Długo myślałam nad tym tekstem. Zastanawiałam się czy jest coś, co mogłam przewidzieć będąc jeszcze w Polsce, dzięki czemu nieco lepiej przygotowałabym się do emigracji. Z technicznego punktu widzenia niewiele jest takich rzeczy. Wszystkie dokumenty z łatwością jesteś w stanie wyrobić na miejscu. Konto w banku, internet, abonament na telefon – to wszystko niewiele różni się od polskich realiów. A nawet jeśli – to na korzyść dla Anglii. Jest jeszcze NIN i settlement status, ale znowu – to wszystko załatwisz na miejscu, nie trzeba się do tego przygotowywać jeszcze w Polsce.

Myśląc nad tym tekstem, uświadomiłam sobie, że to co przed wyjazdem chciałabym wiedzieć niemal w całości skupia się na emocjach. Chciałabym bowiem wiedzieć…

… że nie ma sensu za długo emigracji rozkminiać.

Myślenie budzi wątpliwości i jeśli nie jesteś w 100% pewna tej decyzji, może się zdarzyć, że projekt emigracja zabijesz w zarodku.
Nie musisz więc być w 100% pewna, że emigracja to dobra decyzja. Ostatecznie zadaj sobie pytanie – co najgorszego może się stać? I jeśli ten najgorszy scenariusz Cię nie przeraża, to emigruj. Życie w Anglii jest naprawdę fajne i łatwe. Nawet jeśli masz braki w języku. 😉

… że emigracja to pewien etap.

I że za kilkanaście lat będę to wspominać ze łzą wzruszenia. I może też za tym czasem będę tęsknić. Myślę więc, że niezależnie od tego, jak trudne były moje początki na wyspie i jak bardzo emocjonalnie sobie tu nie radziłam, to mogłam to wszystko traktować w kategoriach przygody i się tym cieszyć. Co aktualnie z radością czynię 😉

… że nie ma czego się bać. I że zawsze na początku jest trudno.

Zwłaszcza gdy pierwszy raz wracasz do Polski na święta, a potem ze wszystkimi się żegnasz i nie wiesz, kiedy znowu ich zobaczysz. Może za pół roku, może za rok. Wtedy wydaje się to wiecznością.
Będzie trudno. Po prostu przyjmij to za fakt. Ale też uwierz mi, że to minie. Zawsze mija.

… że to jaką mam pracę mnie nie definiuje.

Pisałam tu wielokrotnie o moich emigracyjnych oczekiwaniach zawodowych. Wrzuciłam sobie do bani, że drugi raz nie będę w Anglii pracowała w kurczakach. Chciałam czegoś lepszego. Myśl o pracy na hali strasznie mnie paraliżowała. Traktowałabym to jak porażkę.

Nie wiem, może to dobrze. Może gdyby nie te myśli, nie byłabym w tym miejscu w którym jestem – a tak się składa, że lubię obecną pracę, lubiłam poprzednią. Może, gdyby nie ta presja, w tym momencie nie czułabym się zawodowo spełniona?
I może teraz nie uważałabym, że to jaką pracę wykonujesz na emigracji cię nie definiuje.

Nie zrozum mnie źle – jeśli jest to praca, która w jakiś sposób cię unieszczęśliwia, odejdź. Nie męcz się – w końcu to aż 8 godzin twojego życia. Szkoda byłoby je tracić. Ale nie czuj się też gorsza przez to, że pracujesz w miejscu, którym średnio idzie się chwalić koleżankom. Srał to pies co one tam sobie myślą.

… że jeśli chcesz mieć super pracę, musisz znać angielski.

Taka trochę brutalna prawda. Jeśli chcesz pracować na jakimkolwiek stanowisku biurowym, musisz znać angielski. Nie, nie musisz mówić płynnie. Musisz natomiast mówić zrozumiale i ogarniać to, co mówią do Ciebie Anglicy.
W Manchesterze i okolicy akcent jest naprawdę bardzo trudny. Gdy tu przyjechałam, mniej martwiłam się tym, jak coś powiedzieć po angielsku, a bardziej tym, czy zrozumiem o co chodzi mojemu rozmówcy. Jeśli chcesz pracować z Anglikami, musisz się z nimi dogadywać.
Jeśli więc rozważasz emigrację za jakiś czas, przyłóż się do angielskiego. Ja już kiedyś pisałam o moich sprawdzonych sposobach uczenia się angielskiego, ale powtórzę – kup Gramę i Władka. A jeśli chcesz podszlifować się z rozumienia, to polecam kilka godzin z native. Na Preply na pewno kogoś znajdziesz.

No, to by było tyle. Jeśli jesteś emigrantką, podziel się w komentarzu tym, co sama chciałabyś przed przeprowadzką wiedzieć…