Spakujmy walizki zabierzmy co trzeba
Ryzyko jest zawsze wystarczy się nie bać
To od nas zależy jak życie nam mija
My mamy wpływ na to że spokój dobija.Stashka /Na skraj świata

Marzyłam o podróżach, wiesz? Marzyłam o tym, by któregoś razu spakować walizkę najpotrzebniejszych rzeczy i wyjechać. Wyrwać się z miasta, które w pewnym momencie zaczęło przytłaczać. Wyobrażałam sobie szerokie i spokojne ulice Perth, o których swego czasu tak pięknie opowiadała Hania w swoim kąciku. Marzyłam o własnym kamperze, który zawiezie nas kiedyś w najważniejsze miejsca na świecie, w których oboje z mężem się zakochamy, o których z wypiekami na twarzy będziemy opowiadali swoim dzieciom i wnukom.

Te wszystkie marzenia pojawiały się powoli, niezauważalnie. Rodziły się w największych niewygodach mojego życia. Niewygodach, które dziś wspominam z łezką wzruszenia. Jak na przykład cudowny eurotrip sprzed pięciu lat. Z niezwykłą radością wracam wspomnieniami do nocy na plaży w Civitavecchii, choć – pod kątem komfortu – była jedną z najokrutniejszych w moim życiu.

IMG_5873Noc ciężka, ale widok zaraz po przebudzeniu rekompensował te wszystkie niewygody. /Italia, Civitavecchia 2012

Później nocleg na dworcu w Olbii – wymienialiśmy się dyżurami w czuwaniu, tak by każdy (była nas czwórka) mógł się zdrzemnąć choć na chwilę. Nie sądzę, by ktokolwiek z nas się wyspał, ale nie miało to wówczas większego znaczenia. Chodziło o przygodę, o szaleństwo.
Śmiejemy się z Melancholikiem na wspomnienie porannej kąpieli we włoskim McDonaldsie i rozpływamy w zachwytach nad czasem spędzonym na promie w drodze na Wyspę.

IMG_5874Proszę mi wybaczyć wygląd. To był rok 2012 i wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w przyszłości zostanę znaną przez nikogo blogerką

Kilka lat później polecieliśmy na Sardynię jeszcze raz. Już we dwoje i tym razem wylądowaliśmy na południu wyspy, w uroczym, choć mniej zachwycającym niż północne Alghero, Cagliari. Było zdecydowanie wygodniej, choć wciąż nie przypominało to luksusów. Spakowaliśmy w plecaki najpotrzebniejsze rzeczy oraz ciasny ale własny dom i rozbiliśmy się na polu namiotowym na południu wyspy, w Villasimius.

na skraj świata ze mną lećPilnuję domu /Sardynia, Villasimius 2014

To właśnie wtedy któreś z nas wpadło na pomysł, by w przyszłości kupić sobie kamper.
Siadaliśmy z Melancholikiem nad brzegiem morza, piliśmy tanie wino i godzinami rozprawialiśmy o tym, jak niezwykłym luksusem byłoby posiadanie takiego auta. Dziś, choć priorytety mocno się określiły w naszym życiu, wciąż snuję w głowie wizje tego, jak całą rodziną (mam nadzieję, z przynajmniej dwójką szalejących urwisów w pakiecie) przemierzamy świat wielkim kamperem.

Wiele przed nami dróg i zakrętów prowadzących do tych marzeń. Prawdopodobnie część z nich z czasem zmieni się w zachciankę, aż w końcu w ogóle przestaniemy o nich pamiętać. Nie wiem, trudno gdybać, choć wciąż warto planować.
Wyjechaliśmy do Anglii by zbliżyć się do tych marzeń. Siedzimy na strychu, na którym każde z nas przez te kilkanaście lat świadomego życia, poupychało dziesiątki marzeń i marzeniątek. Przeglądamy je sobie z zainteresowaniem, odkurzamy z pajęczyn i brudu. Nadajemy nowe znaczenia.
Zapoznajemy z tymi, które zrodziły się niedawno i tłumaczymy dlaczego musimy zrealizować je wcześniej. W większości przebiega to wszystko spokojnie i bez płaczu.

Wyjechaliśmy do Anglii, by doświadczyć czegoś nowego. Ja od dłuższego czasu czułam się jak jakieś zombie, które od miesięcy nie miało w ustach świeżego mięsa. Praca, choć cudowna, z czasem zaczęła męczyć. Miałam dość tej przewidywalności i rutyny które wkradły się do mojego życia niepostrzeżenie. Chciałam nowych bodźców i wrażeń. Pragnęłam zmierzyć się z tym wszystkim, co kryje się pod trudnym słowem: emigracja.
Wyjechałam w końcu do Anglii, bo wyjechałabym za Nim wszędzie. Nawet na skraj świata, jeśli by chciał.

/słuchając: