Od dawna jarała mnie wizja pracy w szeroko pojętym internecie. Gdy ponad 4 lata temu założyłam bloga, co jakiś czas docierały do mnie informacje, że blogowanie może być sposobem na życie.
Totalnie wtedy tego nie rozumiałam. Szczytem abstrakcji wydawało mi się, że niby jakieś firmy mogą się do mnie zgłaszać w sprawie współpracy. Z jakiej paki w ogóle?

Niemniej jednak już wtedy zapaliła się we mnie myśl, że może to całe „zarabiam w internecie” nie jest znowu takim głupim pomysłem.

Blog nigdy nie stał się moim głównym środkiem utrzymania, niemniej jednak, jak pisałam w tekście o tym, czy blog może pomóc w znalezieniu pracy – dość mocno przyczynił się do tego, że to marzenie o pracy w social mediach z czasem stało się bardziej realne.

Aż w końcu się ziściło.

Miałam możliwość poznać od kuchni jak wygląda zarządzanie marką w internecie, w jaki sposób przebiegają współprace na linii marka – influencer. Zawsze interesowało mnie jak na propozycję jakiegoś projektu reagują więksi gracze i w jaki sposób prowadzą negocjacje finansowe. Czy w ogóle. No to już wiem!;)

Jeśli dodamy do tego angielski rynek i tak wdzięczny produkt, jakim są kosmetyki kolorowe, można w to wszystko bez większego trudu wsiąknąć.

Granica między ‚pracuję’ a ‚relaksuję się’ spędzając czas na firmowym fejsie czy instagramie dość mocno się wówczas zaciera. Tak przynamniej było u mnie. Standardem stało się przeglądanie społecznościówek w każdej wolnej chwili. Później doszły inne kwestie – jak zostawanie w pracy po godzinach, czy robienie jakichś projektów w weekendy. Wszystko zrodzone z ogromnej pasji.

W którymś momencie zauważyłam, że od miesięcy nie mam wolnego od pracy dnia. Zorientowałam się, że nawet jeśli wybieramy się na jakąś wycieczkę z mężem, praca zawsze jedzie z nami.

Pamiętam jak zaczęło mi to wtedy strasznie ciążyć.

NAWET NAJFAJNIEJSZA PRACA MOŻE PRZERODZIĆ SIĘ W KOSZMAR

… jeśli jej na to pozwolisz.

Wiele razy spotykałam się z cytatem, że jeśli twoja praca jest jednocześnie twoim hobby, to tak naprawdę nigdy nie pracujesz. Nie zgadzam się z tym. Jeśli praca jest twoim hobby, to z czasem przejmuje twoje życie. Niczym ten bluszcz się do ciebie przyczepia, a wszystko inne podporządkowuje pod siebie. Więc tak naprawdę pracujesz kilka razy ciężej i znacznie dłużej.

Bardzo łatwo jest stracić wtedy balans w życiu. A od tego całkiem niedaleko do znienawidzenia tego co się robi.

Wg mnie praca w social mediach to duże zagrożenie dla utrzymania tego balansu, bo niezwykle trudno jest tę granicę wychwycić i postawić grubą ścianę między tymi przestrzeniami w życiu.

Był czas, że obraziłam się na social media. Rzygałam już tym całym internetowym światkiem i nie mogłam na niego dłużej patrzeć. To, co wcześniej mnie intrygowało, z czasem zaczęło obrzydliwie drażnić. Rykoszetem oberwała również moja – choć bidna strasznie, to prowadzona z potrzeby serca – okularnica.

Wszystko z czasem może przytłoczyć. Nie tylko wymarzona praca.
Jeśli nie zachowujemy balansu w życiu między naszym wnętrzem i zewnętrzem, to równie dobrze może to być każda inna dziedzina życia. Ważne żeby dowiedzieć się jak dużo sami jesteśmy w stanie udźwignąć.

I czy w ogóle warto.