Dokładnie pamiętam ten dzień. Cały był jakiś taki oderwany od rzeczywistości. Jeszcze kilka dni wcześniej wyłam w poduszkę przekonana, że nic mi się nie udaje i to wszystko nie ma sensu.

Tego dnia, a było to dokładnie rok temu, rozpoczęła się moja przygoda w jednej z niewielkich angielskich firm kosmetycznych.
Nie było słów, którymi mogłabym wówczas wyrazić jak wdzięczna jestem za tę szansę i za rzeczywistość, w którą przestałam zupełnie wierzyć, a która z czasem zaczęła mi się przydarzać.

Było dużo wzlotów. Ogrom upadków. Oczekiwania zderzyły się z rzeczywistością. Po obu stronach. Ja byłam maksymalnie przytłoczona nadmiarem obowiązków. Nie radziłam sobie z większością z nich. Braki w języku mocno o sobie przypominały, tempo pracy było bardzo szybkie, a w dodatku szefowa w niczym nie przypominała kochanej kierowniczki z poprzedniej pracy.

Było ciężko. Do tej pory, mimo że nic nie jest takie jak kiedyś, a relacja z przełożoną jest naprawdę świetna, uważam że to wszystko co wydarzyło się na przestrzeni ostatniego roku to moja szkoła życia. Ale wdzięczna jestem jak niewiadomo co za ten czas i wszystkie te doświadczenia.

Dzisiaj jest ważny dzień, bo dziś minął rok mojej pracy na emigracji. Dlatego mimo, że każda praca ma swoje wady i zalety, dziś będę mówiła tylko o tym, co w pracy w niewielkiej firmie jest fajne.

M i l i o n   r a z y   s z y b s z a   n a u k a

Im mniej ludzi w pracy, tym trudniej polegać na czyjejś mądrości i doświadczeniu. Trochę z musu musisz więc bardziej polegać na swojej mądrości, swoim doświadczeniu i swojej intuicji. Jeśli nie jesteś tego wszystkiego pewny, zaczynasz się uczyć. Uczyć w cholerę dużo.
Węszyć, dociekać i wchodzić na tereny zupełnie dziewicze. Trochę boli, ale stwierdzam po roku, że warto się przemęczyć.

W i ę k s z a   d y n a m i k a   p r a c y   i   d e c y z y j n o ś ć

Nie trzeba miliona zatwierdzeń i pieczątek, żeby wykonać jakąś akcję. To akurat na maksa mnie przerażało. Pamiętam jak któregoś razu, gdzie ja serio czułam się maksymalnie niepewna jeśli chodzi o język, szefowa mówi – to zrób ten konkurs na twitterze, o którym rozmawiałyśmy, ja muszę teraz wyjść. A ja myślę O Jezu, Jezu, Jezu, poczekaj dziewczyno, nie opuszczaj mnieeeeee….. Teraz brzmi to nawet zabawnie, ale wtedy, z tamtą wiedzą i doświadczeniem nt. brytyjskich internetów do śmiechu nie było mi w ogóle.

Oczywiście tęskniłam za firmowymi zebraniami, żeby wszystko uporządkować i być pewnym, że kierunek w którym zmierzamy jest dobry. Ale jak nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Z czasem rzeczywiście to polubiłam.

P o s z e r z a n i e   h o r y z o n t ó w

Im mniejszy team w pracy, tym łatwiej o przenikanie się informacji i wiedzy. Ja np. nigdy nie wiedziałam tak do końca jak wygląda zakładanie firmy z perspektywy całej papierologii – co, gdzie i kiedy powinno się załatwiać, o czym pamiętać, na jakie kwestie zwrócić uwagę. Albo w ogóle wszystkie te kwestie związane z wypuszczaniem produktu – szukaniem dostawców, testowaniem produktów, pilnowaniem składu, by później nie było problemu z załatwieniem jakichś certyfikatów, że np. 100% vegan, albo cruelty free. Albo jeszcze inne cudawianki.
Dzięki mikro zespołowi poznajesz te przestrzenie działania firmy, o których wcześniej nie miałeś pojęcia. To zawsze in plus.

W i ę k s z y   u d z i a ł   w   c a ł o ś c i

Rzecz, która niejako wypływa z poprzednich, ale wydaje mi się na tyle ciekawa, żeby jeszcze o niej wspomnieć. Nie twierdzę, że czymś złym jest uczestniczenie w niewielkich częściach większego projektu, ale wydaje mi się, że może to trochę powodować w pracownikach poczucie, że ich praca nie ma AŻ takiego znaczenia. Że nie powodują różnicy w firmie.

No to w małych przedsiębiorstwach taki problem raczej nie istnieje.

C o   s p r a w i a   m i   r a d o ś ć?

W związku z tym, że w małej firmie twój zakres obowiązków jest zdecydowanie bardziej zróżnicowany niż w korpo, możesz potraktować ten etap również jako pewnego rodzaju poszukiwanie swojego miejsca na ziemi. Co lubisz? Które zadania sprawiają Ci więcej przyjemności i których z nich chętniej się uczysz.
Ja zaskakująco dla siebie odkryłam, że bardzo szybko uczę się technicznych kwestii i kręcą mnie tematy związane z grafiką i IT. Może trudniej byłoby się tego tego dowiedzieć, gdybym trafiła do wielkiej firmy. Nie wiem.

J e s t e ś   c i ę ż k o   z a s t ę p o w a l n y

No i na sam koniec – w małej firmie rotacje pracowników są trochę rzadsze. Im więcej wiesz i potrafisz, tym trudniej zastąpić Cię kimś nowym. 😉

Jak jest u Was? Wolicie pracę w wielkich zespołach, czy małych firemkach? A może jak zwykle – złoty środek jest zawsze gdzieś pomiędzy?