W oddali widzę powiększający się numer autobusu. Gdy pojazd zbliża się do skrzyżowania, jestem już pewna, że to ten, na który zmarznięta, czekam. Mam maksymalnie minutę, by zdecydować, że do niego wsiadam albo odwrócić się na pięcie i pognać za mężczyzną, który chwilę wcześniej wkurzył mnie jakąś nieważną już pierdołą.

– schowaj dumę do kieszeni i idź do niego. – słyszę subtelny głos w głowie, który pieszczotliwie nazywam Sercem.
– przestań, równie dobrze on mógłby przyjść do Ciebie – rewanżuje się Rozum. – przypomnieć Ci ile razy to właśnie TY wyciągałaś do niego rękę na zgodę?
– no wiesz, nie przesadzaj znowu, że tak często.
– często, nie często… jakie to ma znaczenie? Ważne, że TERAZ to on powinien natychmiast tu do Ciebie podejść, wziąć w ramiona i przeprosić.

Stoisz tak tych kilkanaście sekund, wsłuchujesz się w wojnę, która toczy się w twojej głowie w nadziei, że te upierdliwe głosy w końcu dojdą do porozumienia, a ty będziesz mogła wprowadzić w życie postanowioną decyzję. Stoisz więc tak i czekasz.
Masz wrażenie, że mijają godziny. Serce podpowiada Ci: no, przestań się obrażać. Ile razy słyszałaś, że małżeństwo to sztuka kompromisów? Mogłabyś już się do tego powoli przygotowywać. A Rozum robi wszystko, by przekonać Cię, że na wcielenie tej nauki w życie jest jeszcze mnóstwo czasu i ogólnie to nie ma co się spieszyć.

Stopy już Ci prawie wrosły w ziemię tak, że pokonanie choćby kroku w jego kierunku wydaje się osiągnięciem na miarę wygranych przez Polskę mistrzostw świata w piłce nożnej. Totalnie i bezwzględnie niemożliwe do osiągnięcia.

A potem dzieje się TO. I idziesz, biegniesz wręcz, by jak najszybciej znaleźć się w jego objęciach.

Zdradzę Ci sekret, który czasem – zwłaszcza, gdy przedmiot kłótni jest szczególnie błahy – pomaga mi chować dumę do kieszeni i postępować tak, jak w głębi serca czuję, że postępować powinnam.
Wyobrażam sobie co bym czuła, gdyby teraz, po tej totalnie bezsensownej sprzeczce, jemu coś się stało. Wiesz, bo możesz walczyć z Bogiem o to, że tak naprawdę nie jest Ci w życiu do niczego potrzebny, że wszystko możesz bez Niego osiągnąć, że wystarczy tylko odrobina silnej woli, samodyscypliny i ambicji. Że fantastyczny poziom Twojego mentalnego i finansowego stylu życia to efekt pracy, którą Ty, a nie Bóg wykonałeś. I nikt, żadnymi argumentami nie będzie w stanie przekonać Cię do tego, że tak naprawdę się mylisz.
Ale ani Ty, ani Twój sąsiad, ani Barrack Obama, niezależnie od ilości zgromadzonych pieniędzy, nie macie wpływu na to, w którym momencie Wasze – czy Waszych bliskich – życie dobiegnie końca.
Na tę jedną rzecz nigdy, choćbyś ćwiczył latami, się nie przygotujesz.

Więc gdy sobie to uświadomisz; gdy sobie wyobrazisz życie bez tej jednej osoby, którą kochasz najbardziej na świecie, nagle sprzeczka, podczas której myślałeś „no uduszę!” przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Przestaje mieć znaczenie to ile razy to TY wyciągałeś dłoń do zgody i to, że jesteś kobietą, którą nauczono, że to o nią trzeba walczyć i zabiegać.
Schowaj dumę do kieszeni, podejdź do swojego mężczyzny / swojej kobiety / mamy / taty / brata czy szwagra i wybacz. Nawet jeżeli, podobnie do mnie, czasem wrastają ci stopy w podłogę i wykonanie kroku w kierunku zgody wydaje się równie możliwe co zdobycie Everestu, nawet jeżeli czujesz w kościach, że “to on powinien, a nie Ty”.
Wybacz.

22575702071_92c5d89de4_k

Wayne Stadler

Może łatwiej będzie Ci to zrobić, gdy podobnie jak ja, wyobrazisz sobie świat w którym go / jej / ich nie ma.

Photos: Wayne Stadler

Czytelniku,

wiesz o mnie już całkiem dużo – jak na tacy podaję Ci moje uczucia i emocje. A nawet jeżeli wydaje Ci się, że wiesz mało, to i tak znacznie więcej, niż ja o Tobie. Wiem, że w dzisiejszych czasach wszyscy proszą o wypełnienie ankiety, zapis na newsletter, lajkowanie fanpejdży i te wszystkie bzdurki, na które z reguły nie mamy czasu.
Ale może, ten jeden raz – poświęciłbyś swoje cenne 5 minut i odpowiedział na kilka szalenie ważnych dla mnie pytań. Mógłbyś?  Jest tu: Ankieta 2016 – Czytelnicy Okularnicy

[pukka_grid id=”3810″ load_more=”on”]