Drogi Emigrancie, droga Emigrantko rozumiem, że nie wracasz do Polski. Rozumiem, że od wielu lat jej nie odwiedzasz.

Kiedyś pewnie uznałabym takie myślenie za szaleństwo, no bo przecież jak można celowo rezygnować ze spotkania się z bliskimi, odwiedzenia starych kątów, złagodzenia trochę tęsknoty i naładowania akumulatorów?

Dzisiaj rozumiem.

Może powroty do Polski wcale tej tęsknoty nie łagodzą. Może zamiast ładować akumulatory, tak naprawdę rozładowujesz je na kolejnych kilka tygodni tuż po powrocie do swojej zagranicy. Może tak naprawdę zamiast przypływu siły twórczej, podobnie do mnie, czujesz się maksymalnie wyczerpany. I nie potrafisz znaleźć dla siebie miejsca.

Wiesz, drogi Emigrancie, kochana Emigrantko, ja to wszystko dziś rozumiem.

Bo chociaż przed niemal każdym przyjazdem do domu, zakreślam kartki w kalendarzu i z dzikim podnieceniem oczekuję na przyjazd i chociaż, gdyby to wyłącznie ode mnie zależało, wszystkie coroczne wyprawy na wczasy, bez wahania wymieniłabym na dłuższy pobyt w domu, to jednak ten czas w roku nazywam szczególnie trudnym.

Bo nieustanie przypomina o koszcie.

Za każdym razem, podobnie jak bohaterka Samotności w sieci, Wiśniewskiego, nabieram się na to, że jeśli będę tęsknić za moją Polską będąc jeszcze w Polsce, to potem tej tęsknoty będzie troszkę mniej.

A jej jak na złość jest więcej.

Więcej jest też zmarszczek i siwych włosów, których nie nadążam poznawać. Więcej dni spędzonych z dala od bliskich oraz więcej przegapionych wydarzeń w ich życiu. Więcej nieodbytych rozmów.

Wiem, drogi Emigrancie, szanowna Emigrantko, że tak jak i ja, brałaś na klatę koszt tego wszystkiego.

Ale może też głupio założyłaś, że jest jednorazowy.

Wrócę do siebie. Jak zwykle zresztą. Jeszcze kilka troszkę rozmytych dni i wszystko będzie okej.

Znajdę swój rytm. Podobnie jak Ty zresztą.

I mimo wszystko będę wracała do domu.
Choć rozumiem też, czemu sam tego nie robisz.