Gdy aktywnie budowałam swój biznes w MLM, w sieci co rusz pojawiały się krzywdzące informacje na temat tego typu działalności. Jedni twierdzili, że to piramida finansowa, inni że sekta, a jeszcze inni – ci okrzykujący się mianem twardo stąpających po ziemi realistów – wprost mówili, że może i to nie piramida, może też nie sekta, ale na pewno pieniędzy w tym nie ma.
Dziś – może dlatego, że jakoś namiętnie nie śledzę, a może dlatego, że MLM już tak nie szokuje i nie dziwi – mam wrażenie, że ten poziom hejtu nieco się zmniejszył.

Ale MLM rozwija się w najlepsze. W jednych krajach szybciej, w innych słabiej – w Polsce słabiej. Jedni – wcale nie ci starzy wyjadacze – na tym zarabiają, inni nie. Jedni będą mówić, że marketing sieciowy zniszczył ich życie, drudzy powiedzą, że to był kluczowy etap w ich zawodowej karierze. Na to wszystko ma wpływ wiele czynników. Nie tylko konkretna firma, czy ludzie, z którymi współpracujemy. Bo również moment w życiu oraz sytuacja rodzinna i zawodowa – początek kariery, jej rozkwit czy też stabilizacja.
Ja współpracę w oparciu o marketing sieciowy rozpoczęłam jeszcze na studiach – a więc moja kariera zawodowa nawet się nie zaczęła. Mieszkałam z rodzicami i szczerze mówiąc trochę obawiałam się wizji pracy do końca życia na etacie. Chociaż z perspektywy czasu nie wiem co było pierwsze – strach czy MLM? W każdym razie wiem na pewno, że ten moment, w którym wówczas się znalazłam nie był momentem najlepszym na bratanie się z tego typu zajęciem. Z wielu względów. O czym być może kiedyś.
Bo dziś chcę pisać o tym, co MLM mi dał i czego mnie nauczył.

Opóźniona gratyfikacja

W pracy na etacie normalnym jest, że za poświęcony czas w pracy otrzymujemy wynagrodzenie w postaci pieniędzy. W przypadku dodatkowych aktywności – czy to MLM, jakaś własna inicjatywa, czy rozwój swojej pasji, np. prowadzenie bloga – pieniądze, jeśli się pojawią, to z czasem. Domeną tego typu aktywności jest właśnie ta opóźniona gratyfikacja – czy w postaci pieniędzy, czy zdobytego doświadczenia.
Myślę, że to bardzo pomaga w odpowiedzi na pytanie: po co? Po co MLM? Bo jeśli głównym celem są pieniądze, to jest to słaba motywacja. Po co blog? Bo jeśli głównym celem są pieniądze – ponownie: jest to słaba motywacja. Niewystarczająca w przypadku działalności, na które zwykle poświęca się całą, albo znaczną część, czasu wolnego. Na pewno jest to niewystarczającą motywacją w przypadku tak, mimo wszystko wciąż, bardzo niepewnego i kontrowersyjnego zajęcia jakim jest MLM.
Jeżeli angażujemy się w coś „po godzinach”, warto wziąć pod uwagę, że ewentualne korzyści – w różnej formie – pojawią się jako efekt. Nigdy cel sam w sobie.

Cel. Działanie. Wnioski. Modyfikacje

To dzięki MLM-owi nauczyłam się wyznaczać sobie cele krótko- i długoterminowe. Bardzo długo funkcjonowałam wg zasady Briana Tracy – think on paper, a więc wszystko sobie zapisywałam – cele, plany, myśli. Robiłam postanowienia miesięczne i podsumowania pod koniec każdego z nich – coby określić na ile udało mi się osiągnąć zamierzone cele krótkoterminowe. Modyfikowałam je w razie potrzeby i leciałam dalej w kolejnym miesiącu.
Doszło do takiego momentu, że autentycznie dziwiło mnie, gdy słyszałam, że inni nie planują swojego życia w ten sposób.
Dziś co prawda w dalszym ciągu stawiam sobie cele, ale na pewno nie traktuję ich z taką powagą jak wówczas. Niemniej jednak zostało mi kilka nawyków w tamtego okresu, to jest ogólne długofalowe planowanie i wychodzenie z założenia, że życie, owszem w dużej mierze jest serią nieprzewidzianych wydarzeń, ale na pewno na większość z nich można mieć wpływ.

Rewelacyjni ludzie wokół

W którejś książce przeczytałam kiedyś słowa: pokaż mi sześciu najbliższych przyjaciół, a powiem Ci jak skończysz. Pamiętam, że pomyślałam wtedy: jeśli wyznacznikiem mojej przyszłości jest właśnie ten czynnik, to nie mogę się jej doczekać. Obracałam się wokół fantastycznych ludzi, poruszałam z nimi długie i niezwykle rozwijające tematy. I chociaż dziś większość z tych relacji w ogóle nie istnieje, w tamtym okresie stanowiły dla mnie wartość bezcenną. Wielokrotnie powtarzałam też, że biznes biznesem i jeśli nie uda mi się zarobić w nim pieniędzy, trudno – bo nigdzie nie poznałam tak fantastycznych ludzi. A możliwość obracania się w takim gronie to całkiem duża nagroda.

Współpraca z partnerem

Nie każdy MLM funkcjonuje tak samo. Ten, z którym współpracowałam stawiał bardzo duży nacisk na rodzinę i na relację między partnerami. A z partnerem, z którym ma się do czynienia na co dzień, ale raczej w wymiarze prywatnym, aniżeli zawodowym, pracować już tak łatwo nie jest. Ja wielokrotnie, gdy z Melancholikiem się dopiero poznawaliśmy, twierdziłam, że gdybyśmy razem studiowali, to pewnie znajdowalibyśmy się w dwóch różnych klanach. Bo ja zawsze trochę bardziej byłam nastawiona na relacje z ludźmi, on – na zadania, które należało wykonać.
MLM pokazał mi jak współpracujemy między sobą. Uwidocznił słabe punkty naszego duetu, wyróżnił mocne strony, ale przede wszystkim zwrócił nas ku sobie, bo mimo że innymi drogami, zmierzaliśmy dokładnie w tym samym kierunku. Z czasem nauczyliśmy się różnice między nami przekładać na korzyści, które właśnie dzięki tym różnicom wspólnie szybciej mogliśmy osiągnąć.
Chociaż nie udało nam się osiągnąć sukcesu w MLM-ie, z pracy którą wówczas wykonaliśmy do dziś czerpiemy duże profity.

MLM dał mi bardzo dużo. Ale nie jestem w stanie powiedzieć, że był bez skaz, bo gdyby tak było, pewnie w dalszym ciągu aktywnie bym działała. Mimo wszystko cieszę się, że brałam w tym udział, a to co widziałam i czego doświadczyłam jest moje.