Idę o zakład, że większość z tych świeżo upieczonych trzydziestolatków, albo – podobnie jak ja – zbliżających się do tego magicznego pułapu, miała kiedyś w głowie pewną wizję siebie w tym czasie.

Bardzo możliwe, że i Twoi rodzice trzydzieści lat kończyli z trochę większym bagażem niż ty. Moi mieli trójkę dzieci i raczej konkretną wizję tego, co wydarzy się w ich życiu w ciagu najbliższych kilku lat.
Oczywiście założyłam więc, kilka lat wstecz, że jako trzydziestolatka będę miała, jeśli nie trójkę, to conajmniej jedno dziecko. Choć właściwie who knows… wszystko się jeszcze przez rok może zdarzyć, prawda? 🙂

Myślę sobie, że skoro to ostanie dwudzieste któreś urodziny, to fajnie byłoby spisać kilka myśli, które sobie gdzieś tam w tej głowie zdążyłam naprodukować. Może kiedyś będzie to fajne wspomnienie.

Nie liczę godzin i lat

Szczerze mówiąc to ni ziębi mnie i nie grzeje fakt, że to ostatnie urodziny przed trzydziestką. W ogóle z resztą coraz częściej tracę rachubę czasu i coraz dłużej zajmuje mi wyliczanie ile to ja właściwie mam lat, gdy ktoś mnie o to pyta. Nie przychodzi mi to tak naturalnie. Właściwie to najpierw liczę ile lat ma mąż, bo on urodził się w łatwiejszym do policzenia roku, a potem dodaję do tego rok. Easy peasy

Rodzina czy kariera

Trochę pomiędzy. Ostatni rok to taki czas, kiedy troche częściej myślę sobie: quo vadis, Urszula? Nie jestem typem karierowiczki, to na pewno. Nie jestem też jeszcze na etapie rodzenia dzieci. Niemniej jednak gdy myślę o sobie za 3 czy 4 lata, widzę obok dzieci, nie oszklone biuro i asystenta.

Tu i teraz

Dużo w moim życiu planów, wizji i założeń. Jednocześnie jednak staram się czerpać na maksa dużo radości z tu i teraz. Nie skupiam się na tym, czego nie mam i ile mi jeszcze do tego brakuje, a raczej celebruję dni. I jestem szczęśliwa.

Nie wiem

Coraz częściej nie chcę i nie umiem poruszać tematów, które w społeczeństwie uchodzą za trudne. Może nie mam jaj, może brak mi argumentów, a może te kolory, zawsze tak czarne i tak białe, mocno się dziś zmieszały. Nie wiem.

Możliwe, że dziś jestem najszczuplejszą wersją siebie

Może tak, może nie. Ale jak pomyślę o latach, kiedy myślałam o tym, że jestem gruba, a byłam taka fajna laska, to nie chcę dziś myśleć o sobie, że jestem gruba.

Praca nie zając

Nawet najlepsza praca wykonywana po godzinach i monitorowana w weekendy może z czasem zmienić się w utrapienie i coś, od czego chce się z czasem uciec. Work-life balance tak bardzo!

Nie chce mi się

Coraz częściej i coraz na dłużej. I zupełnie nie chce mi się też z tego tłumaczyć.