Gdybym przestała śledzić media zupełnie i gdybym nie rozmawiała z bliskimi o koronawirusie, to nie wiem czy wiedziałabym, że jest jakiś problem.

Oczywiście Anglia różni się od tej, przed wirusem. Po pierwsze – od grubo ponad miesiąca nie pracuję. Wychodzę z domu tylko wtedy, gdy muszę. No dobra, zdarza się jeszcze, że wychodzimy z mężem na spacer po pracy, ale to sporadycznie i zwykle wtedy gdy wiemy, że na mieście jest mało ludzi.

Zawsze w tych momentach obserwuję innych i nie czuję, żeby działa się tu jakaś panika. W momencie pisania tego tekstu w Anglii jest 190k oficjalnie zdiagnozowanych nosicieli wirusa, pamiętam że gdy Włochy były na etapie kilkunastu czy kilkudziesięciu, dostawałam viralowe ostrzeżenia od zapłakanych emigrantek na temat tego, jak strasznie wygląda ich życie we Włoszech. Wszystko zamknięte. Nic nie można.

Nie zrozum mnie źle, nie piszę tego z ironią. Wyobrażam sobie, że we Włoszech rzeczywiście było ciężko w tamtym momencie. Poza tym to był drugi kraj po Chinach z tak gwałtownie rosnącą liczbą zakażonych. Wszyscy patrzyliśmy na Włochy i nie dowierzaliśmy liczbom.

Po prostu nie mogę nadziwić się tym, jak inaczej jest tutaj. I że mimo znajdowania się na 4 miejscu pod względem zakażonych i na drugim! pod względem śmiertelności, nie widzę w Anglii paniki.

Generalnie ludzie stosują się do zaleceń. Przynajmniej oceniając tych ludzi, których widzę na mieście jak już wynurzę się z nory. Mamy wyznaczone trasy poruszania w sklepach. Są też ochroniarze, którzy wpuszczają określną ilość do środka. Raczej przestrzega się też, by zachowywać dystans. I tyle. No dobra – ludzie w większości kupują online, co zrozumiałe, przez co gdy jakoś pod koniec marca chciałam zrobić cotygodniowe zakupy spożywcze w Asdzie, nie było wolnych terminów na 3 tygodnie do przodu.

Tak czy owak, ciekawe czasy nastały. Nigdy bym nie przypuszczała, że z wirusem będę się mierzyć na emigracji. Że w ogóle coś takiego będzie miało miejsce!

Teraz trudno mi wyobrazić sobie rzeczywistość bez wirusa. Jak to będzie jeździć pociągami, chodzić do pubów, czy galerii i nie bać się, gdy obok ktoś kichnie…?