Zastanawiałaś się kiedyś nad tym jak to się stało, że w pewnej chwili coś, co jeszcze niedawno bardzo cię cieszyło, nagle po prostu przestało?
Może to praca? Może związek? Może jakaś pasja?

Istnieje wiele możliwych powodów tego okrutnego stanu. Sama zaliczyłam kilka z nich.
Ot choćby obsesyjne zaangażowanie. Jeśli się czymś jarasz, to napierdzielasz jak głupia po kilkanaście godzin dziennie. Codziennie wrzucasz posty na bloga, albo video na instastory.
Masz zajawkę na programowanie? Zamiast jak normalny człowiek spędzić każdego dnia godzinę albo dwie na zgłębienie tematu, ty nawalasz po 5 godzin dziennie przez tydzień albo dwa, a potem przez kolejne dwa miesiące na samą myśl o powrocie do tematu aż się skręca z niemocy.

O, albo obsesyjne zaangażowanie kogoś innego tobą. Na początku to takie miłe, że facet z którym spotykasz się od jakiegoś czasu adoruje cię na każdym kroku. Tu kwiaty, tam wino. Restauracja. Kino. Poznaj moich starych.
No i w końcu coś cię zaczyna drapać. Niby wszystko okej, ale jednak za dużo. Odklej się od moich pleców ty stara pijawko.
POWIETRZA!

Jest też ten trzeci sposób na zabicie w człowieku chęci. To ciągłe – chcę więcej. Nasi pracodawcy tę sztukę chcenia opanowali do perfekcji. Masz do wykonania projekt, który wyceniłaś na około tydzień roboty, ale udało się skończyć go w trzy dni? Z dumą powiedziałaś o tym przełożonej, a w reakcji usłyszałaś: no to super, skoro zajęło ci to tylko tydzień, wygląda na to, że jak chcesz to potrafisz zapierdalać. Dorzucimy Ci coś jeszcze, nie peniaj.
Zostajesz dłużej w pracy, bo jest robota do dokończenia i nie chcesz zostawiać kolegów na pastwę losu, nim się obejrzysz zauważysz, że od kilku miesięcy zamiast 8 godzin, pracujesz po 9. Spróbuj wytknąć to przy negocjacjach związanych z podwyżką. Nikt cię nie prosił zostawać. Twój wybór – usłyszysz.

Ilu z was wie o czym mówię? 😉
We’ve all been there, haven’t we?

Tak się zabija w człowieku zajawkę i radość działania.
W mgnieniu oka.

I już o tym kiedyś pisałam, ale powtórzę bo to ważne – niezależnie od tego czy w pracy spełniasz się zawodowo, to jeśli nie jest to doceniane, a każda twórcza idea jest wyciskana z ciebie jak z cytryny, w końcu będziesz miała ochotę rzucić to wszystko w pizdu i wyjechać na seszele.

Ale nie wyjedziesz, tylko będziesz chodziła wkurwiona i nieszczęśliwa.

Na maksa szanuję firmy, w których pracownikom, czy podwykonawcom się ufa. Ja rozumiem, że to nie jest najłatwiejsza sztuka, bo jest masa ludzi, którym z robotą zwyczajnie nie jest po drodze. Ciężko takim ufać.
Ale myślę sobie też, że jeśli pracodawca Ci ufa i wierzy, że pracujesz tak ciężko jak potrafisz, to zwykle dostanie trochę więcej.
Jeśli Ci nie ufa. No cóż…

Nieźle się zdziwi jak na te seszele jednak wyjedziesz. 😉