Dzisiaj mija 10 lat mojego życia u boku A. Oboje wchodziliśmy w ten związek pełni ideałów, głęboko wierząc że to już na zawsze. Chyba od początku tak czuliśmy. Pamiętam jak A. kilka tygodni po naszej pierwszej randce, dodał mój numer telefonu jako jeden z trzech, do których mógł dzwonić bez limitu. Rozczuliło mnie to wtedy. To więcej niż powiedzieć – chcę z tobą być czy to co jest między nami traktuję naprawdę serio.

Dodać mój numer do grona osób, do których mógł dzwonić bez limitu. TO jest deklaracja! ;D

Tak też zresztą było. Rozmawialiśmy przez telefon non stop. Często nawet, gdy nie było o czym. Parę razy zasnęłam z słuchawką przy uchu. Bywały też okrutne sprzeczki, które skutkowały cichymi godzinami. Czasami dniami.

Była tona wylanych łez. Większość ze śmiechu.

Przemierzam myślami te 10 lat wspólnej wędrówki. Wspominam wszystkie nasze podróże, prawie roczny pobyt w Anglii w ramach jego erasmusa i mojej ogromnej chęci wyrwania się z Polski na chwilę. Aktualna emigracja.

Myślę nad każdym ważnym wydarzeniem w moim życiu i szukam wśród nich takiego, przy którym go obok mnie nie było. Wiecie, że takiego nie ma? No dobra, gdyby myśleć o tych wszystkich latach szkoły średniej to trochę go ominęło, ale w skali całego życia to przecież niewiele.

Dojrzewaliśmy razem. Odkrywaliśmy świat i dusze przed sobą.

Dziesięć lat to cholernie długo jak na związek, no nie? Czasami sobie myślę czy to wszystko się naprawdę dzieje? Czy to życie nie toczy się gdzieś obok, a ja sobie tak stoję i to obserwuję. Bo jak to możliwe, że mam takie dobre życie, takiego fantastycznego męża. Czym sobie na to zasłużyłam?

Nie wiem.

Na wszelki wypadek staram się Boga o to nie pytać, bo może się okazać, że tak jak Eleanor do nieba, dostałam to wszystko przez pomyłkę. Jakiś błąd systemu.

Niech to trwa. Niech nigdy się nie kończy. A jeśli to błąd, to niech go proszę nikt nie odkrywa.

Photo by JD Mason on Unsplash

Słuchając: