Niedziela ma to do siebie, że jest jakaś taka inna od reszty tygodnia. Jest to perspektywa dnia wolnego, świątecznego, ale również dnia poprzedzającego powrót do obowiązków.

Może dla, niektórych to dzień obowiązków. Ja od dobrych kilku lat traktuję niedzielę jak moment zatrzymania się na chwilę. Z kubkiem w dłoni, kawałkiem czegoś pysznego na talerzyku. Dzień spędzony z osobami najbliższymi.

Na dany czas z moim zwariowanym partnerem R. (Lubię tak o nim myśleć, PARTNER). Bo na tym chcę budować swoje najbliższe relacje – na partnerstwie. Na byciu, słuchaniu, wyrażaniu siebie, szanowaniu tego jaka jest ta druga osoba. Czy jest łatwo?? Jasne, że nie. Dużo w nas egoizmu. Dużo oczekiwań, emocji, zranień.

Dzisiejsza niedziela jest niedzielą samotnego spędzania czasu. Miało być trochę inaczej ale cóż, życie pisze swoje scenariusze. Tak więc siedzę tutaj i klikam w klawiaturę, klikam do Was. W tle leci dwugodzinny cykl muzyki celtyckiej (uwielbiam ten klimat, czuję jakby ta muzyka była częścią mnie).

Czy próbowaliście wrócić wspomnieniami do waszych niedziel, kiedy byliście dziećmi. Jak ten dzień przebiegał? Co było taką niepisaną tradycją w waszym domu rodzinnym. Mi ten dzień od razu kojarzy się z rosołem, schabowym lub pieczonym kurczakiem. Ze wspólnie zjedzonym obiadem, bo w tygodniu bywało różnie. Z mszą świętą i najfajniejszymi dobranockami.

Uświadamiam sobie, że moje dzieciństwo jest takim zaginionym światem, zakopanym gdzieś daleko w podświadomości. Ja w sobie mam zakopane dziecko, które pod wieloma maskami próbowało się chować by świat je akceptował, przyjmował. Dziecko, którego często sama nie umiem kochać i akceptować. Dzisiaj pracuję nad tym by pozwolić sobie na całą paletę barw tego co we mnie, pozwolić na smutek, melancholię, na łzę, na uśmiech, na ciszę. By móc to powiedzieć głośno. By mój partner mógł zrozumieć mnie.

Zaginiony ogród

Zabawne jest, jak jeszcze wiele w tym lęku przed odrzuceniem, przed samotnością. Z każdym dniem odkrywam ten swój zaginiony świat dziecka… bo świat dziecka jest pełen emocji, pełen pomysłów, otwartości, chęci poznawania otoczenia. Świat ten przez różne czynniki zewnętrzne często zostaje przekształcany, blokowany. Zajrzeć w głąb siebie to dostrzec to małe dziecko, które w nas jest. Odszukać zaginiony ogród. To jak wpaść do Krainy Czarów, jak Alicja.

Photo by Jonathan Borba on Unsplash

Przypomniał mi się teraz obraz śniadania u babci Gieni 🙂 Jajecznica na szczypiorku, pieczywo, herbata w szklance z koszyczkiem. Ta radość gdy, zostało nam to zaserwowane na stole 🙂
Albo te pyszne kanapki w domu z masłem orzechowym. Rodzice krzątający się od rana by nam to śniadanie przygotować. Byśmy mieli energię w szkole.

Smak tych kanapek, jajecznicy teraz nie jest już taki jak kiedyś. Teraz jest wiele rzeczy, które rozpraszają nas i nie umiemy skupić się na smaku, na tej chwili, na przyjemności jedzenia. Bo czytamy maila, wiadomości, myślimy już o tym co nas czeka w ciągu dnia. Zamiast być tu i teraz tkwimy w zupełnie innej przestrzeni.

Tak samo jest z naszym wnętrzem, zamiast przyjmować to co dzieje się w nas często albo od tego uciekamy, odkładamy na później, wypieramy. Gubimy się, by pozornie trwać.

Tak przy niedzieli, życzę wam by te zaginione światy się odnalazły, ja staram się dokopać do swojego. 🙂

Photo by Jazmin Quaynor on Unsplash