To nie dorośli zniszczyli moje poczucie wartości. Zrobiły to dzieci. – pisze w swoim tekście Magda – autorka bloga „Dziewczyna z obrazka”, a ja mam ochotę podejść do niej, objąć ją serdecznie, powiedzieć, że mi przykro, że świat tak z niej kiedyś zadrwił i dodać: „wiem co czujesz”.

Wiem co czułaś, Magda. Wiem co czuje każdy dzieciak, który boi się wyjść z domu, który szuka wymówek by nie pójść do szkoły, przerażony, że znowu ktoś do niego podejdzie, popchnie, zagrozi. I że nikt go wtedy nie obroni. Ani jedna osoba nie krzyknie – hej, zostawcie ją! Nikt.

Dzisiaj zastanawiam się ile moich kompleksów, z którymi wciąż nie potrafię sobie poradzić powstało właśnie wtedy, kiedy jedyną informacją, którą przekazywał mi świat było – jesteś nieistotnym frajerem, którego nikt nie lubi, a powinno być: jesteś piękna! Ważna. Mądra.

 

Dorosłe dzieci
Żałuję jednej rzeczy, żałuję, że wymagałem by moje dzieci były dorosłe w chwili, kiedy powinny być dziećmi.

Gdy rodzi Ci się trzecie, czwarte dziecko, któremu trzeba poświęcić mnóstwo zaangażowania, to pierwsze zaczynasz traktować jak dorosłe. Robisz to zupełnie nieświadomie i oczekujesz, że ten mały szkrab, który mierzy się ze swoimi małymi koszmarkami, to zrozumie. Musi przecież zrozumieć. Bo przy co-chwilę-beczącym noworodku staje się przecież prawie-młodzieżą. Prawie-dorosłym.

Dzieci czują kiedy ich problemy z perspektywy rodziców są błahe, nieistotne. Niewarte uwagi. Tyle się dzieje – człowiek ledwo jest w stanie usiąść na tyłek i w spokoju przeczytać artykuł w gazecie, a za chwilę podbiega mały brzdąc i oczekuje uwagi.
Ludzie! Przecież dopiero usiadłem!
Idź się pobaw z Małgosią, mamusia jest teraz zajęta.

I czy można mieć pretensje do rodzica, który naprawdę jest zmęczony? I naprawdę chciałby sobie odpocząć, wymiksować się z tego domu wariatów, w którym każdy krzyczy, zawodzi, lamentuje.
Nie, nie można.

Ale dzieci, które krzywdzą inne dzieci – w szkole, na podwórku – nie robią tego bo mają taki kaprys, bo lubią sprawiać innym ból. Nie.
Robią to bo tylko w ten sposób mogą wyłudzić trochę uwagi. Zainteresowania.

Ciągle sprawiałem problemy w szkole. Byłem najgorszym uczniem i nikt nie wierzył, że zdam do kolejnych klas. Zdawałem. Bo tak naprawdę wcale nie byłem głupi. Robiłem to – o czym wiem dopiero dziś, mając własne dzieci – bo tylko w ten sposób tata zwracał na mnie uwagę. Straszny, ale skuteczny był to sposób.

Szczęśliwe, kochane i AKCEPTOWANE dziecko nie ma powodu, by krzywdzić innych.

 

Źródło

Ja absolutnie rozumiem tekst Magdy – dodatkowo jest mamą, więc gdy pisze, że niepokoi się o to, czy jej dzieci są w klasie lubiane, zakładam, że tak właśnie czuje.
Ale źródłem problemu nie są dzieci, które uprzykrzają życie słabszym. Gdy Dominik – chłopiec, który szykanowany z uwagi na swój niezbyt męski sposób zachowywania – się powiesił, była w tym wina rodziny. Rodziny własnej i rodziny rówieśników.

Ignorujemy własne słowa – nie zwracamy uwagi na to, co i jak mówimy na temat ludzi w obecności małych dzieci. Komentujemy wydarzenia na świecie nie bacząc na to, czy w towarzystwie znajduje się dziecko, którego temat ten absolutnie nie powinien zajmować.
Dziecko chłonie – przecież o tym wiemy. Ty i ja. Nie wyłapuje tylko brzydkich i niecenzuralnych słów, wyłapuje też sposób myślenia rodziców o drugim człowieku.

Miesiąc temu za kościołem została odmalowana ławka, w tej chwili ta ławka pomazana jest kolorowymi mazakami.
– powiedział ksiądz podczas ogłoszeń parafialnych.

Z tego, co mówił dalej, wywnioskowałam, że w momencie, gdy zwrócił uwagę którejś z mam, ta obruszyła się i zaczęła bronić swojego małego terrorystę, który nagle – nie wiedzieć czemu – rozpłakał się.

Dzieciom nie można zwrócić uwagi. Ciągle to widzę – zwłaszcza w kościołach, kiedy biegają, wrzeszczą i zawodzą. Rozumiem, że są dziećmi, że się nudzą, więc zwykle po prostu staram się nie zwracać na to uwagi, ale to jest wytłumaczenie totalnie do dupy.
Dlaczego obok są dzieci, które nie wrzeszczą, nie biegają i nie rozrabiają? Czy one się nie nudzą?

Nie zwracamy uwagi na takie rzeczy – tłumaczymy sobie, że pewne zachowania wynikają z etapu w życiu, że coś jest NORMALNE. A nie jest normalne, wcale nie jest – o czym często dowiadujemy się, gdy jest już zdecydowanie za późno.

Wiem co przeszła Magda – o swojej historii mogłabym napisać książkę, ale nie powiedziałabym, że to dzieci zniszczyły moje poczucie wartości. One były tylko nośnikiem.
Zniszczyły je dorośli.


Źródło zdjęcia