– Mogę być z tobą szczera? – zapytała, a ja zamarłam.

Sekundy. Wystarczyło kilkanaście sekund, bym zrobiła w głowie dokładny przegląd ostatnich miesięcy. Co zrobiłam? Czego nie zrobiłam? Czy zdarzyło mi się obgadać? Czy zachowałam się nie w porządku? Czy o czymś zapomniałam? Urodziny? Imieniny? Dzień spieczonego bliźniaka? W ciągu kilkunastu sekund w mojej głowie przebiło się z tysiąc obrazów. W każdym z nich szukałam swojej winy.

Jak okazało się chwilę później – zupełnie niepotrzebnie. 
Czasami, gdy ktoś pyta mnie o opinię na jakiś temat, odpowiadam ze śmiechem: mam być szczera czy miła? Żart – wiadomo, ale jak celnie obrazuje co na temat szczerości gdzieś tam podświadomie myślę. Szczerość jest ostra. Zwykle wiąże się z mniejszym bądź większym bólem. Wprawia z zakłopotanie. Zawstydza. Ośmiesza. Rzadko kiedy w pierwszej chwili kojarzy się z pozytywem. „Jeśli mam być szczera, to przytyłaś.” „Szczerze? Zachowujesz się ostatnio jak burak.” „Szczerze mówiąc, wisi mi to.” „Czy mogę być z Tobą szczera?”

Niektórzy z nas szczycą się swoją szczerością

Twierdzą – ja tam na język nie choruję. Jak trzeba to powiem, co myślę w twarz, a nie po ludziach będę chodzić i za plecami obgadywać. No i niby się to w społeczeństwie ceni. Może też z większym szacunkiem traktujemy osobę, która wyznaje tego typu zasadę. W końcu trzeba nie lada odwagi, żeby wprost mówić co się myśli, licząc się jednocześnie z różnymi, tej szczerości, konsekwencjami.
Z drugiej strony jest cała masa ludzi żyjących wg zasady: szczerość ponad sympatie, ale jednocześnie jeśli myślą o kimś albo o czymś dobrze, to zwykle są ostatnimi, którzy wyrażą swoją aprobatę i uznanie. Będą udawać, że nie zauważyli i mają to gdzieś. Nawet jeśli tak bardzo nie mają.
Czyli jakby: powiem jeśli coś mnie wkurwia, ale za nic w świecie nie zdradzę, jeśli coś podziwiam.

Jeśli masz być chamski, kłam

Podobno każda matka uważa, że jej dziecko jest najpiękniejsze na świecie. Nawet jeśli w rzeczywistości daleko mu nawet do przeciętności. Wyobraź sobie teraz, że stojąc z tą, zadurzoną po uszy w swoim dziecku matką, mówisz: ty, szczerze mówiąc to mogliście z Tośkiem trochę bardziej się postarać. Wyglądu to to nie ma z grosz. Ufam, że może rozum odziedziczy Twój, bo jeśli i tutaj zdominują geny Twojego męża, to stara masz przejebane.
No pewnie, że trzeba być skończonym idiotą, żeby tak powiedzieć. I nikt o zdrowych zmysłach w życiu by tego nie zrobił. Być może część z nas ograniczyła by się do komentarza: jaka duża dziewczynka! Albo: ejjj, taki pyzaty ten twój kawaler, unikając za wszelką cenę tematu jego urody. I to super. Ale spójrzmy też na to odrobinę inaczej:
Matkę takiego dziecka gówno obchodzi czy uważam, że jej dziecko jest brzydkie. Tak samo jak wychodzącą za mąż pannę młodą gówno obchodzi czy uważam, że jej suknia ślubna jest przestarzała i niemodna. Ani dziecko nie było płodzone by spełniać moje walory estetyczne, ani suknia nie była kupowana z tego powodu. Więc ostatecznie w obu przypadkach można sucho skomentować urodę dziecka czy sukni, albo każdym z nich się zachwycić, by matce bądź pannie młodej zwyczajnie sprawić przyjemność. Ja twierdze, że to jedne z tych sytuacji, kiedy śmiało można skłamać.

Bądź pozytywny

Często słyszę, że ci Anglicy to są fałszywi, bo oni zawsze tak chwalą, tak się ekscytują wszystkim, a w rzeczywistościu uważają zupełnie inaczej: you look great!!!, oh don’t be silly, your english isn’t awful! Ile ja razy podczas rozmowy w obcokrajowcem zaczynałam rozmowę od stwierdzenia, że mój angielski jest paskudny i że w ogóle go przepraszam za to, że musi mnie słuchać. Wiem po co to robiłam. Chciałam by w efekcie zapewniał, że wcale nie jest tak źle i w ogóle to mówię niemal tak dobrze, jak on. 🙂
W każdym razie, kogo obchodzi tak naprawdę, że te zapewnienia nie są szczere? Mnie – po latach od tych nieistotnych small talk’ów – w ogóle. I nawet jeśli mój rozmówca nie był do końca szczery zapewniając, że mówię po angielsku grejt, absolutnie nie mam z tym problemu. Niech kłamie.

Szczerość zachowaj dla najbliższych

Nie chcę żeby morał z tego tekstu był taki, że trzeba kłamać, bo nikogo nie interesuje twoja szczerość. Absolutnie nie. Kiedyś na jednym z blogów trafiłam na pełen żalu wywód o tym, że dzisiaj wszystko jest takie płytkie, że brak nam głębokich rozmów, silnych i stałych relacji.
A ja myślę inaczej – głębokie rozmowy zachowujmy dla tych, którzy są dla nas ważni. Budujmy relację z tymi, których kochamy, albo uważamy za przyjaciół. Jak najbardziej dbajmy o te relacje. Wszystkie inne traktujmy jak chcemy. Nie ma nic złego w płytkich relacjach, jeżeli są to relacje dalekie, na których średnio nam zależy.
Podobnie jest ze szczerością. Powiem szczerze co myślę mojemu mężowi, rodzicom, przyjaciółce czy bliskim znajomym. Bo są dla mnie najważniejsi i/lub to z nimi spędzam najwięcej czasu. Ale reszcie wcale nie muszę podkreślać tego, co tak naprawdę o nich myślę. Zwłaszcza jeśli to, co myślę nie do końca jest miłe.