Sama nie do końca wiem co myślę na ten temat, jeśli mam być szczera.
Tzn. Jak zawsze – jestem rozdarta.

Czy osoba, która nie mówi po angielsku, albo mówiąc popełnia wszystkie możliwe błędy, jest głupia? Oczywiście, że nie! Czy mówiąc po angielsku i popełniając oczywiste błędy czuję się głupia? Tak. Bardzo.

I nie wiem co mogę z tym fantem zrobić poza tym, żeby po prostu dalej, mimo wszystko mówić. A przy okazji dalej, mimo wszystko czuć się głupio.

Sorry – nie głupio. Głupia.

Nie wiem co o moim języku myśli native. Nie sądzę był tak wspaniałomyślny jak Polacy, gdy słyszą obcokrajowce mówiącego (albo probującego mówić) po polsku. Nie oszukujmy się – język polski wśród wszystkich języków to egzotyka. Sami mamy nierzadko z nim problem, więc oczywiste że nie zakładamy by rozumiał go ktoś z zagranicy. A tym bardziej używał go.

Tak więc nie wiem co o moim języku myśli native. Pewnie nie rozkminia za bardzo, w końcu oni na codzień komunikują się z ludźmi, których angielski nie jest językiem ojczystym. Poza tym wielu Anglików nie zna drugiego języka na takim poziomie jak angielski zna spora część Polaków.
Angielski – a tym samym szansę porozumiewania się z niemal całym światem* – dostali trochę za darmo.

Więc – mimo wielkiej sympatii jaką darzę ten kraj i mieszkających w nim ludzi – to ich angielski nie robi na mnie wrażenia.
I bardzo staram się myśleć, że to, iż ja mówię w innym języku niż polski (nawet z błędami) jest zawsze powodem do dumy, a nie do wstydu.

No ale wiecie, teoria sobie, a praktyka to inna para kaloszy. Tutaj już nie jestem tak wyrozumiała. W praktyce przywołuje te wszystkie stracone lata, kiedy język angielski traktowałam po macoszemu. Wypominam sobie brak systematyczności w nauce i niemal zawsze gdy ktoś pyta ile czasu uczę się języka, zaczynam się tłumaczyć. Że niby kilkanaście lat, ale nauczyciele… szkoła… edukacja…

A potem sobie wyrzucam, że po kiego ja się w ogóle tłumaczę. Nikogo to biznes raczej ile się uczę.

 

Tak sobie myślę jak skończyć ten tekst, bo nie mam jakiejś odkrywczej puenty w temacie. Może tyle, żebyśmy byli bardziej dla siebie wyrozumiali. I doceniali wysiłek, który wkładamy w naukę. Nawet jeśli efekty nie są natychmiastowe i spektakularne – jak mawia Dory – just keep swimming. I tyle.

No i jeszcze żebyśmy się nie czuli głupimi. Najlepiej to nigdy.

*wiadomo, że nie niemal całym.