Trafiłam wczoraj na mem – pod grubaśną kołdrą leży sobie babeczka, dokoła niej roi się milion kotów. Koty na kanapie, dywanie, pościeli. Słowem – ewryłer. Cały obrazek podsumowuje tekst: „Ten nie miał odpowiedniej brody… Tamten nie prowadził samochodu tak jak trzeba… Ten z kolei nie miał 2 metrów wzrostu…”

680 lików. 30 udostępnień.

Trudno powiedzieć czy to dużo, czy mało, jedno natomiast jest niewątpliwie oczywiste – są osoby, które z powyższym się utożsamiają.

Gdy kilka lat temu poznałam Melancholika, moja najbliższa przyjaciółka była sama. Wiecie, to ten typ laski, która wierzy, że jeżeli kogoś kochać to tylko księcia, jeżeli kraść – wyłącznie miliony.
Gdy jej wizja idealnego związku z czasem zaczęła blednąć, zapytała – Ula, czy na świecie w ogóle jest facet, w którym kiedyś się zakocham? Może na serio jestem zbyt wymagająca? Może powinnam obniżyć poprzeczkę? W końcu legenda głosi, że faceci boją się inteligentnych kobiet. Może więc powinnam dać szansę Igorowi?
Igor to ciapa nad ciapami. Niby romantyk, zachować się potrafi, kwiaty kupi od czasu do czasu, ale na próżno szukać w nim gwałtowności i charyzmy, za którymi tęskni kobiece serce mojej przyjaciółki. Zupełnie do siebie nie pasują. Wiem, że absolutnie nie o takim mężczyźnie marzyła całe życie.

Odpowiedziałam więc coś, w co wierzę nieustannie do dnia dzisiejszego.

– Na dobre rzeczy czasami trzeba poczekać.

GDYBY NIE BYŁO MELANCHOLIKA

To jedno z tych pytań, na które nigdy nie odpowiesz obiektywnie. Bo gdyby ktoś Ci zagwarantował, że jeżeli codziennie przez kolejnych 5 lat będziesz powtarzał czynność A i wówczas otrzymasz efekt B, to prawdopodobnie, choćbyś się zesrał po drodze, bez wytchnienia powtarzałbyś czynność A. Gdybyś wiedział, że teraz jest idealny moment na zakup nieruchomości, bo za 2 lata ich cena mocno poszybuje w górę, pewnie byś je kupił.
Gdybyś wiedział, że w wieku 40 lat zakochasz się na zabój w człowieku, który tak samo mocno będzie kochał Ciebie, czekałbyś. Na 100% byś czekał. Nawet gdyby wszyscy dokoła powtarzali Ci, że do końca życia będziesz samotny.
Tylko, że nikt Ci niczego nie zagwarantuje. Jest masa ludzi, którzy nigdy nie spotkali i może nigdy nie spotkają wielkich miłości. Jedni z nich wciąż na nią czekają, inni – przytłoczeni wrzaskiem dzikiego tłumu ludzi – biorą, co jest.

LEPIEJ BYĆ ROZWÓDKĄ NIŻ STARĄ PANNĄ

A dziki tłum nie radzi sobie z widokiem kobiet (mężczyzn mniej), które mając 35 – 40 lat, są same. Zaczyna się dogłębna analiza – fajna laska, ale skoro nikogo nie ma, to pewnie całe życie wybrzydzała; pewnie jest jakaś trefna, królewicza na białym rumaku szukała.
I gros singli w końcu się poddaje – może rzeczywiście za dużo wymagam, może powinnam zmniejszyć poprzeczkę – stopniowo rezygnując z tego, co jeszcze niedawno było ważne.
Oj, oby nie pił alkoholu w dużych ilościach. I żeby dzieci nie miał z inną laską. O, i przydałoby się, żeby kawalerem był. I tyle. To i tak dużo – powiedzą mądre głowy.

Daj spokój, Tośka, żeby mój Kazik był taki fajny jak Twój Wiesiek, to ja bez wahania bym go brała. Nie ma już fajnych facetów na tym świecie. Bierz go za fraki i ciągnij przed ołtarz. Bo jeszcze Ci zwije.

I tak siedzisz i sama siebie przekonujesz, że przecież mnóstwo w tym racji. Większość Twoich kumpeli, które jeszcze 5 lat temu wierzyły w wielką miłość, dziś wylewają żale na babskich spendach. Jak mogły być tak naiwne. Ile by dały, żeby cofnąć czas.

WIĘC BIERZESZ CO DAJĄ

A po iluś latach spotykasz, do szaleństwa zakochaną w swoim mężu, kobietę. Opowiada Ci ona o planach, które wspólnie zamierzają zrealizować. O tym, że codziennie kochają się bardziej. Że właśnie spełniają się marzenia, które snuła jako młoda, dorastająca dziewczyna.
– ciesz się teraz, dziecko, bo jeszcze zobaczysz jakie życie potrafi być okrutne – powiesz jej, a w głębi serca pomyślisz: Boże, dlaczego nie pozwoliłeś mi nigdy kochać kogoś tak, jak ona? Dlaczego pozbawiłeś mnie tego wszystkiego za czym zawsze tak tęskniłam?

Ucinasz kontakty ze szczęśliwymi mężatkami, bo rozmowa z nimi sprawia Ci fizyczny ból. Jak w taki piękny sposób można mówić o swoim mężu? Zachodzisz w głowę. Dlaczego dla kogoś jest Bohaterem, podczas gdy dla Ciebie tylko Starym.
Uciekasz więc do tych, które tkwią w podobnych, do Twojego, związkach. Które nie są wcale szczęśliwe i podobnie jak Ty – udają, że są. Narzekacie wspólnie na swoją codzienność. A każda z rozmów kończy się słowami:
– e tam, Kaśka, niektórzy mają gorzej.

Podczas, gdy marzysz, by choć raz powiedzieć: podobno są tacy, którzy mają lepiej.

LEPIEJ BYĆ STARĄ PANNĄ NIŻ ROZWÓDKĄ

Gdy przypomnę sobie marzenia, które snułyśmy z moją przyjaciółką 10 lat temu, widzę naiwność. Nie interesowała nas wtedy rutyna w związku, która z czasem przychodzi. Ba! Nie wiedziałyśmy nawet co to słowo oznacza. Było natomiast mnóstwo fajerwerków, pocałunków i podniet.
Podnieta goniła podnietę. Nie marzyłyśmy o królewiczach na rumaku. My marzyłyśmy o gladiatorach w ciężkiej zbroi, którzy jednym palcem są w stanie zniszczyć pół miasta w imię miłości do nas – gdybyśmy powiedziały słowo. Którzy codziennie będą przynosili nam kwiaty, adorowali. A tak w ogóle to obie miałyśmy plan, by wieczność spędzić z nimi w łóżku. Taki trochę paradoks.

Tak. Było to naiwne. I dziś co innego jest fundamentem marzeń, które snuję. I za 10 lat może z nich właśnie będę się śmiała. I uznam za naiwne. Jest natomiast jedna rzecz, która przez lata jest niezmienna.

Mogę nie mieć własnego helikoptera, wielkiego domu z basenem i cotygodniowej wizyty w salonie piękności, ale w przypadku miłości biorę wszystko albo nic.
Taka ze mnie idealistka.


Zdjęcie

Ps. Przyjaciółka postanowiła nie obniżać poprzeczki. Bardzo dobrze na tym wyszła.


Aha – chciałam jeszcze zauważyć, że mam fanpage. A czasem nawet FUNpage. O, dziś na przykład:
Także cho-no!