Do sierpnia tego roku na blogu pojawi(ło) się 45 tekstów. To bardzo dużo literek. Więcej niż w całym ubiegłym.

Jak to się stało, że nagle wróciłam do pisania. I to nie tak jak zwykle, że napiszę dwa teksty na krzyż i podziękowali. Tym razem w każdym miesiącu pojawiło się przynajmniej 5 tekstów. To jest już regularność.

Jest jedna rzecz, którą robię inaczej niż w latach ubiegłych i wygląda na to, że ta właśnie zmiana, to w moim przypadku dobra zmiana!

PLANUJĘ

Photo by Carolyn V on Unsplash

Błędem, który popełniałam bardzo długo było natychmiastowe publikowanie tekstów. Mam wenę – piszę – wypluwam na bloga. Nie mam weny – nie piszę, blog świeci pustkami.

Wciąż są momenty, kiedy mam albo nie mam weny. Z tą tylko różnicą, że na dwa miesiące do przodu mam poplanowane teksty. Ten piszę 12 czerwca. Prawdopodobnie na blogu zawita jakoś w sierpniu.

No więc planowanie sprawiło, że łatwiej mi się piszę. Nie mam na sobie presji, że na blogu od dwóch tygodni nic się nie pojawiło. Nie wyrzucam sobie, że przez tydzień albo dwa nic nie napisałam. Wciąż bywają dni, kiedy siadam do komputera i właściwie ciągiem wyrzucam z siebie treści na trzy różne teksty.

To bardzo dużo wyrzucania!

WYKORZYSTUJĘ

Każdy z nas ma dołki i górki, niezależnie czy jest to związane z pracą, czy z hobby czy jakimiś dodatkowymi projektami, których się podejmujemy. Myślę, że to całkiem normalne. Gdy więc czuję nagły przypływ inspiracji i jakiejś takiej lekkości pisania, to to wykorzystuję.

Bo znam siebie i wiem, że moment, w którym samo odpalenie notatnika sprawi mi fizyczny ból, w końcu nadejdzie.

LUZUJĘ

Photo by Rich Smith on Unsplash

O tym pisałam już w tekście o sześciu latach blogowania – nie rozkminiam treści, które tu wrzucam. Piszę to, co gra mi w duszy. Jeśli jest to gra Identity, to o niej piszę, jeśli wkurwił mnie Amazon, to piszę o amazonie. Jeśli chcę coś podsumować to to robię.

Ja wiem, że brzmi to egoistycznie, ale przestałam pisać tego bloga dla kogoś. I ten luz daje mi ogromny zastrzyk twórczej energii.

Jest jeszcze milion innych czynników wpływających na to, czy chce albo nie chce mi się pisać. Jak choćby okres, albo kłótnia z kimś, albo dużo stresu w robocie. Te trzy rzeczy, które wypisałam powyżej to coś, czego do tej pory nie robiłam i właśnie dlatego przypisuję im największą sprawczość.

Photo by SHOP SLO® on Unsplash