Od pół godziny tępo wpatrujesz się w niebo widoczne przez szczelinę między zasłoną a firanką w twojej sypialni. Gdyby ktoś nagle zapytał cię o czym w tej chwili myślisz, to byś nie pamietała. Bo myślisz o wszystkim. O praniu, które miałaś wstawić godzinę temu, ale teraz to już za późno. O jakichś pierdołach z pracy, o rozmowie telefonicznej z siostrą. No o wszystkim, no.

I jeszcze o tym, że fajnie byłoby wyemigrować. Zrealizować to marzenie sprzed pięciu lat w końcu. Odważyć się. Dać się ponieść chwili. Przestać rozkminiać.

Photo by Connor James on Unsplash

Tylko z jakiegoś powodu mija kolejny rok tego oczekiwania i nie za bardzo coś się zmienia, nie?

Najpierw wyprostujmy dwie kwestie – tak, są ludzie którzy emigrują (albo planują) bo to ich marzenie, a nie konieczność. Wiem, niezbyt popularna motywacja, ale istnieje. Dwa – oczywiście ja wiem, że najczęstszym powodem, dla którego ludzie nie emigrują jest brak takiego planu. I to nie o nich.

Ja dziś chcę pogadać o tych, co jak w piosence Formacji Nieżywych Schabuff – chcieliby, ale by drżeli… 😉

Czemu tak jest, że decyzję o emigracji niektórzy z nas odkładają tak długo, że w końcu – biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw – to trochę nie bardzo się już opłaca?

MOMENT NIE TEN

Chyba najczęstszym powodem, z którym się spotkałam to właśnie problem z momentem. Albo w życiu niedoszłego emigranta – bo ślub, dziecko w drodze, szef obiecał podwyżkę, albo generalnie czasy nie sprzyjają. Ot choćby teraz: najpierw zadyma wokół brexitu, teraz korona wirus. Kto normalny by emigrował?

Photo by Kinga Cichewicz on Unsplash

Każdy oczywiście musi ten dylemat rozstrzygnąć samodzielnie, ALE od kiedy pojawił się temat brexitu minęło już ponad 4 lata i naprawdę to nie jest tak, że jest jakoś specjalnie przez to trudno z pracą. Wykorzystując tę wiedzę, czy nie lepiej założyć, że podobnie może być w przypadku pandemii?

Ja wiem, że to trochę co innego i może za dużo aktualnie się dzieje wokół tematu, ale z drugiej strony może to jest właśnie najlepszy czas na emigrowanie. Choćby ze względu na pracę – firmy bardziej niż kiedykolwiek są otwarte na pracę zdalną czy rekrutację online. Czyli coś, co można by było załatwić z kanapy ze swojego salonu. Nie szukaj wymówek i jeśli chcesz wyjechać do innego kraju, po prostu to zrób, bo serio – lepszy moment może się nigdy nie trafić.

ZE STRACHU PRZED PORAŻKĄ

I ja totalnie rozumiem ten argument i nawet się nie mądrzę, bo sama wielu rzeczy ze strachu nigdy nie zrobiłam. I wiem jak strach może być paraliżujący i jak trudno jest myśleć wówczas racjonalnie.

Tylko jedno dosłownie – co najgorszego mogłoby się stać? Jeśli ten najgorszy scenariusz jakoś specjalnie cię nie przeraża (albo jest chociaż do zaakceptowania), to może warto ten raz zacisnąć poślady i spróbować. Najwyżej wyjdzie głupio. I co z tego?

Poza tym, gdyby tak przez chwilę pomyśleć nad tym, czym strach przed porażką w istocie jest, to to nic innego jak strach przed tym, co ludzie powiedzą. Bo gdyby tak na chwilę usunąć wszystkich ludzi, którzy mogliby mieć coś do powiedzenia w temacie twoich sukcesów i porażek, to czy ten strach wciąż byłby tak duży? Pewnie nie.

A uwierz mi, za 5 lat od teraz bardziej będziesz żałowała, że nie zrobiłaś danej rzeczy, niż tego że ktoś krzywo popatrzył na twoją porażkę.

BRAK FINANSÓW NA START

Dobrze jest być zaopatrzonym finansowo na kilka miesięcy do przodu – na czynsz, depozyt i jedzenie. Brak kasy to powód, z którym trudno dyskutować. Ale istnieją sposoby. Jeśli nie pożyczka u rodziny, to może kilka trochę chudszych miesięcy w Polsce. Da się to obejść, wierzę w to.

PROBLEM Z JĘZYKIEM

Znam. Rozumiem. Też tam byłam. Gdy przyjechałam do Anglii mój angielski był na poziomie B1/B2. B2 na papierze, B1 w mowie. Czyli generalnie średnio na jeża.

Wiem, że każdy ma swoją historię i zna swoje ograniczenia, więc nie będę mówić, że skoro ja sobie poradziłam, to ty też, bo zdaję sobie sprawę, że różne specjalizacje rządzą się trochę innymi prawami.

Photo by Soner Eker on Unsplash

Ze swojej strony tylko powiem, że my Polacy naprawdę nie mówimy po angielsku źle. A przynajmniej nie tak, jak nam się wydaje. Wystraszeni więc zaniżamy często własne kompetencje przy ubieganiu się o pracę, będąc przekonanym że nawet jeśli sprawdzilibyśmy się na takim stanowisku w Polsce, to w Anglii – z uwagi na braki w języku – sobie nie poradzimy.

Wiem, co mówię bo gdy dostałam ofertę pracy na stanowisko, które z opisu brzmiało bardziej jak manager niż specjalista, odpisałam w mailu, że chyba się nie nadaję, bo raz że doświadczenie a dwa to ja nie tutejsza jestem psze pani…

Szczęśliwie dla mnie, moja późniejsza przełożona odpisała, żebyśmy się spotkały, pogadały, a wówczas zobaczymy.

Powiedziała też, żebym nie zaniżała własnych kompetencji z uwagi na język. Do końca życia będę jej za to wdzięczna.

Ja miałam szczęście, że trafiłam na taką osobę, ty możesz nie mieć, więc na wszelki wypadek nie użalaj się nad sobą podczas rozmowy czy w korespondencji mailowej, bo może się okazać, że nikt poza tobą nie będzie miał żadnych zastrzeżeń do twojego angielskiego.

ZACZYNANIE OD ZERA

Gdy w Polsce dzieliłam się w pracy informacją, że wyjeżdżam do Anglii, z ust pewnej osoby usłyszałam, że ogólnie to życzy mi szczęścia, ale trochę szkoda, bo pewnie będę zaczynała od zera.

Zapamiętałam to zdanie, bo – choć bardzo w siebie wierzyłam – czułam, że tak właśnie się to skończy.

No bo jak inaczej by mogło? Przecież to naiwne myśleć, że pojadę do Wielkiej Brytanii i ktoś się pokusi na te moje szalone 3 lata doświadczenia w marketingu + język angielski komunikatywny.

Także rozumiem, że decyzję o emigracji odkładasz właśnie ze strachu przed tym, że w Polsce już się coś zaczęło, a w Anglii trzeba będzie zaczynać od zera.

Photo by Semina Psichogiopoulou on Unsplash

Ja ci powiem tak: jeśli strasznie ci zależy na zawodzie i masz – z finansowego punktu widzenia – możliwość zarabiać słabiutkie pieniądze przez pierwsze miesiące czy lata pobytu, to jest coś takiego jak apprenticeship w Anglii. Zapoznaj się z tym.

Ja byłam bardzo nastawiona na marketing. Brałam nawet udział w dwóch rekrutacjach na taki właśnie apprenticeship, gdzie kasa była tak niewielka, że ledwo by zostawało na waciki.. 😉 Także jeśli możesz, pomyśl o czymś takim. Podszlifujesz język to raz i dwa – to może nie będzie trampolina do sukcesu – ale na pewno dobry start.

BO TO CZASEM PRZYTŁACZA

Jak zjeść słonia? Generalnie to nie jeść w ogóle, a jeśli już, to po kawałku. Na początku perspektywa emigracji przeraża odrobinę. Bo to trzeba wszystko podomykać w Polsce, wejść na nowy rynek, załatwić formalności, ogarnąć te wszystkie niewiadome. Jak się za to zabrać?

Trochę pisałam już o przeprowadzce do Anglii, więc podstawowe tematy już tam poruszyłam. Jeśli chodzi o resztę – trudno generalizować, każdy przypadek jest inny. Jedni emigrują sami, inni z rodziną. Są tacy, co emigrują sami, inni z całymi rodzinami. Nie jestem w stanie przewidzieć każdego scenariusza.

Z drugiej strony mamy internet. Naprawdę TU jest odpowiedź na wszystkie pytania. Szukaj, pytaj. Możesz też napisać do mnie na urszula@. Nie obiecuję, że pomogę, ale na pewno coś tam podpowiem.

Zawsze jest tak, że dopóki nie wejdziemy w jakiś temat, dopóty wydaje nam się on nie do ogarnięcia. Przytłacza nas. To normalne.

Także weź trzy głębokie (oddechy) i podejdź do tego na luzie. To naprawdę nie jest tak trudne jak się wydaje.

BO KTOŚ LUB COŚ NAS BLOKUJE

Czyli ja chcę wyjechać, a mój facet albo żona nie chce. Kolejny powód, który trudno jednoznacznie potraktować. U nas na pomysł wyjazdu wpadł mąż. Nie musiał mnie co prawda długo przekonywać, niemniej jednak co się nasłuchał czarnych scenariuszy to już on wie najlepiej!

Nie wiem jak by to wyglądało, gdyby jedno z nas definitywnie nie chciało wyjeżdżać z Polski.

Z drugiej strony wiem, że czułabym się fatalnie, gdybym – wiedząc jak bardzo chce wyjechać mój mąż – blokowała ten pomysł. Ale znowu: wiem, że są różne historie i nie można tego traktować zero jedynkowo. Także jeśli jesteś w tej sytuacji to współczuję, nie wiem co poradzić.

Z WYGODY

No I ostatnie – wygoda. Chciałabym, ale niech ktoś to zrobi za mnie. Chciałabym, ale mi się nie chce. Za dużo do planowania. W Polsce bywa różnie, ale przynajmniej wiem co, jak, gdzie i z kim. Czy na serio opłaca się wychodzić z tej strefy komfortu?

Czasem się opłaca. Czasem nie. Jak w życiu. I jak to w życiu o wielu rzeczach nigdy się nie dowiemy, dopóki ich nie spróbujemy.

To tak jak z zapewnieniami różnych osób, które NIGDY nie wyjechały poza województwo albo kraj, że one to by nie MOGŁY mieszkać za granicą. Że to nie dla nich.

Może nie. Ale skąd to mogą wiedzieć?

No, to tyle ode mnie. Jestem w tym komfortowym momencie w życiu, kiedy i zawodowo w Anglii czuję się okej i generalnie dobrze mi się tu żyje i mieszka, ale byłam w miejscu, w którym jest każdy początkujący emigrant i serio, wiem z czym się mierzysz.

Daj znać w komentarzu czy i gdzie rozważasz emigrację, albo – jeśli masz to już za sobą to co było największą trudnością?