Szumi mi w głowie to pytanie. Pytanie zadane przez zakonnicę, która chwilę wcześniej dowiaduje się, że pewien znany jej ksiądz gwałcił przed laty dziecko.
Pytanie zadane przez ofiarę tego człowieka.

Nie mogę przestać o tym myśleć. W ogóle o filmie Zabawa w Chowanego nie mogę przestać myśleć, ale ten konkretny fragment ugrzązł w mojej głowie nadzwyczaj mocno.

Czemu ów zakonnica nie powiedziała najpierw: o Boże dziecko, tak mi przykro. Tak mi strasznie przykro. Czy mogę Ci jakoś pomóc? Czemu nie powiedziała, że gdyby mogła, cofnęłaby czas. I że się będzie za niego modlić.

Nie zmieniłaby tym przeszłości. Mleko się już rozlało. Chłopak, po 20 latach, też pewnie na swój sposób poradził sobie z tą okropną tragedią, która ciągnęła się w jego życiu latami. A może sobie nie poradził, tego nie wiemy.

Niemniej jednak to tak bardzo pokazuje dlaczego ofiary milczą. Jeśli zakonnica, zamiast przytulić i zapewnić o wsparciu, mówi: co chcesz? To jak można chcieć mówić cokolwiek?

Zawsze się zastanawiałam jak to jest możliwe, że te wszystkie ofiary pedofilii zakopują w sobie tę tajemnicę i trzymają przez lata nikomu nie mówiąc? Nawet wówczas, gdy oprawca jest już daleko. A może właśnie z powodu tych niewłaściwych pytań, które otrzymują zaraz po wyrzyganiu prawdy?

Nie chcę koncentrować winy na czymkolwiek innym niż oprawcy. Oczywiście, że 100% winy ponosi ksiądz. Oprawca. Zawsze.

Chcę tylko zwrócić uwagę jak ważne jest to, co dzieje się później. Bo pytanie “no i co chcesz?” to pytanie pełne pretensji. Jak śmiałeś do mnie przyjść i zawracać mi dupę swoimi problemami?

A przecież najczęściej ta osoba nie chce nic poza tym, żeby zrzucić z siebie ciężar. Czy przyjęcie go na swoje barki to naprawdę tak dużo?

Photo by Joshua Eckstein on Unsplash