Jest jeden powód, dla którego na myśl o nadejściu chłodniejszych dni w roku, moje serce tańczy z radości cza – czę. Jeden – mam więcej czasu na czytanie książek!
Gdy pojawia się tzw. „ale piździ” w naszej miejscowej gwarze, wiem, że oto nadszedł czas na zakup miesięcznego. Chwilę później wrzucam swój tyłek na jakieś opuszczone siedzenie w autobusie, odgradzając się tym samym od reszty pasażerów i – uwaga – czytam.

Czytam w drodze, bo dzięki temu mam niezwykle ciekawą podróż. O, teraz na przykład przez minimum 40 minut w ciągu dnia znajduję się w roku 1984. Czytam w autobusie, bo to mnie odpręża dużo bardziej, niż szarość za oknem i zmęczone twarze współpasażerów. I wreszcie – czytam w podróży, bo wszędzie indziej nie potrafię.

Czytanie samo w sobie nie jest jednak głównym powodem powstania tego tekstu, wszak nic w tym spektakularnego i odkrywczego, że czytam. Wszyscy dziś coś czytają.
Jedni książki, drudzy teksty blogerów, trzeci tablice facebookowe swoich znajomych, a czwarci pudelka. Zachęcać więc do czytania nie ma absolutnie sensu, to co zamierzam, to skierować Waszą uwagę i wzrok na biografie.

O ile czytam średnio 2, czasem 3 książki w miesiącu, o tyle samym biografiom poświęciłam do tej pory stosunkowo niewiele czasu. A to błąd. Straszny, okropny, druzgocący błąd. Bo czytanie biografii prowokuje przynajmniej pięć pozytywnych konsekwencji. Oto pierwsza z nich:

1. Biografia to samo gęste najlepszych coacherów
To-celebrate-Global-Entrepreneur-Week-100-Brilliant-Business-Minds24__700

John D. Rockefeller || Wren Oslo

Być może to tylko moja refleksja, niekoniecznie zgodna ze stanem faktycznym, ale odnoszę wrażenie, że gros ludzi jest zmęczony tematyką silnie motywacyjną w książkach. Ja sama – muszę przyznać – na widok kolejnych pojawiających się w sieci tekstów o tym jak w dwóch krokach i trzech podskokach osiągnąć sukces w życiu, robię grymas twarzy – równy temu, który towarzyszy mi chwilę po zjedzeniu cytryny – i włączam jakiś, resetujący mózg filmik na yt.

Same te pozycje nie są złe – wiem, co mówię, bo przeczytałam ich dziesiątki i o znacznej części z nich powiedziałabym, że otworzyły mi oczy na mnóstwo dziedzin i sfer życia. Chodzi raczej o fakt, że jest masa chłamu na rynku. Jakiś frajer zobaczył, że pozycje motywacyjne łykamy jak pelikany, że jest w tym dobry pieniądz i się opłaca, więc czemu by nie zarobić na dziele, które byłoby combo tego, co powstało dużo, dużo wcześniej? W końcu i tak to łykniemy.

Biografie mają tę zaletę, że opisują rzeczywiste przykłady. Mnie ta forma motywacji przekonuje dużo bardziej niż kolejny tekst, wątpliwego twórcy, o tym co należy zrobić, żeby osiągnąć w życiu sukces. 

2. Biografia to taka książka o historii, tylko ciekawsza
To-Celebrate-Global-Entrepreneur-Week-40-Brilliant-Business-Minds4__700

Henry Ford || Wren Oslo

Nigdy nie lubiłam historii, do tego wręcz stopnia, że w pierwszym półroczu szóstej klasy byłam zagrożona jedynką. Moja niechęć do tego przedmiotu, wynikała z faktu, że nie byłam w stanie zrozumieć czemu mamy uczyć się o tym kiedy odbył się chrzest Polski, pod czyimi zaborami byliśmy przed laty i jakie krzywdy podczas II wojny światowej wyrządził nam Hitler. Szczerze powiedziawszy – miałam to wszystko w dupie. Nudziły mnie daty, które trzeba było wykuć na blachę, żeby dostać z przedmiotu dobrą ocenę, a potem z czystym sumieniem o nich zapomnieć.

Rozumiem, że są wśród Was entuzjaści historii i absolutnie nie twierdzę, że biografie uczą więcej niż podręczniki.

Ja nie jestem entuzjastą i sugerując się tym, że w wieku 25 lat znam kilka podstawowych dat historycznych oraz nazwisk osób, których nie do końca potrafię przypasować do określonej epoki, bez wahania twierdzę, że mnie podręczniki nie nauczyły nic.

W biografiach zawsze między wierszami dostrzeżesz wzmiankę na temat tego, co aktualnie dzieje się na świecie, jak wygląda postęp technologiczny, kto rządzi krajem, kto komu liże dupę i kto komu myje ręce, co jest traktowane za „normalne” w społeczeństwie albo jakie przekonania, wartości i poglądy dominują wśród większości ludzi?

Rozumiesz, prawda?

3. Masz bardziej wyrafinowany gust

Ok, to że z czasem sięgasz po ambitniejszą literaturę nie jest wyłącznie skutkiem czytania biografii. Masz mnie!

Ale skutkiem w ogóle – jest. Im więcej dobrych dzieł czytasz, tym większą ochotę masz na dzieła lepsze. Nie chodzi wyłącznie o jego tematykę, ale również o sposób jej przekazania. O styl autora, o jego żart, o ton w jakim utrzymuje dzieło.

Nie chce Ci się czytać bullshitu napisanego na sedesie przez pseudo pisarza, który odkrył, że dobre dzieło, to takie, w którym jest dużo wulgaryzmów, seksu i intryg. Dzięki dobrym książkom – a umówmy się, większość biografii do takich należy – zaczynasz wyszukiwać coraz lepszych smaczków, między innymi książkami.

Aha – skoro o smaczkach mowa…

4. Poznajesz smaczki na temat życia Tych Wielkich, o których większość wie
To-celebrate-Global-Entrepreneur-Week-100-Brilliant-Business-Minds40__700

Steve Jobs || Wren Oslo

wyłącznie tyle, że byli i mieli jakiś udział w historii. No zobacz – gdy myślisz o Edisonie, pewnie od razu kojarzysz gościa z żarówką, Kopernik to ten koleś od słońca, a Einstein maczał palce w teorii względności.
Wszystko w ogółach. Nic, o czym reszta świata mogłaby nie wiedzieć.
A przecież każdy z nich charakteryzował się czymś unikalnym, coś ich wyróżniało, coś sprawiło, że świat nie może o nich zapomnieć. To, co ludzie wiedzą na ich temat, to efekt.

Przyczyna leży gdzieś zupełnie indziej.
Zaczynasz więc drążyć co konkretnie spowodowało, że dana postać osiągnęła sukces w swojej dziedzinie – czy rzeczywiście był do wynik samych umiejętności, przypadku czy niezwykłego szczęścia?
Czy istnieje jakiś schemat, który mimo innego czasu, miejsca i osobowości dla wszystkich Wielkich Tego Świata wyglądał tak samo?

Czy sukces, którym dziś się szczycą zawdzięczają pasmu niekończących się osiągnięć, czy porażek?

Gdy już wiesz, że dorobek Edisona to trochę więcej niż żarówka, Jobsa – trochę więcej niż Apple, a Walta Disneya – trochę więcej niż największe na świecie studio animacyjne, stajesz się ciekawym kompanem do rozmów.

Po drodze postaraj się jeszcze opanować sztukę słuchania (don’t worry, Carnegie pomoże).

5. Czytanie biografii może powodować inteligencję

Na jednej z zakładek, których używam, widnieje napis: „czytanie książek może powodować inteligencję”. Mam mieszane uczucia co do prawdziwości tego twierdzenia, zwłaszcza, gdy widzę coś takiego:

12244671_1096505600367527_962856241960551639_o

Fragment książki: „Grey” E.L.James || Własność: Paweł Opydo, Złe książki

albo takiego:

12194514_1088256954525725_1421779963786609100_o

Fragment książki: „Grey”, E.L.James || Własność: Paweł Opydo, Złe książki

Nie, czytanie wszystkich książek nie musi powodować inteligencji. Mam wrażenie, że niektóre z nich wręcz jej nas pozbawiają. Ja co prawda książki napisanej z perspektywy Greya nie przeczytałam, ale jakiś czas temu popełniłam inne – moim zdaniem okropne dzieło – „Pokolenie ikea”, po którym długo nie mogłam dojść do siebie.

Czytanie dobrych książek może powodować inteligencję. Czytanie biografii szczególnie. Wiesz dlaczego? Bo jeżeli można, to warto uczyć się na błędach innych ludzi, swoich popełniając jak najmniej.

Nie ma jednej uniwersalnej prawdy o tym, jak osiągnąć w życiu sukces, ale obawiam się, że istnieje coś takiego jak „ogół cech człowieka sukcesu” i tego jak brzmią nierzadko możesz dowiedzieć się właśnie z biografii.

Dobra, a teraz Wy! 
Zdarza Wam się sięgać po biografie? Czy któraś z nich zgniotła Was niczym pędzący walec? Czy macie podobne, do moich, wnioski na temat pozytywnych efektów sięgania po ten rodzaj literatury? A może totalnie inne? 

Zdjęcie główne: Charis Tsevis