Mnóstwo zaskoczeń tego maja. Po pierwsze – gdy pisałam o fajnych rzeczach z kwietnia, wspomniałam od dwóch narzędziach, które odkryłam i z których zaczęłam korzystać – aplikacja workout for woman i Rosetta Stone.

Z tym drugim to nie do końca tak, że odkryłam, bo mały romans z Rosi mieliśmy już z 5 lat temu. Teraz do siebie wróciliśmy. Czy to będzie szaleńcze zauroczenie czy happy ever after, nie wiem. Niewątpliwie jednak – i to miałam na myśli mówiąc o zaskoczeniach na początku – właśnie mija miesiąc codziennej nauki z Rosetta Stone (i miesiąc ćwiczeń z apką!!!!) Nie opuściłam ani jednego dnia (to odnośnie Rosi, bo jeśli chodzi o ćwiczenia, to opuszczam soboty i niedziele. Zamierzenie). Szok!

No więc jeśli chodzi o Rosette to znawca ze mnie co prawda żaden, ale opinię po miesiącu mam już wyrobioną, więc się podzielę: Czy moim zdaniem warto korzystać z Rosetty Stone?

Warto. Ale mam kilka zastrzeżeń.

Dobra, zacznijmy najpierw od ceny – są różne pakiety. Na oficjalnej stronie najtańszy (jeden język i min 3 miesiące) kosztuje 49 funtów. Uważam, że cena jest bardzo atrakcyjna, dla porównania podczas zajęć z lektorem na preply.com płaciłam 14 za godzinę. I ja totalnie rozumiem, że rozmawiać z kimś, a uczyć się z apki to jak porównać posiadanie psa i do oglądania ich na insta, niemniej jednak porównując wyłącznie kwoty, to koszt Rosetty jest żaden.

A jednocześnie jest to narzędzie kompletne i wierzę, że ktoś zdyscyplinowany używając tylko tego narzędzia, będzie w stanie język ogarnąć.

Druga rzecz, która mnie bardzo motywuje to sposób uczenia. Ja jestem takim typem człowieka, że jeśli zostanę zbombardowana nową wiedzą, to się w sobie zamknę, obrażę i po pół roku na samo wspomnienie tej rzeczy, będę wybuchała płaczem. Do mnie trzeba jak do dziecka. Małymi kroczkami, a nie napierdalaniem czasami i miliardem zasad, od których właściwie zawsze są wyjątki.

No więc Rosetta wygląda trochę jak taka elektroniczna książeczka dla dzieci, gdzie nawet jeśli nie znasz słów, w 9 na 10 przypadkach odpowiesz dobrze. Bo widzisz obrazek gościa, który ma na głowie za duże sombrero i masz przypasować z dostępnych tekstów czy esta sombrero es demasiado grande czy może esta camiseta es demasiado pequena. I jakoś tak zwykle wiesz co powinno być. (Bo znasz conajmniej jedno słowo które pasuje do obrazka).

Drażni mnie na pewno to, jak często (zwłaszcza na telefonie) aplikacja nie wykrywa głosu. Może to być wina telefonu, nie wiem. Fakt faktem jest to strasznie irytujące. Trochę też nie rozumiem, czemu nie można tworzyć profili (tak, żeby np. Dwie osoby mogły się pouczyć). No i wkurzają mnie czasem powolne animacje. Zanim załaduje się jedna strona to możesz 15 brzuszków zrobić.

No ale poza tym chyba nie mam zastrzeżeń. Ja rosette kupiłam na grouponie za jakieś 29 funtów. Jeszcze przez dwa miesiące mogę sobie używać, a potem zobaczymy. Strasznie nas kupiło kupno nielimitowanego dostępu na wszystkie języki, ale później sobie pomyśleliśmy, że te 3 miesiące z jednym językiem mogą być dobrym sprawdzianem tego, jak bardzo oboje z mężem chcemy się uczyć. No i trochę się przekonaliśmy jak szybciutko minęła motywacja. Po miesiącu coraz trudniej przychodzi mi przysiadanie do nauki i coraz częściej słyszę w głowie głosy – i po grom ty się tego uczyć będziesz. I tak ci się nie przyda.

No nie wiem nie wiem. Pożyjemy, zobaczymy.