednym z rollercoasterów – SAW – zapomniałam o tym, że mam na nosie okulary (swoją drogą często zapominam) i jak gdyby nigdy nic oddałam się przyjemności jazdy.
Złapałam je w chwili, kiedy odlatywały z mojego nosa.
Co to była za adrenalina!
DSC00944
A tak mniej hardkorowo – bo nie co dzień okularnikom zdarza się śmigać na rollercoastery, to odnotowałam, że mniej więcej po roku użytkowania, okulary zaczynają stopniowo osuwać się z nosa. I tutaj nie ma znaczenia, czy to są okulary z wyższej czy niższej półki cenowej. Bo miałam przyjemność korzystać z różnych.
Tak po prostu jest.
Albo ja mam tak asymetryczną twarz, że w końcu wszystkie oprawki wymiękają i się luzują.
5. OKULARY PRZECIWSŁONECZNE? ZAPOMNIJ!


Nie jest to problem nie do rozwiązania.
Można kupić korekcyjne okulary przeciwsłoneczne. One chyba nie są też jakoś wybitnie drogie (choć nie wiem).
Ale – jeżeli wziąć pod uwagę trendy okularowe, które zmieniają się co jakiś czas i pogarszającą się wadę wzroku – bo w ostatnich latach moja całkiem nieźle postępuje –  to na razie nie korzystam z tego udogodnienia.
Kiedyś. Może.
Na dzień dzisiejszy radzę sobie z tym problemem, jak mogę. Na plażę – mimo wszystko zabieram ze sobą okulary przeciwsłoneczne i na te krótkie chwile jestem po prostu ślepa.
A w innych, codziennych, sytuacjach mrużę oczy w nadziei, że moje kremy przeciwzmarszczkowe naprawdę działają cuda.
I żyję.
6. ZMARSZCZKI MIMICZNE


Ten punkt jest chyba logiczny. Więc nie wiem czy warto go komentować.
W dalszym ciągu liczę na cudowną moc moich kremów.
7.
— I JAK? KTÓRE OKULARY PODOBAJĄ SIĘ PANI NAJBARDZIEJ?
— NIE WIEM. NIE WIDZĘ.


Szczęście, że okulary kupuję średnio raz na dwa lata i mam kochanych przyjaciół, którzy ZAWSZE chętnie doradzają mi w kwestii doboru oprawek. Bo, serio, inaczej bym sfiksowała.
Wybór okularów to jeden z trudniejszych/najgorszych/najcięższych zakupów w moim życiu. Nie lubię tego robić, bo nigdy nie jestem w 100% pewna, że wyglądam w nich dobrze.
No bo, wyobraź sobie, że kupujesz jeansy.
Nie masz pojęcia jak w nich wyglądasz – bo dokoła nie ma żadnych luster. Jedyne, na czym opierasz swój wybór, to fotki, które zrobił Ci znajomy albo jego własna opinia.
Super, jeżeli doradza Ci ktoś, komu ufasz, ale mimo wszystko to wciąż jest mega niekomfortowa sytuacja jak dla mnie.



OK.
Ponarzekałam i czuję się lżej.
Ps. Ja absolutnie zdaję sobie sprawę z tego, że każdy z tych punktów jest do wyeliminowania. Można przecież zaplanować spontaniczny pocałunek, okulary przeciwsłoneczne zakładać na te normalne i coby zmniejszyć prawdopodobieństwo ich osuwania się z nosa, można je przywiązać na gumkę.
No przeca.
Niezależnie od rangi tych punktów i od tego, jak bardzo utrudniają mi życie, nigdy nie przejdę na soczewki.
Bo ja po prostu uwielbiam okulary.

» 5 plusów bycia okularnicą

 

***

Jeżeli nie chcesz, żeby umknął Ci jakikolwiek tekst, który publikuję, polub mnie na fejsie – zaznaczając opcję: „otrzymuj powiadomienia”.