Próbuję sobie przypomnieć jak wyobrażałam sobie ten moment, kiedy przestaję być dwudziestolatką, gdy dwudziestolatką być zaczynałam.

W tamtym czasie robiłam Amwaya, także pewnie jeśli cos sobie wyobrażałam, to że będę trzydziestoletnią businesswoman, kąpiącą się w diamentowym płynie do kąpieli z Artistry. Oh, well.

Trzydzieści lat stuka mi na emigracji. Jestem mężatką, mam najlepszego na świecie męża, fajną pracę. Nie mam mieszkania ani dzieci. Nie mam nawet kota, choć ostatnio coraz częściej sobie wyobrażam, że mogłabym mieć.

Nie wiem czy trzydzieste urodziny zasługują na jakieś szczególne podsumowanie. Może powinnam była spisać dokładnie co osiągnęłam, a czego nie. Może powinnam pierdyknąć jakieś pearls of wisdom, dla potomnych., co by się uczyły na przykładzie matki jak żyć!

O, właśnie – dzieci jeśli kiedyś to czytacie to ja tylko jedno chciałam. Warren Buffett powiedział, że jeśli kupować mieszkanie, to wtedy, gdy jego wartość stanowi 10% twojego portfela. No to taka mądrość od matki na emigracji – zacznijcie już odkładać.

Urodziny. Zawsze tego dnia dostajesz mnóstwo życzeń. Zdrowia i miłości. Bo to najważniejsze! Co sprytniejszy zamiast mówić, zapyta: czego mogę Ci życzyć tego dnia?

Cwaniak cholerny? Pewnie! Sama gadaj czego chcesz, a ja to subtelnie na koniec spuentuję: no, to tego właśnie Ci życzę.

Ja tego dnia życzę sobie nieustającego cieszenia się wszystkim co mnie spotyka. Codziennie staram się pamiętać, że życie tak gwałtownie jak się rozpoczyna, tak się kończy. Chcę doceniać każdą sekundę życia, być wdzięczna i okazywać miłość bliskim i sobie.

Tylko tego sobie życzę.

Cheers!