— moja córka za tydzień leci na Cypr. — powiedziała kiedyś znajoma z pracy.
— super! – odpowiedziałam. — sama, czy ze znajomymi?
— sama. Ona często podróżuje sama. Korzysta z różnych okazji. Teraz jest taka promocja w Wizz Air, że kupując jeden bilet, drugi masz gratis. Rewelacyjnie, że korzysta z życia. Też bym tak chciała, ale ogranicza mnie nieznajomość angielskiego.

Pamiętam jak dziś mądrości, którymi uraczyły mnie dwie kobiety w trakcie nauki w technikum. Babeczka od angielskiego i wu-efu. Obie powiedziały coś, co oczywiście wtedy totalnie zlałam.
— dzisiaj to, czego Was uczymy traktujecie za bezsens, denerwujecie się, że czegoś od Was wymagamy, ale uwierzcie mi — minie czas i za ten bezsens będziecie bulić niezłą kasę.

I dzisiaj ja kieruję te słowa do Was – nie zlewajcie ich. Bo za kilka lat będziecie szczerze żałowali, że kiedyś byliście takimi idiotami.

W trakcie szkoły, bardzo często olewa się języki i zajęcia sprawnościowe. Kartkówka z angola? To trzeba wykuć, ewentualnie zrobić ściągi. Jakieś aerobiki na wu-efie? „Ej, weź mi napisz usprawiedliwienie, bo nie wzięłam stroju na zmianę.”
Większą wagę przykładamy do tych przedmiotów, które w przyszłości nie mają znaczenia. Słusznie? Nie wiem. Ja nie wykorzystuję w dorosłym życiu zasad twierdzenia pitagorasa. Gdyby ktoś dzisiaj poprosił o wskazanie różnicy między mitozą a mejozą, pewnie zrobiłabym pseudo inteligentną minę i odpowiedziała coś na zasadzie:

– no, no… tego akurat nie pamiętam.

Żałuję cholernie, że mimo 14 lat nauki angielskiego, dziś nie potrafię skleić płynnego zdania w tym języku – ot tak, na spontanie.
Pamiętam, jak kiedyś, w Anglii, urządzaliśmy w domu Garden Party. Poza mną i Melancholikiem, była jeszcze szóstka Bułgarów – profesor i ludzie Erasmusa. Oczywiście, za granicą, trochę inaczej traktuje się język – nie analizujesz, czy czasowniki zostały użyte w odpowiedniej formie, czy zastosowałeś to techniczne pierdololo w zdaniu. Mówisz, jak leci.
Ale mimo wszystko, muszę przyznać, że na imprezie tej męczyłam się strasznie.

Wiedziałam o czym się mówi, rozumiałam również pojawiające się w towarzystwie żarty, ale gdy sama chciałam coś wtrącić, blokowałam się nagle. Nie byłam pewna, czy uda mi się powiedzieć to tak, by reszta bez problemu załapała.
I tak myślałam i myślałam, i gdy nagle udawało mi się samą siebie przekonać w myślach, że to, co chcę przekazać ma sens, od 10 minut rozmowa dotyczyła już zupełnie innego tematu.

Dzisiaj żałuję, że na lekcjach angielskiego nie wierzyłam, że ten cały bullshit mi się przyda.
I że w przyszłości to właśnie on będzie ograniczał mnie przed stawianiem odważnych kroków.

Bo serio – gdybym angielski miała w małym paluszku, na 100% robiłabym dziś ciekawsze zawodowo rzeczy. A nawet jeżeli nie, to wiedziałabym, że mogę. Miałabym wybór. Próbowałabym. Nigdy nie wmawiałabym sobie, że jest mi niepotrzebny, że bez niego też jestem w stanie świetnie sobie poradzić.

Praca na emigracji?
Myślisz, że pracowałam w fabryce kurczaków z wyboru? Z pasji do kurczaków? Pracowałam tam, bo wiedziałam, że nie muszę znać angielskiego, żeby zarabiać pieniądze. Że kurczak nie sprawdzi moich kompetencji.
Nawet jeżeli nazywa się Chicken.

Czy myślisz, że gdybym dobrze znała angielski, nie szukałabym pracy w jakimś ambitniejszym miejscu? Bardziej wymagającym?
Szukałabym.
To ja stawiałabym warunki podczas rozmowy kwalifikacyjnej, a nie mój pracodawca. Nie bałabym się, że mnie nie zatrudni. Bo ostatecznie Anglia to całkiem duży kraj.
Są możliwości.
Nie tu, to gdzieś indziej. To ja zdecyduję za jaką stawkę.

Piszę te słowa dzisiaj, bo mnie trafiło, że świat jest tak piękny, tak duży. Bo mogłabym spakować walizki i bez wahania przenieść się do innego kraju – gdybym chciała.
Bo nie bałabym się rozmowy z obcokrajowcem i ciągłego proszenia go o powtórzenie tego, co przed chwilą powiedział.

Bo znajomość angielskiego przydaje się w każdym miejscu na świecie. Nawet w Polsce.

Każdy z nas musi popełnić swoje własne błędy. Każdy z nas sam musi zrozumieć, że wtopił. Jeśli wtopił.
Ale coś Ci – tak zupełnie za darmo – zdradzę.

Jeżeli możesz, nie ucz się na swoich błędach.
Ucz się na moich.

Ucz się angielskiego!

Zdjęcie: Thomas8047

***

To, co ważne, dzieje się na facebooku.

Okularnica