Jest kilka takich zdań, których autentycznie nie znoszę. Ludziom się wydaje, że wypowiadając je, dzielą się jakąś nieodkrytą jeszcze przez nikogo prawdą, że znaleźli jakiś przepis na życie czy coś. Eeee, nie wiem czy w rzeczywistości tak właśnie jest. Mnie osobiście te zdania… hm no mówiąc krótko wkurwiają. Włos mi się jeży na głowie i przysięgam, że jak jeszcze raz kiedyś ktoś coś podobnego w moim towarzystwie powie to… napiszę na niego na blogu!1 😉 a nie, czekaj, właśnie to zrobiłam.
No nic, wymyślę jakąś inną karę 😛

 

KIEDYŚ RZECZY SIĘ NAPRAWIAŁO, NIE WYRZUCAŁO DO KOSZA

Czyli, och w jak zmarnowanym i zdeprawowanym świecie dziś żyjemy. Rozwód goni kolejny rozwód. Napotykamy przeszkodę i, zbyt leniwi by sobie z nią poradzić, wycofujemy się.
Nie walczymy, stoimy z boku i pozwalamy by los zdecydował za nas.

Fajnie to wszystko brzmi. Tego typu zdaniu jeszcze większego znaczenia nadaje rozmowa z małżeństwem – po 60 latach wspólnej tułaczki – wciąż trzymających się za ręce. Gdzie są te przykłady we spółczesnym świecie?

Ni ma. My dzisiaj nie naprawiamy. Nie mamy czasu, gonimy za tymi karierami, chodzimy na terapie, myślimy o sobie i o dzieciach ewentualnie. Kiedy niby mielibyśmy znaleźć czas na to, by walczyć o małżeństwo.

Nie wiem czy to trzeba tłumaczyć, ale skoro już zaczęłam to może… Nie wszystkie małżeństwa zawarte 40, 50 czy 60 lat temu dziś trzymają się za ręce i się szanują. Nie wszystkie małżeństwa, które wciąż trwają mimo wielu powodów by się rozstać dały pokoleniom piękny wzór do naśladowania. Wiele z tych małżeństw trwa ze sobą nie dlatego, że TAK kocha drugą stronę, a dlatego że jest egoistą, który boi się o swój tyłek, boi się być sam, boi się tego co ludzie powiedzą, boi się że sobie nie poradzi.

Dlatego marnuje życie swojej żonie albo swojemu mężowi.

Jakkolwiek zdeprawowanie to brzmi, wolałabym żeby mój mąż, jeśliby mnie nie kochał, zostawił mnie i pozwolił mi znaleźć szczęście u boku kogoś, kto będzie szalał z radości, że ma taką fajną dziołchę jak ja.

 

INSTAGRAM TO NIE ŻYCIE

Serio, słuchać tego nie mogę. I choć to medium towarzyszy już nam od wielu lat, wciąż co jakiś czas słyszę, że to co się tam dzieje nie jest prawdziwe.

Nie mogę pojąć, że komuś to trzeba tłumaczyć.
Nie, internet to nie życie, filtry to nie życie, flatlaye to nie życie, przepięknie dopieszczone zdjęcia z wojaży to nie życie i nieskazitelne selfie z tego samego profilu to NIE JEST życie. No i już! Miejmy za sobą te długie debaty o tym jak instagram kłamie.

 

ZA MAŁOLATA BAWIŁAM SIĘ W PIASKOWNICY, A NIE GRAŁAM NA TELEFONIE

Bo nie miałaś telefonu. W ogóle totalnie śmieszą mnie te walki pokoleń – nie było internetu i jakoś każdy z każdym chciał utrzymywać kontakt, nie było telefonów i ludzie w autobusach rozmawiali i uśmiechali się do siebie nawzajem. Nie było internetu i tego gejostwa całego nie było.

Cały syf zaczął się od internetu. Aha.

Po pierwsze to nie. Po drugie to jeśli ci tak źle, to przestań używać telefonu czy internetu. Po trzecie to przepraszam, ale te panny co tak się na internet i technologię uskarżają, pierwsze dadzą dziecku tablet do ręki, żeby przez chwilę czymś się zajęło.

Bawiłam się w piaskownicy. Nie dlatego, że z pogardą patrzyłam na technologię, gdy byłam dzieckiem, a dlatego że ta w Polsce raczkowała razem ze mną. Nie jest więc to moja zasługa, że siedziałam w piaskownicy, nie jest to też zasługa moich rodziców, jest to wynik tego co aktualnie działo się w Polsce i jakie narzędzia były dostępne. I tyle w temacie.

 

DZIECI LEPIEJ RODZIĆ WCZEŚNIEJ, BO BĘDĄ MYŚLELI, ŻE JESTEŚ BABCIĄ JAK PÓJDZIESZ NA WYWIADÓWKĘ

Rynce i nogi opadają. Cycki w sumie też, tylko wcześniej 😉
Ja pierdolę jak mnie to wisi i powiewa, że będę babcią na wywiadówce. Co to w ogóle jest za argument? Rozumiałabym, że lepiej wcześniej, bo z czasem człowiek się robi jakiś taki leniwy i już się nie chce do dzieci w nocy wstawać. Albo – lepiej wcześniej bo coraz trudniej z tym zachodzeniem w ciążę. Albo nawet – lepiej wcześniej, bo jaka to piękna sprawa dać dzieciom dziadków w pakiecie. Naprawdę te argumenty mają sens.

Ale argumentu że jakiś obcy człowiek na zebraniu mojego dziecka pomyśli, że jestem jego babcią to ja naprawdę, choć się mocno staram, zrozumieć nie mogię.