Wierzysz w to, że możesz mieć więcej. Żyć pełniej. Być bardziej?

Oczywiście, że wierzysz. W końcu co jakiś czas trafiają do Ciebie słowa “wielkich”, którzy zapewniają, że cały świat zaczyna się i kończy w Twojej głowie. Są też osoby, które osiągają sukcesy w swoich dziedzinach, więc dlaczego nie Ty? W czym jesteś gorszy?

Ty nie dasz rady?

Przepraszam, że muszę przekazać Ci tę mrożącą w żyłach krew, informację.
Nie dasz rady, jeżeli będziesz wierzył. Tak jak ja, dzięki mojej niegasnącej wierze, nie stanę się topową blogerką, fenomenalną żoną, ani nawet światowej klasy podróżniczką.
Świat Cię oszukał.

Prawdę mówiąc robi to cały czas. Najpierw zapewniał, że fenomenalne życie zapewni Ci dobrze zdana matura, później odpowiednie studia. Dziś wszyscy wiemy, że z tymi studiami to był cholerny bull shit.
Choć nie, nie wszyscy. Są tacy, którzy wciąż żyją w przekonaniu: “nie po to studiowałem, żeby teraz pracować na kasie w tesco.”

I nie pracują. Ani w tesco, ani nigdzie. Czekają na swój czas.
Aż Możliwość zapuka do ich drzwi.

Wiara nic Ci nie da, jeżeli obok nie będzie marzenia. A ono z kolei się nie pojawi, jeżeli Twoje życie będzie wygodne. Ot i cała filozofia.

Wiem o czym mówię, bo tak się składa, że wiele inicjatyw nie udało mi się doprowadzić do końca, bo nie musiałam. W sensie nie żyłam tym, bo obok toczyło się całkiem przyzwoite życie. Na dobrym poziomie.
Słuchałam ludzi, którzy zapewniali, że mogę osiągnąć wszystko. Dom na Karaibach? Wczasy dwa razy w roku po pół roku? Why not?
I to wszystko się kleiło, było ze sobą spójne, nikt mnie nie oszukiwał, nie nabijał w butelkę. A jednak gdzieś tam z tyłu głowy wiedziałam, że coś jest nie tak.

To tak, jakbyś kupił robota, który w kilka godzin ma ogarnąć całe Twoje mieszkanie. Programujesz go, ustawiasz odpowiednie opcje, włączasz przyciski, siadasz wygodnie w fotelu z pilotem w ręku, klikasz i nic.

Robot ani drgnie. Kminisz więc co jest nie tak, gdzie popełniłeś błąd. Bierzesz do ręki instrukcję i jeszcze raz analizujesz każdy z punktów. Powtarzasz czynności, przekonany, że tym razem robot posłusznie wykona Twoje polecenia, a on dalej nic.

Okazuje się, że tak zaabsorbowany dodatkowymi możliwościami robota, zapomniałeś włączyć główny zasilacz. Przycisk. Jakkolwiek. Nie przyszło Ci do głowy, by zacząć od tak podstawowej rzeczy – przecież to jest super hiper zaawansowany robot iCleaner. Kto by się tam skupiał na pierdołach?

Wiesz o czym mówię?

Dla wielu z nas mentorskie wykłady to takie nieistotne pierdololo, bo ktoś wcześniej zapomniał nas włączyć. Skaczą więc nad Tobą, mówią, że w życiu można robić to i tamto, że świat stoi u Twych stóp. Że możesz mieć wszystko – wystarczy chcieć. A Ty nic.

Nawet nie drgniesz. Bo za wygodnie.

Kiedyś rozmawiałam z człowiekiem, który opowiadał, że żyje na poziomie jednej czwartej swoich dochodów. Twierdził, że ta kwota starcza mu na bardzo skromne życie. Takie, które poza opłaceniem podstawowych rachunków i zakup jedzenia, właściwie nie istnieje.
– wiem, że gdybym żył na poziomie swoich zarobków, byłoby mi ciężko nad sobą pracować, rozwijać się. Byłoby za wygodnie chcieć więcej. – powiedział.

Mężczyzna ów rezygnuje z tego, co dobre by dostać więcej. Zapomnieliśmy jak to jest, huh?

Możemy narzekać, że internet zamula, autobus się spóźnia, telefon się zacina, do pracy trzeba wstawać za wcześnie albo że urlopu nie udało nam się dostać w wakacje. Ale tak naprawdę nasze życie jest bardzo wygodne. Bardzo często jesteśmy wolni od dokonywania jakichkolwiek wyborów. Czemu mam rezygnować ze Snickersa na rzecz 3bita, skoro mogę mieć jedno i drugie? Trywialny przykład, ale rewelacyjnie oddaje sedno tego, co chcę przekazać.

A to jest pułapka. Bo jeżeli dziś nie dokonasz wyboru, z czasem to życie zadecyduje o Twoim losie. A Ty z głupim wyrazem na twarzy i ręką w nocniku będziesz się temu przyglądał.

Otaczający Cię ludzie zaczną spełniać swoje marzenia, a Ty nie będziesz w stanie pojąć jakim cudem to im, a nie Tobie się udało. Skupisz się na efekcie, który osiągnęli, zapominając, że kluczowym etapem ich sukcesu był ten, który dla świata nic nie znaczył.

Jakaś tam niszowa blogerka. Jakiś tam aspirujący sportowiec. Jakiś tam nic nie znaczący aktorzyna. 

Rozumiesz o czym ja tu?

Za każdym sukcesem są lata wyrzeczeń i wyborów. Nie między Snickersem a 3bitem. Choć nierzadko są to wybory nawet tak niewielkiej rangi. Lata, podczas których pokornie musisz znosić przemądrzałe uśmieszki ludzi, traktujących Cię jak leszcza. Wiele sytuacji, kiedy masz ochotę rzucić to wszystko i zająć się czymś mniej angażującym. Czymś bardziej normalnym. Dokładnie wiem jak się czuje ktoś, kogo tego typu myśli zdominowały.

Ktoś, kto przestał wierzyć w siłę czekania.

Kiedyś – jeszcze w gimnazjum – jedna z moich koleżanek powiedziała, że jest jej przykro, bo się uczy, angażuje mnóstwo czasu w przygotowania do następnych lekcji, podczas gdy ktoś inny nie musi tego robić – wszystko pamięta na bieżąco. Więc w czasie, gdy kumpela po szkole zakuwała, by na świadectwie mieć czerwony pasek, ta druga organizowała w domu imprezy albo grała w Simsy.
I miała dokładnie takie same rezultaty.

Znam dziś obie kobiety. Ich dzisiejszego stylu życia nie ma nawet co porównywać. Ale wtedy ta przyszłość nie była oczywista, wcale nie było łatwo uwierzyć w to, że czas, spędzony na nauce – kiedyś się zwróci. A uwierzcie mi, zwrócił się po stokroć.

Pozwólcie, że zakończę ten tekst pewną metaforą. Właściwie to opiszę przykład ze swojego życia. W gimnazjum trochę biegałam. Nie dużo – trochę. Mój wuefista zajarał się, że powinnam wystartować w jakichś tam ogólnokrajowych biegach. Tak też zrobiłam.
Z tego, co kojarzę, to był bieg na kilometr. Wystrzeliłam jak rakieta. Przez pół odcinka byłam pierwsza, czułam, że mam znaczną przewagę nad pozostałymi. Ale nie minęła chwila i wszyscy mnie przegonili. No… nie wszyscy, bo zajęłam przedostatnie miejsce.

To tak właśnie wygląda. Bez przygotowania, bez strategii może być tak, że przez jakiś czas będziesz prowadził. Będzie Ci się udawało. Być może założysz wówczas, że istnieje coś takiego jak droga na skróty i że Ty ją odnalazłeś.

Tylko, że ona nie istnieje. Naprawdę. Cenę zawsze trzeba zapłacić. Czy zrobisz to dziś, czy za rok – nieważne. Ale na pewno zapłacisz.

Photo credit: vreimunde / Foter / CC BY