Pomyślałam sobie niedawno jak to jest z tym odchodzeniem z pracy i dołączaniem do nowego zespołu. Jeśli odchodzisz z własnej, nieprzymuszonej niczym – poza własną ambicją i chęcią sprawdzenia się gdzieś indziej – woli, pewnie zamykasz ten rozdział z jakąś taką wewnętrzną satysfakcją, co?

W każdej firmie są osoby albo zadania, które nas wkurwiają, a z którymi trzeba mierzyć się właściwie codziennie. We’ve all been there!
Rekrutując nową osobę, być może myślisz sobie wtedy, że teraz ta frajerka będzie musiała pieprzyć się z tym gównem, którego całą sobą nienawidziłaś. Pewnie myślisz sobie, żeś królową życia niejako. Idziesz do lepszej roboty. Za lepszą kasę i bliżej chałupy.

A potem nadchodzi pierwszy dzień w nowej firmie. Cała w skowronkach przebierasz nóżkami, by jak najszybciej zmierzyć się z tym wyjątkowym wyzwaniem twojego życia. Wszyscy gratulują, bo kierownik i to w tak młodym wieku.

– dobra, przekażę tej lasce co i jak, i spierdalam – myśli wesoła blondynka, podając Ci rękę na powitanie. Jakiś czas temu poznałaś ją jako obecnego kierownika działu. – żeby tylko wiedziała w jakie gówno się wpakowała – dodaje w myślach.

Myślę sobie, że to zabawne, że odchodząc z jakiegoś miejsca mamy wrażenie, że wchodzimy na jakiś wyższy poziom i że cała ta banda durniów nie ma pojęcia jakie możliwości rozcierają się poza granicami biura.

Nie, nie myślę że każda praca to większy shit. Wręcz przeciwnie – im jestem starsza i bardziej świadoma tego, z czym sobie radzę a z czym nie, lepiej się w tym wszystkim odnajduję. Już nie jestem siksą po studiach, z pracą jako dyspozytorka w taksówkach w CV. Chodzi tylko o to, że to, z czym my się żegnamy, dla kogoś może stanowić jakiś taki sens. I to super.

Nigdy w życiu nie zapomnę jak bardzo cieszyłam się na pierwszą poważną ofertę pracy – jeszcze w Polsce. Zakładam, że osoba, która ustępowała mi wówczas stanowiska myślała sobie – no, no… to teraz ty będziesz się męczyła z tym, co mnie w tej robocie wkurwiało.

A przecież to, co jego wkurwiało, mnie wcale nie musiało. To, z czym my sobie nie radziliśmy – czy jakimś mozolnym zadaniem, czy irytującą gębą szefa, naszego następce wcale wkurzać nie musi.

Nie wiem, czy to jakieś specjalnie odkrywcze, tak sobie po prostu dziś o tym myślałam i poczułam chęć podzielenia się przemyśleniami. 🙂

Photo by Museums Victoria on Unsplash