Mało jest takich książek o życiu, po przeczytaniu których myślę – oho, coś nowego, nie znałam. Zwykle, z różnych perspektyw oczywiście, mowa o podobnych kwestiach. Ogromne jednak znaczenie ma to, jak te kwestie są poruszane.

Podobnie jest z Najgorszym Człowiekiem na Świecie. Książce, która kilka lat temu podbiła internet, a jej fragmenty krzyczały ze stron najpoczytniejszych blogów czy portali.
W końcu trafiła także w moje ręce.

Jeżeli nie jest wam znany temat, który porusza autorka Małgorzata Halber – mowa o drodze, którą ona sama przechodzi by wyrwać się z uzależnień, które na pewnym etapie jej życia przejęły kontrolę nad wszystkim.

Najgorszy Człowiek na Świecie – choć porusza temat, którego nie znam z autopsji – nie jest pozycją odkrywczą, która uczy jakichś niezwykłych prawd o życiu. Większość z tych rzeczy znamy. Z filmów, opowieści, książek. Czasem – oby nie – życia.
Jest w niej jednak coś, co wbija w siedzenie i budzi milion myśli, które mam na swój temat, ale niekoniecznie zawsze lubię się do tego przyznawać.

A przecież, hej, niby nie jestem osobą uzależnioną.

W książce przewija się wiele ważnych fragmentów, z jakiegoś jednak powodu ja zatrzymuję się na dwóch.

MY TO JA

Mu Polacy, my kobiety, my okularnicy, my mężatki, my studenci… My wszyscy… tacy już jesteśmy.

Łatwo wyraża się opinie na temat tego nieokiełznanego bytu pt. ‚my’. Trudniej, gdy te same słowa mamy odnieść do siebie. Nie – my Polacy jesteśmy złośliwym narodem, a – ja, Urszula, jestem złośliwą dziewczyną. Nie – my kobiety nie wspieramy się nawzajem, a – ja, Urszula, nie wspieram innych kobiet. Nie – my dzieci pokolenia internetu spędzamy za dużo czasu w social mediach, a ja – Urszula spędzam za dużo czasu w social mediach.

Małgorzata słusznie pisze, że za każdym razem, gdy mówisz „my” masz na myśli „ja”.

Tylko nie brzmi to tak poważnie. „My” zdejmuje ciężar odpowiedzialności z barek.
Czasami może nawet przerzuca ją na kogoś innego.

NIEKOMPLETNI

Mam taką refleksję po przeczytaniu książki, że profil osoby uzależnionej zawiera jeden powtarzający się element – luka w sercu. Jakiś brak, niekompletność, ciągłe szukanie siebie. Ciągłe udowadnianie sobie lub ludziom, że jestem coś warta, że umiem osiągać rzeczy.
I to ostateczne przekonanie, że nie jestem. Nie umiem.

I że nawet jeśli coś osiągam, inni zrobiliby to lepiej i szybciej. I że w ogóle wielkie mi rzeczy. Kiedyś myślałam, że to ambicja czy perfekcjonizm. Przyznajcie, że to perspektywa zdecydowanie przyjemniejsza do przyswojenia. Ambicja i perfekcjonizm brzmią przecież znacznie ładniej niż niedowartościowanie i ciągłe szukanie siebie w tym wszystkim.

Nigdy nie myślałam o sobie jak o kimś szczególnie podatnym na uzależnienia. Bo uzależnienia zawsze traktowałam bardzo powierzchownie. Alkohol, papierosy, pornografia, hazard.
A przecież jest całe mnóstwo innych uzależnień, które brzmią trochę luźniej od wymienionych powyżej i pewnie też powodują trochę mniej widocznych szkód. Ale przecież wciąż niszczą – Social Media, nieustanne spędzanie czasu przed komputerem, praca, gry, druga osoba. Od tego wszystkiego można się uzależnić.

Najgorszy człowiek na świecie nie jest na pewno najlepszą książką jaką przeczytałam. Jest jednak napisana w taki sposób, że trafia i wierci. i każde myśleć. A wnioski często tak strasznie wnerwiają.

I tak ją sobie czytam, i odkładam, i wracam do niej, i odkładam. Bo to za duży kubeł wody jak dla mnie.
Dawkuje go sobie.