Dym po paradzie równości w Białymstoku trochę opadł, pomyślałam więc, że to idealny moment, by podzielić się z wami tym, co sama na ów temat uważam.

A to, co uważam jest proste jak przecinek – jestem całym sercem za tym, byśmy żyli po swojemu i dali po swojemu żyć innym.

Jestem w tej uprzywilejowanej grupie białych, heteroseksualnych ludzi, którzy o nic nie muszą walczyć ze światem, bo wszystko dostali za darmo. Taka jest prawda. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek krzywił się na widok mnie całującej w usta mojego faceta. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek publicznie mówił: spoko, ja tam do hetero nic nie mam, tylko niech nie chodzą za rękę po ulicy i niech się nie liżą po krzakach. Nie wyobrażam sobie, żebym na każdym kroku miała się pilnować z tym, czy mój heteroseksualizm nie razi niczyich oczu.

I wreszcie nie wyobrażam sobie, bym miała obowiązek (albo jakiś taki wewnętrzny przymus) by się ze swojej orientacji tłumaczyć.
I robić coming outy. I jeszcze nie spać po nocach myśląc o tym, jak moi bliscy zareagowali na to, że postanowiłam związać się z facetem!

Ty sobie wyobrażasz?

Homoseksualizm vs Kościół

Nie ukrywam, że fakt iż grzech homoseksualizmu wyciągany jest jako jeden z pierwszych argumentów w środowiskach chrześcijańskich trochę mnie bawi. Po pierwsze – nikt, absolutnie nikt ci nie każe wiązać się z osobnikiem tej samej płci, jeśli jest to sprzeczne z tym, co głosi Kościół. I z tym, co sama wyznajesz.

Po drugie dla osoby, która np. Nie wierzy w Boga taki argument to żaden argument. Po trzecie – jeśli dana, nieheteroseksualna, osoba wierzy w Boga i zdaje sobie sprawę iż jej orientacja nie jest czymś mile widzianym w Kościele, to z pewnością ostatnim czego potrzebuje są kazania na temat tego jak grzeszy. Ona to wie.

I myślę, że czuje się w tym wszystkim dużo bardziej zagubiona niż nam wszystkim się wydaje.

No i jeszcze po czwarte – w dekalogu, a więc zbiorze podstawowych przykazań Bożych, nie ma wzmianki o orientacji seksualnej. Jest natomiast o współżyciu. Taki seks przed ślubem na przykład. Jaki procent chrześcijan czeka z seksem do ślubu?
Spróbuj zapytać wprost. Wiesz co usłyszysz – nie twój to interes, żeby mi do łóżka zaglądać.

Ja tu nie chcę nikogo oceniać, tak tylko sobie głośno rozważam jak to z tym jest. Czy przypadkiem nie tak, że z wygody wybieramy sobie z tego koszyczka chrześcijańskich zasad to, co nam aktualnie pasuje?

Ktoś powie – w całej tej aferze nie chodzi o środowiska homoseksualne, tylko o to w jaki sposób naruszają przestrzeń innych. I co głoszą. I jak to głoszą. I że atakują. Hmm…
Raz usłyszałam: nie mam nic do gejów i lesbijek, po prostu nie wyrażam zgody na marsze równości po moim mieście. Ktoś inny powiedział – ok, niech tam sobie oni żyją, ja nic do nich nie mam, ale czy muszą mi po mieście paradować?

Za rękę chodzić.

Całować się po krzakach…?

No właśnie, dopóki zadajesz sobie tego typu pytania, to odpowiedź jest prosta – marsze równości muszą się odbywać.

 

Jestem wierząca. Wierzę w Boga i Go kocham. Wierzę również w to, co głosi nauka Kościoła, ale byłabym straszną hipokrytką, gdybym tutaj pisała, że do wszystkich tych zasad się stosuję. Niektórych kwestii – ot choćby, że stosowanie antykoncepcji to grzech śmiertelny, ale już naturalne planowanie rodziny jest w porządku to ja tego przepraszam ale nie rozumiem. Bo wg mnie skoro uprawiasz seks w takie dni, kiedy wiesz, że nie zajdziesz w ciążę, to stosujesz antykoncepcję. Kropka.

Masy rzeczy nie rozumiem.

Ale wierzę w to, że Bóg powołuje nas do miłości. I do tego, byśmy zawsze i bez względu na wszystko kochali drugiego człowieka. Jeśli to jest za dużo, a czasem jest, to chociaż tego drugiego człowieka szanowali i tolerowali jego decyzje.

Oczywiście jeśli te decyzje nie robią krzywdy komuś innemu.

O, i zakończę autentycznym dialogiem z pewną babeczką (lat 50+)

– no, to teraz mam jeszcze jedną osobę do modlitwy (reakcja na coming out pewnej osoby).

– co, żeby się nawróciła?

– nie, żeby nikt jej nie dokuczał.

I takich przemyśleń życzę nam wszystkim.