W moim rodzinnym domu, na jednej ze ścian – tej, która przez lata znajdowała się dokładnie na wprost mojego wzroku, gdy zmęczona po całym dniu, zasypiałam – wisi galeria zdjęć. Na jednym jest piękny drewniany dom z dwoma dużymi garażami, na innym uśmiechnięta parka z wdrapującymi się na głowę dwoma urwisami.

Gdzieś indziej widać sypialnię z wielkim małżeńskim łożem, na przeciwko którego rozciąga się panorama na góry. Boże, jaki to zachwycający widok. W lewym dolnym rogu ściany wisi grafika przedstawiająca małego ludzika, przy którym gromadzą się tłumy ludzi.
To kilka z obrazków, które stanowią mapę moich marzeń. Stworzyłam ją 3 albo 4 lata temu. Na wszystkich znajduje się data realizacji. Czasem, gdy jestem u rodziców, spoglądam na nią z uśmiechem i przypominam sobie, towarzyszące podczas jej konstruowania, emocje.

Przypominam sobie tę naiwną wiarę podczas tworzenia: auto z salonu za 5 lat? Trochę długo, zarobię na nie w 3… termin realizacji 2017. Dom na przedmieściach Krakowa o metrażu dwukrotnie albo nawet trzykrotnie przewyższającym całkiem spore mieszkanie rodziców? 2020. Oczywiście za gotówkę. Żadne tam kredyty.
Czas mija, a do Ciebie dociera, że w najlepszym wypadku zdążysz z realizacją tylko jednego z marzeń w terminie, który ustaliłaś przed laty. Nie pytajcie którego.
Naiwnie wtedy wierzyłam, że żeby kupić wypaśne autko z salonu, trzeba po prostu trochę bardziej się postarać. Żeby zbudować piękny dom, wystarczy tylko trochę oszczędzić. Żeby co roku jeździć w piękne, tropikalne miejsca, trzeba przez rok albo dwa trochę dłużej popracować. Bardzo łatwo jest marzyć, gdy utrzymują Cię rodzice, a Twoim największym wydatkiem w skali miesiąca jest zakup biletu miesięcznego. Za osiemdziesiąt zyla.

Etap ideałów

Przypominasz sobie jak walczyłeś ze światem o swoje ideały? Jak często wściekły do czerwoności tłumaczyłeś, że komu jak komu, ale Tobie uda się osiągnąć zamierzone cele. Niech cały świat się śmieje, niech komentuje, a Ty jeszcze im pokażesz.
Ale życie z czasem zabija ideały, prawda? Pamiętam jak kiedyś zapytana o swoje marzenia odpowiedziałam z całą pewnością, że będę psychologiem, na co w odpowiedzi usłyszałam: a rozmawiałaś z jakimś psychologiem o tym, jak w istocie wygląda jego praca?
Rozmawiałeś z jakimś policjantem czy jego życie zawodowe przypomina rollercoaster czy może ciuchcię? Pytałaś kiedyś nauczycielkę, czy jej praca zmienia życie dzieciaków?
Czy czuje, że to co robi, to jej życiowe wyzwanie? Pytałeś strażaka, modelkę bądź aktora o to, jak w istocie wygląda to o czym skrycie marzysz od dziecka?
Ja nie pytałam. Jeszcze długo po tej felernej rozmowie. Wiesz dlaczego? Bo nie interesowało mnie co ma do powiedzenia w temacie typ, którego nie znam. A co jeśli powie mi coś, czego nie chcę usłyszeć, wezmę to sobie do serca i przestanę dążyć do swoich marzeń, a później się okaże, że to był niewłaściwy punkt odniesienia.
Punkt, który zamknął fantastyczną przygodę mojego życia.

Za młodzi na marzenia

Rezygnujemy z czasem z marzeń. Może dlatego, że ktoś nam je skutecznie wybił z głowy, może z czasem zmieniły się w naszym życiu priorytety.
Jeszcze do niedawna myślałam, że to bardzo smutne, że te marzenia, o których przed laty mogliśmy mówić i mówić, nagle schodzą na drugi i trzeci plan. Przestajemy nimi żyć, a w końcu przestajemy nawet o nich pamiętać. Ktoś zapyta przy kawie: a pamiętasz ten wiersz, który napisałaś za dzieciaka, a Twoja polonistka ze wzruszeniem skwitowała, że to najpiękniejszy wiersz jaki kiedykolwiek przeczytała?
I przypomnisz sobie, ten plan, który zrodził się wtedy w Twojej głowie, że nie ma chuja we wsi, będziesz pisarzem.
Wiek i doświadczenie życiowe definiują to, o czym marzyliśmy przed laty. Określają czy w istocie było to marzenie, czy zwykła mrzonka. Tak, jak napisałam chwilę wcześniej, łatwo jest marzyć o Bóg-jeden-raczy-wiedzieć-jakich-wspaniałościach-świata, gdy nasze obowiązki zawężają się do tego, by zjeść ugotowany przez rodziców obiad i nie przynieść im wstydu w szkole. Gdy nagle okazuje się, że aby zrealizować marzenia sprzed lat, trzeba wcześniej zarobić na ważniejsze rzeczy, okazuje się co NAPRAWDĘ jest dla nas ważne i ile jesteśmy w stanie dla tego poświęcić.
Mówi się, że wyrastamy z marzeń, a mi coraz bliżej teorii, że z czasem do marzeń dojrzewamy.


Nie uwierzysz co się wydarzy, gdy zapiszesz się na newsletter!