— Ulka, problem jest. Pamiętasz mojego kuzyna Andrzeja?
— Pamiętam.
— Mówiłam Ci, że jego żona niedawno zaszła w ciążę? 
— No, mówiłaś. I co?
— Czuję, że ona poprosi mnie, żebym została chrzestną ich dziecka!!! Ojeeeeju… a ja tak nie chcę! Co mam robić?
Oczywiście, bo jestem niewychowaną dziewuchą, poradziłam:
— powiedz jej wprost. Że nie chcesz.
— ale nie mogę jej tak powiedzieć! Ula, to nie wypada. Ona nie ma wśród swoich znajomych kogoś, z kim jest bliżej. Poza tym, to jest moja rodzina. Wiesz, jak mnie wszyscy obgadają, jeżeli odmówię?
Pogadałyśmy jeszcze chwilę i muszę Wam powiedzieć, że zupełnie zgłupiałam. W sensie – zawsze mi się wydawało, że jestem dobra w argumentowaniu swoich poglądów. Że jestem w stanie wybrnąć z niejednej sytuacji w taki sposób, że nikt nie poczuje się urażony. Że na jeden problem, jestem w stanie znaleźć 10 rozwiązań.
Ale przyznam szczerze, że rozmowa z kumpelą uświadomiła mi, że tak naprawdę nie mam bladego pojęcia, jak można byłoby tę sytuację rozwiązać. Nie potrafię znaleźć rozwiązania, poza takim, żeby się po prostu zgodzić. I nie robić wielkiego halo.
No bo co? Powiem, że mnie nie stać?
Przecież bycie rodzicem chrzestnym w ogóle nie na tym polega. I taką odpowiedź zwrotną pewnie też bym otrzymała. Nawet jeżeli w głowie kłębiłyby się zupełnie inne myśli.
— chciałabym być prawdziwą matką chrzestną. Nie taką, która na komunię wykłada tysiączek, a na ślub kupuje nowe auto i tyle po niej. — mówi kumpela. — Chciałabym wspierać to dziecko, mówić mu o Bogu, rozwijać jego osobowość. Być takim telefonem alarmowym w jego życiu. Że nieważne co, z ciotką można pogadać, wyżalić się.
A ja po prostu już teraz czuję, że nawalę. Bo mój kuzyn ze swoją żoną nie są dla mnie aż tak bliscy, nie mam potrzeby spotykania się z nimi, nie sprawia mi radości przebywanie w ich towarzystwie.
Boję się, że nie spełniłabym się w roli, do której pod przysięgą przecież deklaruję się w kościele.
— no to nie wiem, może powiedz jej, że jeżeli chce, żebyś była chrzestną, to musi się liczyć z tym, o czym mi teraz mówisz. Że jeżeli wychodzi z innego założenia, to niech spada.
— Ulka! Przecież to jest chamskie! Nigdy tak nie powiem.
— Użyj innych słów, ale przygotuj ją na to, że nie będziesz sponsorem, a MATKĄ chrzestną.
— wiesz co jest najgorsze? Że nawet jeżeli jej tak powiem i ona przytaknie, mówiąc, że to rozumie, to cały czas będę pod lupą. Bo ona taka jest! Wszystkich analizuje, obgaduje. Jak zobaczy, że ja z moim facetem jadę na wczasy na Majorkę, to mi to wytknie. Że na wakacje mam, a na prezent dla chrześniaka już nie.
No i weź bądź mądry.
Bo ja absolutnie rozumiem rozterki kumpeli. Wiem, że chciałaby być najlepszą mamą chrzestną na świecie. Rozumiem, że ma słabą relację z kuzynem i jego żoną i już dzisiaj może mieć przypuszczenia, że jako chrzestna, zwyczajnie się nie sprawdzi.
Rozumiem też argument, że chciałaby być chrzestną dla innych dzieci.
Dla dzieci osób, z którymi wiąże ją coś znacznie silniejszego. I że jeżeli tych dzieci będzie miała dużo, to dla żadnego nie będzie w stanie poświęcić dokładnie tyle samo czasu i uwagi.
Ale z drugiej strony przecież przyjaźnie się rozpadają. Z czasem te więzi gasną. Nie to, co w przypadku rodziny. Poza tym – przecież naprawdę nie wypada odmawiać.
To nieładnie.
Czy istnieje jakiś nieinwazyjny argument, który byłby w stanie przekonać rodziców, że nie nadajesz się na chrzestną ich dziecka? Czy można to powiedzieć w taki sposób, żeby druga strona nie poczuła się urażona.
Czy może nie warto się buntować, a zwyczajnie, po ludzku, podziękować za propozycję i podkreślić, że to duże wyróżnienie. Że nam miło. Że się nie spodziewaliśmy. I że z radością przyjmujemy.
Bo ostatecznie przecież większość z nas swoich chrzestnych widuje od święta. Albo w ogóle ich nie zna.
I żyjemy.
Bez żalu i wyrzutów.
Jeszcze tak sobie myślę, że można na tę sprawę spojrzeć z drugiej strony. Ze strony matki.
Nie wiem, czy chciałabym by rodzicami chrzestnymi dla mojego dziecka był ktoś, kto modli się w duchu, by nie zostać o to poproszonym.
Więc może na dłuższą metę stanowcza odmowa, to tak naprawdę przysługa.
Dla rodziców.
Dla dziecka.
Jak myślicie?

***

Jeżeli nie chcesz, żeby umknął Ci jakikolwiek tekst, który publikuję, polub mnie na fejsie – zaznaczając opcję: „otrzymuj powiadomienia”.