Dość bacznie przyglądam się Renacie, gdy skroluje fejsa na swoim stupidfołnie. Coś się w niej zmieniło, ale za nic nie mogę odgadnąć co to jest.
Uśmiecha się do siebie pod nosem. Nie wiem czy jest świadoma tego, że właśnie postawiłam przed nią miseczkę z jej ulubioną czekoladą. I ciepłą herbatę na biurku.

„Widziałam Twojego Tomusia z inną laską.” wypalam nagle.
„Co?”
„Nic. Sprawdzam czy żyjesz.”

„Żyję” odpowiada i za chwilę znowu odpływa.
„Renia! Wszystko w porządku? Wyglądasz jakoś… inaczej.”

„A ja wiem… Chyba jest okej. Sama już nie wiem.” Sięga po kawałek czekolady i wpatruje się w niego intensywnie, jakby w nadziei, że zaraz wyrosną na nim orzechy laskowe. „Chyba rozstanę się z Tomkiem.” Dodaje po długiej pauzie. Oho, spoglądam na parującą herbatę. Chyba powinnam była kupić wino…

„Staram się przypomnieć sobie moment, kiedy zaczęłam coś do niego czuć. I nie potrafię. Najpierw po prostu pisaliśmy na facebooku – opowiadałam mu o kłótniach z Tomkiem, o tej sytuacji, kiedy rzucił się na mnie, bo uśmiechnęłam się do ekspedienta w Empiku… pamiętasz, opowiadałam Ci. Darek go bronił, wiesz? Znaczy, może to za duże słowo, że bronił, ale starał się go zrozumieć. Mówił o tym, jak pewne kwestie wyglądają z ich strony, że Tomek po prostu jest we mnie zakochany i dlatego czasem nie do końca nad sobą panuje.

Mówiłam mu też sporo o moich kompleksach. To już przez telefon. A on słuchał. Słuchał, Ula, jak nikt mnie nigdy nie słuchał. Dopytywał, pozwalał się wypłakać – gdy tego potrzebowałam. Proponował pomoc.
A jego rady! Ula… to nie było takie wiesz… gadanie, żeby gadać. On wszystkim, co do mnie mówił, trafiał w punkt.”

„Jesteś pewna, że nie jest gejem?” – pytam i obie wybuchamy śmiechem.

Renata nagle sztywnieje. Patrzy na mnie tym wzrokiem – tym, który oznacza, że nie wyjawiła mi jeszcze wszystkiego.
„On mi się nawet nie podobał. Kontaktowałam się z nim, bo to mi pomagało, ale absolutnie nie brałam pod uwagę, że kiedykolwiek coś do niego poczuję.

Do pewnego wieczoru.
Leżałam w łóżku, prawie zasypiałam i wtedy wydarzyło się coś, co zmroziło mi krew w żyłach. Zaczęłam o nim fantazjować.”

Granica

Jest bardzo cienka granica między „zainteresowaniem” a „zauroczeniem”. Tak cienka, że niekiedy nie sposób jej dostrzec. Wyłapać. I w odpowiednim momencie po prostu wymiksować się z układu.

Czasem nie chcesz tego robić, mimo że granicę dostrzegasz w lot. Dobrze Ci. W końcu ktoś od A do Z rozumie Twoje potrzeby, tęsknoty, pragnienia. Nie ocenia Cię i nie osądza. Mówi, że jesteś piękna, że nie rozumie dlaczego Twój facet nie okazuje Ci zainteresowania.
Mówi, że gdyby on miał taką kobietę, rozpieszczałby ją codziennie.

Wiesz, że kłamie. A jednak przypominasz sobie co chwilę te słowa, rozpływasz się w nich. W czyichś oczach jesteś piękna.
Ważna.
„Tomek przyzwyczaił się do myśli, że jestem jego. Niby wszystko układa się między nami ok, a jednak nie przeżywamy razem życia. Każde z nas robi to z kimś innym.”

Mężczyźni odchodzą do doznań, kobiety – do uwagi

„Nie zakochałabym się w nim, gdyby nie kilka nakładających się na siebie zdarzeń.” Renata wpatruje się tępo w swoje, świeżo zdarte paznokcie. „To wszystko nie miałoby miejsca, gdyby Tomek poświęcał mi więcej uwagi. Gdyby o mnie zabiegał, jak robił to na początku.”

„A Ty? Czy Ty o niego zabiegasz, jak na początku?” chcę zapytać, ale gryzę się w język.

Pisałam kiedyś o tym, że łatwo odchodzi się do nieznanego. Przyjemnie jest słyszeć, że ktoś nas pragnie, pożąda, marzy o nas. Ogarnia nas niezwykłe ciepło w sercu na myśl o tym, że jest ktoś, kogo interesuje wszystko, co dzieje się w naszym życiu.

Bardzo łatwo jest wówczas ulec wrażeniu, że to, co mamy jest niewystarczające. Można mieć więcej, lepiej… i bardziej. Bardziej przede wszystkim.

Intruz

Tego typu refleksje nie są zarezerwowane wyłącznie dla ludzi trwających w totalnie martwych związkach, w który obie strony przestały się angażować. Jestem przekonana, że równie często dopadają one uśpione relacje. Takie, które może przestały się z czasem adorować, zabiegać i troszczyć o siebie, ale się kochają.

Potrzebujemy uwagi i adoracji – nie ma co ściemniać, że tak nie jest. Gdy nie znajdujemy jej we własnych związkach, zaczynamy szukać gdzie indziej. Czasem to nawet dobrze – poczucie straty budzi niekiedy w relacji wolę walki, chęć odzyskania. Jesteśmy wówczas znacznie bardziej uwrażliwieni na komplement z zewnątrz. „Naprawdę zasługuję na więcej? Naprawdę jestem niezłą szprychą?”

Myśl, że ktoś inny zachlastałby się, żeby móc dzielić z nami życie, może uderzyć do głowy.

Mi się jednak wydaje, że mimo wszystko, mimo tych motylków – tańczących rumbę – w brzuchu na myśl o Intruzie, który pobudza nasze uśpione serce do życia, warto się wstrzymać ze zbyt daleko idącymi wnioskami, że „zauroczenie kimś innym” = „koniec miłości w związku”.

88374.1

Źródło: filmweb.pl

Czasem może to być rodzaj testu, czasem umocnienie w relacji, którą tworzymy, a nierzadko przypomnienie, że wciąż – mimo wielu czynników próbujących nam wmówić inaczej – potrzebujemy uwagi, adoracji… i tej niepewności – typowej dla formujących się dopiero związków.

Przypomnienie o tym, że są w nas totalnie zaniedbane sfery, które domagają się pieszczoty.

Zawsze warto dać sobie czas na chłodną refleksję (może pogadać o tym z Bogiem – jeżeli w Niego wierzysz), by utwierdzić się w przeczuciu, że ten Intruz czający się za płotem, zasługuje na to, by do niego wyjść i zostawić zbudowany przed laty dom.

Upewnij się dwa razy. Bo trochę szkoda tego domu, nie?

Zdjęcia należą do: filmweb.pl

[pukka_grid id=”3810″ load_more=”on”]