Jestem na fajnym etapie jeśli chodzi o angielski, tak sobie myślę. Jasne, zawsze mogłoby być lepiej, zwłaszcza jeśli chodzi o mówienie, bo to nieustannie od lat przysparza mi najwięcej trudności, ale w gruncie rzeczy jestem zadowolona. Mówię w miarę ok, rozumiem też sporo, a wierzcie mi w tej części Anglii, w której mieszkam rozumienie angielskiego to już duże osiągnięcie. Czuję się też ok czytając teksty po angielsku, albo oglądając filmy w tym języku.

To duży komfort. Pamiętam jak kilka lat temu, gdy czytałam książkę po angielsku, albo oglądałam jakiś film bez polskiego lektora czy napisów, to po takiej godzinnej albo dwugodzinnej sesji czułam się autentycznie wyczerpana. Och i jak strasznie wkurzało mnie, gdy czytając coś, większość słów musiałam tłumaczyć w słowniku. Jak to mi strasznie odbierało radość z czytania!

Podobnie zresztą było, gdy zaczęłam pracę w Anglii. Po 8 godzinach czułam się naprawdę zmęczona, a nieustanny ból głowy z czasem zaczęłam traktować jak normę.

Dziękuję Bogu, że ten okres za mną. Oczywiście nieustannie uczę się języka i im dłużej się uczę, tym częściej uświadamiam sobie jak malutko jeszcze wiem, ale te nieszczęsne podstawy na szczęście już za mną.

No i tak sobie pomyślałam, żeby zebrać do kupy te wszystkie źródła, z których lubię albo lubiłam się uczyć i może ktoś z was się nimi zainspiruje.

GRAMA TO NIE DRAMA – ARLENA WITT

Grama to absolutna podstawa podstaw. Już tu kiedyś pisałam, ale powtórzę raz jeszcze – jeśli chcesz ogarnąć podstawy w taki sposób, żeby w końcu zrozumieć konstrukcje czasów i wiedzieć kiedy jakiego użyć, koniecznie zaopatrz się w gramę.

Czerpię niezwykłą radość uczenia się z tej książki właśnie na emigracji, bo masę rzeczy jestem w stanie na bierząco konfrontować i wprowadzać w życie.

 

PREPLY

Preply to serwis oferujący możliwość nauki online z nativem. To super sprawa, jeśli tak jak mnie, nudzą cię kursy językowe, podczas których zdecydowanie za dużo czasu spędza się na gramatyce i robieniu ćwiczeń a mniej na samej rozmowie.

To co osobiście lubię w tego typu serwisach jest fakt, że a) ponosisz niewielki koszt, bo nawet jeśli z jakiegoś powodu nie zechcesz kontynuować nauki z danym tutorem, zawsze możesz zrezygnować. Nie łączą cię z nim żadne półroczne czy roczne kontrakty; b) każdy tutor poza krótkim opisem na swój temat, ma w profilu dołączone video, dzięki któremu możesz wsłuchać się w akcent danej osoby i jej usposobienie i podjąć decyzję czy chcesz jej bądź jemu dać szansę c) lekcje organizujesz pod siebie. Jeśli dysponujesz czasem dopiero po 22, no to ok, na pewno znajdziesz w serwisie kogoś, komu ta godzina również odpowiada no i d) i chyba najważniejsze – nauka jeden na jeden. 100% uwagi poświęcone jest tylko tobie, błędom które TY popełniasz i wątpliwościom, które TY masz.

Ja czasami podczas takich kursów w szkołach językowych łapałam się na tym, że (i wiem, że brzmi to z lekka żałośnie ale cóż, taka jest prawda..) wstydziłam się czasem o coś dopytać, bo nie wiedziałam czy to nie jest zbyt oczywiste pytanie i co pomyślą sobie inni. No, to taki kurs online zabiera trochę ten wstyd i mogę być głupia do bólu.

 

HELLO TALK & INNE

Czyli cała masa aplikacji na telefon. HelloTalk, dla tych którzy nie znają to apka umożliwiająca pisanie (ale nie tylko) z ludźmi na całym świecie. Działa w ten sposób, że przy zakładaniu profilu określasz jakiego języka chcesz się nauczyć i naukę którego języka jesteś w stanie uczyć w zamian.

Później już tylko zagadujesz do swojego matcha i piszecie. Uczulam tylko na jedno – wśród użytkowników jest całe mnóstwo niewyżytych facetów, którzy raczej szukają romansów niż realnie chcą uczyć (się) języka. No i drugie – notorycznie pojawiają się typy, którzy twierdzą iż są naitivami, a gdy przychodzi co do czego, to ostatecznie ty ich uczysz angielskiego.

INSTASTORY

Chyba najbardziej i jednocześnie najmniej oczywiste źródło nauki. Oczywiście nie każdy obserwowany przez nas instagramer prowadzi jednocześnie wylewne instastories, ale bywa że tak jest, czemu tego nie wykorzystać? Na instaseories używamy potocznego języka, a więc oglądając native’ów mamy pewność, że język, którego używają jest raczej powszechny.

Poza tym pomocne okazują się ,ostatnio bardzo praktykowane, napisy dodawane do video dzięki czemu pewnie trochę łatwiej jest ze złapaniem kontekstu.

QUIZLET

Quizlet czyli cyfrowe fliszki. Dostępne w formie aplikacji jak też web-serwisu. Uwielbiam bo jest ładna na zewnątrz i wewnątrz, a poza tym świetnie komplementuje ostatnie źródło nauki, które tu wymienię, a mianowicie:

 

WŁADAJ I GADAJ – ARLENA WITT

Książka do praktycznej nauki języka z masą przydatnych zwrotów, o których zapominamy w codziennych sytuacjach.
Jest tak wiele sposobów powiedzenia jakiejś rzeczy, albo zapytania o coś innego, tych zwrotów jednak mało kiedy uczą w szkole albo na kursach i myślę, że władaj i gadaj zapełnia tę lukę. No co mam wam pisać, jest genialna i tyle.

 

Oczywiście jest też cała masa innych możliwości – filmy, książki, bajki, YouTube, kursy językowe – stacjonarne czy online, różnego rodzaju aplikacje, czy choćby internetowe serwisy zrzeszające ludzi o podobnych zainteresowaniach jak FutureLearn czy Meetup… i tak dalej i tak dalej. Jest tego cała masa i ciut ciut, te powyżej to jednak coś co sama stosuje (albo dość długo stosowałam) i zwyczajnie polecam.

Photo by Kinga Cichewicz on Unsplash