Jestem bardzo za tym, żeby się rozwijać, podnosić poprzeczki, przekraczać granice i robić wszystko to, co wpisuje się w proces wychodzenia ze strefy leżakowania. Wiecie o tym doskonale, bo fundamentem i głównym bakcylem założenia bloga była chęć poruszania takich tematów. Uciekła mi ta chęć w trakcie pisania, ale cóż. Dziś jednak nie o tym.

Dziś zmierzę się z, tak często przez nas zadawanym, dlaczego on może, a ja nie? W czym jestem gorszy? Kto mi narzuca ograniczenia? Dlaczego jednym się udaje, a drugim nie? I dlaczego to ja zawsze jestem w tej drugiej grupie. Jako obserwator, jako, zachwycający się osiągnięciami innych, tłum?

To pytania, które pewnie każdy z nas na jakimś etapie życia sobie zadał. Mam przeczucie, że w dzisiejszych czasach dopadają nas dużo częściej niż przed laty naszych rodziców. Mamy internet, który niczym błyskawica jest w stanie rozpromować dobry content. Ilu ludzi osiąga olbrzymie sukcesy tylko dlatego, że przed laty postanowiła opublikować w sieci pierwszy tekst, czy film? Ilu z nas zaistniało w świadomości przeciętnego Kowalskiego, bo kiedyś uwierzyło w potęgę social mediów?I patrząc na to idealistycznie – tak, w niektórych przypadkach, ogranicza nas ta sama osoba, która właśnie w tej chwili czyta ten tekst. Tak, ty, ju. Osiągnąć dziś więcej niż randomowy Miecio, jest dużo łatwiej niż kiedyś. I nie ma co się czarować, że tak nie jest.
Niestety, gdy wpuścimy trochę realizmu do życia, bardzo często okaże się, że ogranicza nas znacznie więcej.
I nie chcę pisać o tym, co dla wielu stanowi oczywistą oczywistość – że większość dzieci w krajach trzeciego świata nigdy nie osiągnie tego, z czego my – bogacze – tak usilnie próbujemy się wyrwać, bo nie ma ku temu szans, bo ogranicza je nie tylko głowa, ale wszystko inne też. Nie napiszę o tym, bo nikogo nie dziwi. I chyba wciąż niewielu rusza.
Zatrzymajmy się na własnym podwórku. Niech punktem naszego odniesienia staną się dzieci podobne do nas, wychowane wg podobnych zasad, mające podobnych, do naszych, rodziców. Chodzące do tych samych, co my, szkół. Zdające w końcu na podobne studia.
Jest czas, kiedy nasze drogi na chwilę się zazębiają. Być może jest to jakiś etap edukacji, może wspólne zainteresowania, czy miejsce zamieszkania. W końcu jednak, po latach, okaże się, że mimo – wydawało by się – podobnego startu, każde z nas znajdzie się w totalnie różnym punkcie.
Życiowym. Mentalnym. Finansowym.
Jeden będzie prezesem banku, drugi prezydentem, trzeci sprzedawcą, czwarty marketingowcem, piąty grabarzem, szósty jutuberem, a siódmy będzie podróżował po świecie jako wędrowny kaznodzieja.
Jak? Czy to konsekwencja wyborów? Ambicji? Pracowitości? Czy tylko?
z różnych poziomów

RÓŻNE DETERMINANTY SUKCESU

Bo może w równym stopniu – znajomości, niezłego startu finansowego, który zapewnili nam rodzice, odpowiednich ludzi, których spotkaliśmy po drodze, zwykłego przypadku? Pojawiłeś się w odpowiednim czasie i miejscu, a później jakoś już poleciało. No powiedz, że cały sukces – cokolwiek nim jest – zawdzięczasz WYŁĄCZNIE sobie. I nikt nie miał na niego wpływu.
Wiele rzeczy w naszym życiu dzieje się nie tylko dlatego, że podjęliśmy taką decyzję, że świadomie do niej doprowadziliśmy. Niektóre z nich spotykają nas niezależnie od włożonego wysiłku. Ot choćby – ktoś znał kogoś, kto znał kogoś.
Niektórzy z nas latami nie zbliżają się do marzeń, które dla wielu są na wyciągnięcie ręki. Stojąc w sklepie w kolejce do kasy, część będzie zastanawiała się z którego produktu powinna zrezygnować, podczas gdy druga część nawet przez chwilę nie zmierzy się z podobnym dylematem. Bo nie musi. Bo może kupić sobie dwa ciastka i tym samym – mieć ciastko i zjeść ciastko. 😉
To prosty przykład, który można przenieść na wiele płaszczyzn. Nikt z nas nie startuje z tego samego poziomu. Mimo licznych podobieństw między nami, rzeczywistość, która spotyka Ciebie, dla mnie może okazać się czymś nie do osiągnięcia. Tak po prostu.
Niekoniecznie dlatego, że jesteś bardziej ambitny, bardziej pracowity, czy bystrzejszy ode mnie (choć na pewno też!;). Ale z powodu miliona różnych innych determinantów. I warto o tym mówić głośno, przypominać.
Bo ugrzęźliśmy niestety w tym błędnym przekonaniu, że każdy może osiągnąć sukces, że trzeba tylko chcieć i nieco mocniej ścisnąć poślady. Że ogranicza nas tylko własna głowa.
To nie prawda.


dzikiseks_konkursPająki przekupują swoje wybranki wyszukanymi prezentami. Niektóre rodzaje ptaków budują okazałe altanki, by w ten sposób przekonać swoje panie do seksu. To i wiele innych ciekawostek na temat podrywania w królestwie zwierząt, o których nie miałeś pojęcia, czyli „Dziki seks” – dr Carin Bondar.
Weź udział w konkursie i wygraj książkę „Dziki seks”. Wystarczy odpowiedzieć na dziecinnie proste pytanie! » więcej

Zdjęcie główne:Zaprojektowane przez Freepik