Nie umiem pisać o trudnych tematach. Przyznaję się bez bicia. Zawsze, gdy sobie układam w głowie co chcę poruszyć i jakich sfer dotknąć brzmi to sensownie. Przelane na ‘kartkę’ nie oddaje zupełnie tego, co chciałam by wybrzmiało.

A to bardzo delikatny i ważny temat. I chcę by wybrzmiał. Chcę też strasznie o tym powiedzieć, bo sama wściekam się na biernych katolików. Katolików bez jaj by mówić głośno o tym, co w nich siedzi. Wystraszonych opinią znajomych katolików na swój temat.
Katolików bojących się wyjść przed szereg i powiedzieć szczerze co myślą.

Mam wśród znajomych wielu ludzi wierzących. Wynika to z faktu, że byłam kiedyś dość blisko Kościoła. Najpierw należałam do wspólnoty, później – oboje z jeszcze wtedy chłopakiem braliśmy udział w kursie alfa.
Zawsze gdy wybuchają trudne tematy: jak chociażby oba filmy braci Sekielskich, dosłownie garstka z tych wielu katolików reaguje. GARSTKA!

I o ile rozumiem, że w kwestii aborcji można mieć różne przekonania. Można z wyrokiem TK się zwyczajnie zgadzać. O tyle gdy chodzi o molestowane dzieci – jak można stać obok i nie reagować? Nie wyrazić sprzeciwu chociażby? Po prostu stać i patrzeć jak inni się żrą.

Tak widzę wielu katolików.

I myślę sobie – może ktoś, kto nie obserwuje mnie na IG myśli tak samo o mnie. Dlatego ten tekst.

W Boga wierzę

Można wierzyć w Boga, a jednocześnie myśleć trochę inaczej niż to, co przez lata wpychał do głowy Kościół. Można się z Kościołem nie zgadzać, wściekać się na to co robi i mieć ochotę wywlec za uszy tych wszystkich ważnych, pierdzących w złote krzesła ojców. Można nie chodzić do kościoła, a modlić się co wieczór do Boga.

Można nawet za nic w świecie nie chcieć dopuścić się aborcji, jednocześnie rozumiejąc przypadki tych, którzy stając przed tym wyborem, jej dokonali.

Oczywiście, że w idealnym świecie nie chciałabym by ludzie dokonywali aborcji. Ale w idealnym świecie nie rodzą się dzieci tylko po to, by chwilę po porodzie umrzeć. W idealnym świecie matki nie chodzą w ciąży z dzieckiem, które będą musiały od razu pożegnać. W idealnym świecie matki rodzą zdrowe dzieci, które po porodzie zabierają to pięknie przygotowanego pokoiku.

Tylko, że to nie jest idealny świat.

I ja rozumiem, że są kobiety, które wiedząc że ich dziecko urodzi się chore, wciąż by się na poród zdecydowały.
Żeby się z nim pożegnać. Nadać mu imię.

Ale to jest właśnie przywilej, o który na aktualnych protestach walczymy: dajcie nam ten wybór! Dajcie nam możliwość podjęcia decyzji. Nie zmuszajcie nas do heroizmu, na który być może nie jesteśmy gotowe, którego nie będziemy w stanie znieść. Niech NIKT nie decyduje o tej jakże trudnej sprawie za mnie! Niech mnie do tego nie zmusza.

Jest sporo manipulacji wokół protestów, które aktualnie się dzieją. Przez to w jaki sposób trąbią o tym media wielu z nas się wydaje, że dotyczą one wszystkich aborcji. Nie. Dotyczą aborcji eugenicznych (bo w sprawie tych zapadł wyrok przed tygodniem).

Aborcji eugenicznych czyli tych zakończonych ze względu na choroby lub wady rozwojowe nienarodzonego dziecka, np. Zespół Downa, zespół Edwardsa (jedynie 5 proc. dzieci z tym zespołem jest w stanie przetrwać cały okres ciąży i dożyć do porodu. Żyją maksymalnie 1 rok. Nie do końca poznane jest to, co czują i w jaki sposób postrzegają świat. Schorzenie to charakteryzuje się licznymi deformacjami oraz anomaliami w budowie anatomicznej.”); Zespół Patau (jest to choroba powodująca u dzieci przewlekły, uciążliwy ból. Wiele ciąż kończy się poronieniem lub obumarciem płodu. Około 70 proc. nie dożywa 6 miesięcy po urodzeniu); czy zespół Warkany’ego (“choroba ta uniemożliwia dziecku przeżycie. W momencie postawienia diagnozy rodzice oczekują na moment, kiedy płód obumrze.”)źródło: https://www.hellozdrowie.pl

To są strasznie trudne tematy. Głęboko wierzę, że gdyby przyszło urodzić mi chore dziecko, to bym je urodziła. Nie wiem. Nikt z nas nie wie dopóki nie znajdzie się w takiej sytuacji, choć oczywiście lubimy strugać bohaterów w wygodnych łóżkach z telefonem w ręku.

Nie chcę jednak zmuszać innych by swoje tragedie przeżywali tak, jak ja tego chcę. Zwłaszcza, że to nie ja będę się z tymi tragediami mierzyła. Ja będę sobie leżeć w łóżku, z telefonem w ręku i nic w moim idealnym światku się nie zmieni.

Jakim więc prawem wpierdalam się do życia innych ludzi? Jakim? Nigdy tego nie zrozumiem.

Świat, w odróżnieniu od tego, co myślą o nim dzieci, nie jest czarno biały. Świat to miliony różnych historii i dramatów.

I tyle.

Całym sercem wspieram strajk kobiet!

**** ***

edit:

Wspieram aktualny strajk dotyczący wyroku, który zapadł przed tygodniem. Nie popieram natomiast niektórych postulatów organizacji Strajk Kobiet, jak na przykład: aborcji na życzenie czy antykoncepcji finansowanej z podatków.