Rok przed naszą emigracją do Anglii, świat obiegła informacja o brexicie. Pamiętam to dokładnie – 2016 rok, byliśmy wtedy z mężem w podróży poślubnej na Teneryfie i totalnie nie w głowie były nam te sprawy.

Wtedy jeszcze nie zakładaliśmy emigracji.

Nie ma co jechać, bo BREXIT

Niecały rok po tym wydarzeniu, gdy podzieliliśmy się informacją o naszym planie emigracyjnym z rodziną i znajomymi, kilka razy usłyszeliśmy, że to chyba nie jest najlepszy moment. W końcu Brexit.

Rozumiałam te wątpliwości. Ba! Sama miałam ich mnóstwo. Niemniej, co okazało się z perspektywy czasu? Jest 2020 rok, aktualnie pracuję już w drugim miejscu od przyjazdu do Anglii, w międzyczasie rozpętała się epidemia koronawirusa, a Brexit wciąż nie może się sfinalizować.

Nie wiem co przyniesie jutro, może wcale nie będzie tak kolorowo w moim życiu, prawda jest jednak taka, że dopóki tego nie wiemy, nie ma co rozkminiać i czarno wróżyć. Im dłużej będziesz odsuwała swoje plany – właśnie ze względu na tego typu czynniki, tym większe prawdopodobieństwo, że tych planów nigdy nie zrealizujesz.

Funt szterling nie daje rady

Inną rzeczą, którą wielokrotnie z mężem słyszeliśmy to słabnąca wartość funta. Rzeczywiście, na przestrzeni tych trzech lat funt rósł i spadał. Od momentu naszego przyjazdu (kwiecień 2017) do września tego samego roku, konsekwentnie spadał (do 4.5zł). Później wzrósł, a w połowie ubiegłego roku wynosił ok 4.7zł. Później podskoczył do 5.20 a aktualnie – 4.95 zł.

Oczywiście, że jeszcze wiele razy spadnie i wzrośnie. I luz, tak to już bywa na tym świecie. Nie ma co się na tym fokusować. Poza tym, jeśli myślisz o emigracji wyłącznie w perspektywie zarobku, to dopóty dopóki funt jest mocniejszy od złotówki, wciąż się opłaca.

Nie ma pracy

Anglia już nie zatrudnia. 😉 Bo raz – jest za dużo ludzi, a za mało pracy i dwa – Brexit. (No i aktualnie koronawirus). Brexit w niczym nie przeszkadza, dopóki masz wyrobiony settlement status. A w przypadku tego pierwszego – zatrudnia, zatrudnia. Don’t you worry! A jeśli już się tym martwisz, to zawsze możesz zacząć szukać pracy będąc w Polsce, np przez Skype. Wtedy będziesz wiedziała czy Anglia zatrudnia ludzi o twoim wykształceniu i doświadczeniu.

Anglia to Londyn

Nie wiem czemu, ale w Polsce trochę się myśli, że cala Anglia funkcjonuje jak Londyn. I pod kątem zarobków i wydatków. I stylu życia. I tego jacy są ludzie. I w ogóle wszystkiego. NON stop, gdy ktoś mnie pyta jak jest w Anglii, to: No i jak ci w tym Londynie? Dżez! No więc nie – Anglia to nie Londyn.

Muszę mówić płynnie

To nie prawda, że musisz mówić płynnie, żeby dostać dobrą pracę. Jasne, fantastyczna znajomość języka zawsze pomaga. Nie chcę nawet myśleć ile firm skasowało moją aplikację, gdy w odpowiedzi na ichsze How long have you been living here?, odpowiadałam I will stay here foriever!!
Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że to było 3 lata temu i totalnie nie rozumiałam akcentu tych ludzi.

Fakt faktem jest, że ani ja ani mój mąż nie mówiliśmy i wciąż nie mówimy płynnie po angielsku. Znamy też innych wariatów, którzy mówią poprawnie, ale nie płynnie i też dobrze sobie zawodowo radzą. Nie wpuszczaj więc informacji do bani, że skoro masz poziom b2, to nikt cie tu nie zatrudni.

Wyzysk!

No i ostatni mit, który z jakiegoś powodu jest powielany – wyzysk emigrantów. Istnieje jakieś takie przeświadczenie wśród Polaków, że emigranci pracują ciężej i zarabiają mniej od Brytyjczyków. Prawdą jest, że tak bywa w niektórych firmach. Zwłaszcza, że wielu emigrantów nie orientuje się w stawkach. Ja sama od rekrutera kiedyś usłyszałam, że jak na moje doświadczenie, zarabiam za mało. Z tym, że pragnę zauważyć – to było dokładnie tyle, o ile poprosiłam.

Jeśli nie orientujesz się w stawkach, pracodawca zapłaci tyle o ile poprosisz. Albo mniej, jeśli zobaczy że nie znasz swojej wartości. To jest dokładnie tak samo jak w Polsce. Niemniej, jeśli rozumiesz rynek i wiesz ile twoja praca jest warta, otwarcie rozmawiaj o tym z pracodawcą. Nikt nie będzie Cię wyzyskiwał.


Update 31.05.2020

Jeszcze jeden mit mi się przypomniał

Emigracja to językowy boost

Jak mówię ludziom, że od przyjazdu do Anglii w 2017 roku, używam wyłącznie angielskiego w pracy, to spotykam się z reakcją – kurcze, to musisz świetnie mówić po angielsku. Pamiętam, że gdy pierwszy raz usłyszałam coś takiego (a było to mniej więcej w pierwszą rocznicę mojego pobytu w UK) poczułam się strasznie głupio. Bo wcale nie mówiłam świetnie. A wręcz w tamtym konkretnym momencie mój poziom angielskiego oceniłabym naprawdę słabo.

Pomyślałam więc, że może jest coś ze mną nie tak, skoro po roku pracy w Anglii mam takie efekty.

No więc teraz – z perspektywy czasu – mówię: nie, to nie tak że pracując z angielskojęzycznym zespołem, magicznie zaczniesz mówić po angielsku. Po pierwsze – dużo zależy od tegoż zespołu: czy ze sobą rozmawiacie, czy spotykacie się po pracy, czy macie jakieś wspólne zainteresowania. A może w miejscu, w którym pracujesz nie musisz jakoś specjalnie często rozmawiać.

Równie ważne jest twoje podejście – czy sama przejmujesz inicjatywę i rozmawiasz z innymi. Czy nie wstydzisz się tego, że popełniasz błędy.

No i wreszcie – nie każdy z nas tak samo przyswaja nowy język. Są osoby, które opanowują go w mig, są tacy, którzy po wielu latach życia za granicą wciąż sobie nie radzą. I jeśli bliżej ci do tej drugiej grupy, to nie czuj się głupio. Just take your time… you’ll get there!

Z jakimi ty mitami na temat życia w Anglii się spotkałaś?


Sprawdź też:

  1. Emigracja – co jeśli sobie z nią nie poradzę? – Link
  2. Moje ulubione sposoby nauki angielskiego – Link
  3. Nie mówi po angielsku – głupi? – Link
  4. Nie radzisz sobie na emigracji? Nie jesteś sama, ale to minie – Link