Nigdy bym nie przypuszczała, że przyjedzie mi pracować w zawodzie, który niemal w 100% można wykonywać zdalnie. To swoją drogą dotyczy większości z nas, którzy przymuszeni pandemią musieli przełączyć się na pracę z domu. Kurcze, kto by przypuszczał, że jest tyle stanowisk, które nie wymagają od nas obecności w biurze, co?

Praca zdalna wielu kojarzy się z rajem dosłownie! Czy deszcz, czy mróz – nie musisz wstawać do roboty. Nie ma wścibskich kolegów monitorujących z jakim zaangażowaniem oddajesz się pracy. Możesz pracować z łóżka, w dresie i bez makeupu. Możesz robić wiele rzeczy, które w biurze uchodziłyby za niestosowne, i tak długo jak wykonujesz swoją pracę odpowiednio i nie zaniedbujesz obowiązków, nikogo nie będzie to interesowało.

Ile pracowników, tyle podejść do pracy zdalnej. Jedni z domu pracują ciężej – bo łatwiej jest się skoncentrować, gdy co chwile nie przychodzi do nich ktoś z jakimś durnym problemem, inni robią wymagane minimum, albo tacy, którzy wykonują minimum wymaganego minimum. I jakoś to funkcjonuje.

Photo by Tina Witherspoon on Unsplash

Właśnie minęło moje pół roku pracy zdalnej i mam ochotę podzielić się kilkoma przemyśleniami.

Niesamowite jak człowiek szybko przystosowuje się do wygody.

Przez większość tego półrocznego okresu pracowałam w 100% zdalnie, dopiero od ubiegłego miesiąca zaczęłam raz w tygodniu pracować z biura. I słuchajcie, o ile samą pracę w firmie naprawdę lubię – bo jednak czujesz, że należysz do zespołu, bo wiele rzeczy jest łatwiej ogarnąć na miejscu: sprawdzić produkt przed wrzutką na stronę, zapytać o coś na szybko albo nawet pożartować przy kawce, to jednak ten czas poświęcany na dojazd…. Jaka to jest strata czasu!!

Generalnie to właśnie ten czas przed i po pracy, który oszczędzam jest czymś za czym – gdy już wszystko wróci do normy – będę tęskniła najbardziej. Dziennie 2-2.5 godziny. Tyle zajmuje mi transport to pracy, słabizna straszna. A to tylko dojazd, bo przecież jeszcze trzeba wziąć pod uwagę inne rzeczy, które przed wyjściem do roboty się robi. W moim przypadku – zaczynam pracę o 9.45, a gdy jeżdżę do firmy, wstaję o 7.30.

Z drugiej strony, jeszcze gdy codziennie jeździłam do pracy, to wykorzystywałam ten czas na słuchanie podcastów, czytanie książek oglądanie Netflixa, czy – najczęściej – rozmowy telefoniczne z maminką. Teraz zauważam, że właściwie większości z tych rzeczy albo nie robię w ogóle, albo prawie w ogóle. Więc w sumie sama już nie wiem czy te podróże to w końcu jest czy nie strata czasu.

Hm… coś nad czym warto pomyśleć może.

Na pracę zdalną przeszłam w kwietniu, to tylko nieco ponad 6 miesięcy po tym, gdy dołączyłam do nowej firmy. Wydaje mi się to na tyle krótko, że z nikim z ludzi z pracy nie zdążyłam się naprawdę zakumplować. Teraz minęło kolejne pół roku pracy z domu i nie czuję, by z kimkolwiek z tych ludzi moja relacja się zacieśniła.

Jaki z tego wniosek? Praca zdalna – zwłaszcza jeśli większość ludzi z pracy pracuje normalnie – nie wpływa na polepszenie relacji. A wręcz myślę, że jeśli już to je osłabia.

Jestem w bardzo komfortowej sytuacji pracowania w rewelacyjnych warunkach. Mąż siedzi w jednej części pokoju/mieszkania. Ja w drugiej. Każde skupione na swojej robocie, nie przeszkadzamy sobie nawzajem. Mamy ustalony rytm dnia, do którego oboje się stosujemy. Nie wyobrażam sobie pracowania z domu, gdyby obok w pokoju krzyczały dzieci, albo generalnie było głośno. I szalenie podziwiam ludzi, którzy w takich warunkach muszą pracować. Szacunek.

Photo by Tina Witherspoon on Unsplash

Druga sprawa – praca zdalna może i nie polepszyła moich relacji z ludźmi z pracy, ale na pewno maksymalnie zacieśniła relacje z mężem. Serio, nie wiem jak to będzie wrócić do pracy stacjonarnej. Ja co tydzień we środę już przeżywam, że cały dzień będę z dala od męża. Tak się uzależniłam! LOL

Zauważyłam też jak wygodniej wiele firmowych spraw jest ogarnąć na whatsappie, do tego stopnia że nawet gdy jestem w firmie na miejscu, wciąż z niektórymi osobami wymieniamy się wiadomościami na whatsappie zamiast biegać po firmie i szukać siebie nawzajem. Jest prościej i zdecydowanie szybciej.

Z rzeczy, których mi brakuje i jest to coś na co czekam co czwartek, to kontaktu z ludźmi. To ta energia, która jest w miejscu pracy, a w domu – z wiadomych przyczyn – jej nie ma. Za każdym właściwie razem, gdy kończymy pracę, czuję jakiś taki dodatkowy kop motywacji. Poza tym brakuje też okazji do mówienia po angielsku.

No I tako! Gdyby ktoś mnie zapytał czy wolałabym w 100% pracować zdalnie czy stacjonarnie, to bym nie umiała odpowiedzieć. Wydaje mi się, że praca zdalna jest fantastyczna jako pewien etap. W aktualnym momencie życia jest to idealne rozwiązanie dla mnie. Czy zawsze chciałabym pracować zdalnie? Raczej nie. Ja jestem człowiek co lubi być z ludźmi, napędza mnie towarzystwo innych osób i daje mi to dodatkową energię. W ramach kompromisu bardzo chętnie wybrałabym opcję pracy 60:40 – 3 dni w biurze i dwa z domu. A, gdyby finanse nie stanowiły żadnego problemu, to w ogóle wybrałabym pracę na pół etatu.