Uwielbiam bloga mojej serdecznej kumpeli Dorci (idźcie i lubcie jej dziecię), na której jest całe mnóstwo pięknych zdjęć islandzkich krajobrazów. Zawsze z taką rozkoszą je sobie przeglądam i myślę wtedy, że żadne słowa często nie są w stanie opisać potęgi niektórych miejsc. I dobrze, że Dorcia zamiast rozwodzić się o nich nie wiadomo jak długo, po prostu pokazuje nam to, co widzi w obiektywie. 

No i czy to nie jest najprostszy i zarazem najgenialniejszy sposób, by zachęcić człowieka do podróży, odkrywania nowych miejsc na świecie? Zdjęcia – nie gadanie. 
No więc i ja poszłam po rozum do głowy i postanowiłam o Kazimierzu, który naprawdę bardzo mi się spodobał, nie gadać. 

A jak czujesz niedosyt, to możesz obadać jeszcze wpis o tym, jak znalazłam dom marzeń – właśnie w Kazimierzu Dolnym z trzema niezwykle urokliwymi chałupkami.