Zdaję sobie sprawę, że jeśli ktoś z nas decyduje się zamieszkać z teściami po ślubie, zwykle jest to podyktowane jakąś większą koniecznością.
Może potrzebą oszczędzenia na własne cztery kąty, pewnym rodzajem wygody, kiedy rodzice (może już dziadkowie) są na wyciągnięcie ręki, przez co łatwiej i szybciej jest skorzystać z ich pomocy, jeśli tylko tego potrzebujemy. Może niektórzy decydują się zamieszkać z rodzicami z powodów nieco bardziej szlachetnych – na przykład w podziękowaniu za te wszystkie lata, kiedy sami byli mali, troszczą się o nich, gdy ci zdrowotnie nieco podupadną.
Każdy ma swoje małe i duże powody i nie mnie to oceniać. To, na czym chciałabym się w tym tekście skupić to zamieszkanie z teściami OD RAZU po ślubie.
Odkąd pamiętam miałam silne stanowisko w tej sprawie – po ślubie mieszkamy z mężem sami. Jak finansowo będzie kiepścizna, trudno. Ściśniemy poślady, ograniczymy wydatki i zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby ten pierwszy „małżeński dom” był naszym domem.
I teraz żeby była jasność – ja moją teściową kocham! Jest fantastyczną i mądrą kobietą, która zdaje się, że ma zupełnie takie samo stanowisko w kwestii mieszkania ze swoim synem i jego żoną. 🙂 Więc nie, ten tekst nie jest podyktowany jakimiś traumatycznymi przeżyciami, które spowodowały, że podjęłam decyzję, by wszystkim wybić tę paskudną myśl z głowy.
Jest zebraniem do kupy powodów, dla których w ogóle nie rozważałabym opcji zamieszkania z rodzicami po ślubie. Niezależnie czy moi teściowie byliby uosobieniem dobra, czy bliżej byłoby im do kopciuchowej macochy.

Credit Jonathan Olley/Disney

MIESZKANIE Z TEŚCIAMI NISZCZY RELACJĘ

Już nie jesteśmy tylko rodziną, zaczynamy być również współlokatorami, którzy mają własne – budowane latami – przyzwyczajenia, własne sposoby spędzania czasu, czy własny rytm organizowania rzeczy dokoła nas. I nagle w tej przestrzeni musi się znaleźć miejsce na kogoś jeszcze, kto – uwaga! – też ma swoje własne przyzwyczajenia i codzienne nawyki.
Super jeśli każda ze stron ma w sobie mnóstwo wyrozumiałości i podchodzi do nowej sytuacji z pewnym zaciekawieniem oraz dystansem, ale gdyby posłuchać doświadczeń osób, które etap mieszkania u teściów (albo z synowymi/zięciami) mają za sobą, wydaje mi się w większości przypadków to zaciekawienie mija w momencie pierwszego przestawienia produktów na półkach.

Z wiadomych przyczyn silniej utożsamiam się z młodymi żonami, które wprowadzając się do teściów nie chcą być wyłącznie lokatorami, mającymi się dostosować do panujących w mieszkaniu reguł. Z drugiej strony rozumiem też rodziców, którzy szlachetnie udostępniają swoim dzieciakom kawałek przestrzeni, często nie pobierając od nich za to kasy i jeszcze może mają cały dom reorganizować, żeby nowej osobie chciało się w nim mieszkać i czuła się jak w domu?

MIESZKANIE Z TEŚCIAMI BURZY INTYMNOŚĆ I BLISKOŚĆ MIĘDZY MAŁŻONKAMI

Nie chodzi mi teraz wyłącznie o sferę seksualną. Chodzi też o kłótnie, które wg mnie są nieodłącznym elementem docierania do siebie. Zwłaszcza jeśli wspólne mieszkanie z partnerem jest czymś nowym.
Nie ma nic złego w tym, żeby od czasu do czasu wykrzyczeć sobie w twarz te wszystkie brudy, które buzowały w nas przez pewien okres. Czasami taka kłótnia może brzmieć naprawdę groźnie. Zwłaszcza w oczach kogoś, kto nie przywykł do widoku Ciebie rzucającej kurwami na prawo i lewo.
Naturalną reakcją pewnie każdej matki w takiej sytuacji jest chęć pomocy, załagodzenia sprawy.
Z drugiej strony ty sam wiesz, że sobie pokrzyczycie, trzaśniecie drzwiami z dwa razy i za chwilę będzie po wszystkim.
Pomoc w łagodzeniu sporów może więc okazać się nie tylko zupełnie niepotrzebna, ale też groźna. Bo jeśli nie możesz wyrzucić z siebie emocji, to musisz je w sobie trzymać. A chyba wszyscy wiemy jak takie nie-rozwiązywanie spraw wpływa na relację.
Napisałam, że mieszkanie z teściami burzy też bliskość między małżonkami, bo wydaje mi się, że nieuniknionym jest, by w pewnym momencie wszelkie nieporozumienia na drodze teściowie – nowy członek rodziny przeszły niejako na współmałżonka, który nagle – z niewiadomych sobie powodów – trafia gdzieś między młot a kowadło i jakkolwiek nie zareaguje, będą poszkodowani. Jeśli przyjmie stanowisko rodziców, okaże się że nie wspiera i nie rozumie potrzeb swojej żony. Która de facto miała być w jego życiu namber łan. Jeśli to jej zdanie będzie dla niego priorytetowe, gdzie ta wdzięczność, którą powinien okazać rodzicom za wychowanie i możliwość mieszkania pod ich dachem?

MIESZKANIE Z TEŚCIAMI ZAKRZYWIA POCZUCIE ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA RODZINĘ

Do tej pory cały czas skupiałam się na relacjach, tymczasem jest coś jeszcze co mnie bardzo przekonuje do tego, by nie pakować się rodzicom do mieszkań po ślubie. Odpowiedzialność. Mieszkając na swoim wiesz, że jeśli nie zrobisz prania, nikt tego za Ciebie nie zrobi, jeśli nie zadbasz o zakupy, raczej mało prawdopodobnym jest, że otwierając lodówkę, znajdziesz w niej coś więcej niż światło.
Na pewno wygodnie jest wracać do domu z pewnością, że prawdopodobnie czekają w nim na Ciebie przepyszne schaboszczaki. Tylko, kurcze, prawdziwe życie tak nie wygląda. A do tego fikcyjnego obrazu łatwo się szybko przyzwyczaić. Moim zdaniem małżeństwo to odpowiedzialność. I prędzej czy później trzeba się z nią zmierzyć.
Ja tam jestem zwolennikiem wskakiwania do wody, a nie zanurzania się po trochu. Może szok jest na początku większy, ale później jakoś łatwiej się pływa.

UCZYŃMY TEN NIEIDEALNY ŚWIAT PIĘKNIE NIEIDEALNYM

Moja teściowa powiedziała mi kiedyś mądrą rzecz a propos wychowywania dzieci – słuchaj rad innych, ale wszystko rób po swojemu.
Nawet jeśli popełnisz błąd, to będzie to twój błąd i twoja nauka. I myślę sobie, że to tak pięknie odnosi się do małżeństwa i rozpoczynania rodziny. Mieszkanie z mężem to seria nowych doświadczeń. Wielu pięknych, czasem zaskakujących, niekiedy trudnych. Daj sobie szansę czynić ten dom „swoim domem”, na własnych zasadach.
home2a

Wrócę jeszcze do początku tego tekstu – naprawdę rozumiem, że mieszkanie z teściami bywa ostatecznością i że jako młodzi małżonkowie, którzy nie mamy świetnych zarobków i mieszkania po babci w spadku, często nie możemy pozwolić sobie na wynajem czegoś za połowę albo całość jednej wypłaty. Doskonale Cię rozumiem! Byłam w tym miejscu. Zarabiałam bardzo średnie pieniądze i przy opłacaniu mieszkania i odkładaniu na podstawowe wydatki, w kieszeni miesięcznie zostawało mi 100 zł. Fatalny wynik co?
Tylko że wciąż wolałam to, niż zwalać się rodzicom na głowę i w pewnym sensie unieszczęśliwiać każde z nas.
Zakończę myślą, że jeżeli istnieje cień szansy, żeby zamieszkać samodzielnie z mężem po ślubie to to zrób! To jest przepiękny okres, mówią że ten tzw. efekt miesiąca miodowego może utrzymywać się do około roku po ślubie.
Nie chcesz go spędzić ze śpiącymi za ścianą teściami, prawda? 🙂

Wpis powstał w ramach akcji Małżeństwo jest fajne organizowanej przez Ewę Olborską z bloga Mocem pt

 

Zdjęcie główne – Jonathan Olley/Disney