W pokoju panuje ciemność. Leżę na świeżo zaścielonym łóżku i patrzę w sufit. Cienie układają się na nim tak, że gdybym bardzo się skupiła, na pewno zobaczyłabym tam jakieś postacie. Jak w królu lwie.

Ale nie myślę o królu lwie. Zastanawiam się jak to jest być zakochaną. Jak smakuje pocałunek. Jak wyglądam w dniu ślubu oraz jak mój ukochany walczy z bandziorami, którzy mnie obrazili.

Wszystko wtedy wydaje mi się takie odległe, nierealne. Moje obrazy zakłóca dobiegająca z kuchni za ścianą rozmowa siostry z mamą. Zasypiam.

***

Gdy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze, od razu wiedziałam, że to jest to. Widziałam siebie przemierzającą z tatą pod rękę w tej sukni. I uśmiech tego na końcu drogi.

Wiele razy odtwarzałam sobie w głowie ten obraz. Jak to będzie iść do ołtarza, wiedząc że za kilka chwil wszystko się zmieni, zacznie się nowa historia?

***

Stoję w oknie małego, ciepło urządzonego pokoiku. W kącie znajduje się mięciutki fotel, niedbale zasłany kocem. Za nim duża lampa podłogowa. W środku panuje półmrok. Jedyne światło, które do niego dociera pochodzi z podwórka.

Słyszę delikatne mlaskanie dobiegające z łóżeczka.

***

Panuje przyjemny chłód. To ten rodzaj chłodu, na który jesienią zawsze czekam, a wiosną błagam, by trwał. Stoję na balkonie naszego mieszkania. W ręku trzymam kieliszek napełniony Martini Asti. Dołącza do mnie mąż. Obejmuje ramieniem.

Zrobiliśmy to. Mówi.
Zrobiliśmy to. Odpowiadam.