Wiem, że się powtarzam, bo już wielokrotnie na blogu pisałam, że nie mogę pojąć jak pioruńsko szybko zapierdziela czas. Ledwo niedawno zmieniałam pracę, a okazuje się, że od tego niedawno minie za chwilę 9 miesięcy.

W maju zleciał kolejny rok naszego życia na emigracji. Trzeci do kolekcji. Przejrzałam tekst, który napisałam dwa lata temu, wtedy kiedy podsumowywałam rok życia w Wielkiej Brytanii i och jak ja to wszystko doskonale pamiętam. I to szczęście, że dostałam cudowną pracę. I potem adrenalinę przy rozkręcaniu firmy ze znajomą (swoją drogą zapraszam na zakupy na londoncopyright.com / albo jeśli mieszkacie w Polsce to na makeup.pl). Baaardzo polecam, produkty są bardzo dobre i w dodatku ślicznie zaprojektowane. Może któregoś dnia napiszę ciut więcej na temat tej niezwykłej przygody!


Strasznie dużo wydarzyło się w pierwszym roku naszego pobytu. Poza kwestiami zawodowymi, dochodziły trudności z zaklimatyzowaniem się, ogromna tęsknota za Polską, poczucie odizolowania i brak znajomych. Pamiętam, że spotykaliśmy się ze znajomymi męża, a ja wciąż na tych spotkaniach czułam się nieswojo. Przez wiele miesięcy miałam olbrzymią blokadę, by swobodnie mówić po angielsku. Nie potrafiłam.

Dziś wiem, że mimo naprawdę fantastycznych rzeczy, które w tamtym czasie się działy się w naszym życiu, ja wciąż byłam w Polsce.

Jak wygląda życie po trzech latach na emigracji?

Oj, zdecydowanie jest luźniej. Po pierwsze dlatego, że już tak nie tęsknię za krajem. Nauczyłam się myśleć o Anglii jak o moim domu, a nie tymczasie. Oczywiście mówiąc dom mam na myśli to, że tu żyję, to jest miejsce, w którym robię zakupy, poznaję ludzi, chodzę do pracy, jeżdzę na wycieczki. To, co się dzieje w moim życiu aktualnie to nie jest jakiś epizod, przerwa między aktami – jak lubię mówić. To jest ważne. To jest moje życie, nie poczekalnia.

Aktualnie pracuję w drugim (albo trzecim) miejscu od przyjazdu – zależy jak spojrzeć. Zajmuję się eccomercem i jara mnie ta zmiana bardzo (wcześniej dość długo pracowałam w marketingu).

W trzecim roku naszego pobytu, rozpętało się cholerstwo zwane inaczej koronawirusem, co dość mocno pokrzyżowało kilka naszych planów wyjazdowych w tym roku. I oczywiście nie tylko to, choć oboje z mężem mamy to szczęście, że wirus nie wpłynął jakoś specjalnie na nasze życie zawodowe.

A poza tym to niewiele aktualnie się dzieje. Oboje z mężem pracujemy z domu od miesięcy. W czasie wolnym uczę się hiszpańskiego, ćwiczę (!) – dobra to tylko 10 minut dziennie, ale zawsze coś, nie? I aktualnie wróciłam do bodykey (z nadzieją, że zrzucę dzięki nim z dwa kilo chociaż).

Więc ten trzeci rok pod wieloma względami jest dziwny, pod wieloma też magiczny (myślę, że na długo go zapamiętamy). Rok spokojny. I rok szalenie stresujący. Rok powolny i zapracowany.

Ot taki rok kontrastów. A jak jest u was?