Kim jestem?
Żaden tekst na blogu nie przysporzył mi takiej trudności, jak pięcio-zdaniowa zakładka ‚o mnie’. Kim jestem?
Tytuły i oznaczenia trochę ułatwiają, prawda? Przychodzą jako oczywista odpowiedź: jestem informatykiem, dyrektorem marketingu, specjalistą od reklamy.

Później, gdy przychodzi ten piękny moment, w którym stajesz się rodzicem, być może na pytanie: kim jesteś? Odpowiesz: mamą Tomeczka i Zuzki.
Pamiętam jak kiedyś w poprzedniej firmie organizowaliśmy rozdania produktów na Twitterze i prawie zawsze do tych konkursów zgłaszały się panie posiadające w opisach takie tytuły jak: mama Jamesa i czwórki kotów albo mama na cały etat. Jedna na pięć z głównym zdjęciem swojej pociechy. Trochę mnie to bawiło.

Emigrując do Anglii przejmowałam się moim przyszłym tytułem. Jasne, z jednej strony moje ambicje przewyższały halę kurczaków w Dudley, a drugiej och jak chciałam móc się pochwalić tym, że na emigracji mam jakiś konkretny tytuł. Że nie siedzę tu jak ten przegraniec.

Dzisiaj sobie myślę, że żal mi tej dziewczyny sprzed dwóch lat, która pozwoliła, by jej tytuł zawodowy definiował to kim jest. Żal mi tej dziewczyny, która tak bardzo chciała zaimponować nieistotnym ludziom z przeszłości, których dziś nie ma obok niej.

Jakie to ma znaczenie?

Zastanawiam się czy nie jest tak, że używamy tych ról, by ukryć prawdziwą odpowiedź? Czy będąc dyrektorem, grafikiem, sprzedawcą wiesz kim jesteś? Czy gdyby te wszystkie ważne zawodowe tytuły zniknęły, w stopce maila i na linkedinie pozostawiając wyłącznie twoje imię i nazwisko, wiedziałabyś kim jesteś?

Ja chyba nie wiem. Błąkam się od jednej odpowiedzi do drugiej i staram się to sobie poukładać.