Początki. Wtedy wszystko wydaje się 10x trudniejsze niż z perspektywy czasu, nie? Zaczynamy nową pracę, wprowadzamy się do faceta, rodzimy dziecko, emigrujemy.

Takie duże kroki na początku trochę przytłaczają. Boimy się, że sobie nie poradzimy, a potem – nie jesteśmy zwykle w stanie precyzyjnie określić momentu – coś się zaczyna zmieniać. Dostosowujemy się do nowej sytuacji. I jakoś już leci.

Z emigracją jest dokładnie tak. Na początku zdobycie ciekawej pracy wydaje się czymś niemożliwym do osiągnięcia. Poznanie fajnych ludzi graniczy z cudem. Opanowanie języka to dopiero mont Everest naszych możliwości.

W głowie oczywiście, bo nim się obejrzysz okaże się, że wszystkie te kroki milowe za tobą. Niemniej jednak po drodze prawdopodobnie popełnisz kilka błędów – jakom my wszyscy!

Wyślesz CV i będziesz czekać na cud

Zacznijmy od tego, że w ogóle mam wrażenie, że my niespecjalnie do tego CV się przykładamy. Trochę traktujemy je po macoszemu, a to duży błąd. Za granicą to błąd kolosalny, bo kraj w którym ubiegasz się o pracę musi mieć WIĘCEJ powodów, żeby Cię zatrudnić. Jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi – jeśli jesteś świeżo upieczonym emigrantem, bez jakiekolwiek historii zatrudnienia w danym kraju, to mimo wszystko sporo firm zdecyduje wybrać do pracy rodaka. No niestety.

Photo by NordWood Themes on Unsplash

Tytuł kilku ostatnich ról, które wykonywałaś to za mało – musisz napisać WSZYSTKO co istotnego w danym miejscu robiłaś. Wymienić WSZYSTKIE umiejętności jakimi możesz się pochwalić; dodać portfolio albo cokolwiek co może podboostować trochę twoje CV (oczywiście bez kłamkolenia jak mawia Jaśmin)
I to pewnie i tak minimum.

Ja pamiętam, że na samym początku wysłałam jednego dnia 10 albo 20 cefałek, a potem kolejnego dnia się obijałam – no bo kurde, wysłałam DWADZIEŚCIA CV, ktoś NA PEWNO się odezwie. A nawet jeśli nie, to mam przynajmniej uspokojone sumienie na chwilę. W końcu swoje zrobiłam, to nie moja wina że mnie nie chcą!

Nie rób tak. Szukaj ofert i aplikuj w opór.

Zorientuj się czy są jakieś wolontariaty albo praktyki zawodowe w kraju, w którym jesteś. Może interesujesz się czymś konkretnym: paznokciami, IT czy gotowaniem – pomyśl o czymś takim jak meet-up albo o czymś w podobnym klimacie: dzięki temu być może nawiążesz znajomości z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Wszyscy wiemy, że znajomości to zawsze dodatkowy atut podczas ubiegania się o posadę.

Odetniesz się od polskich znajomych

… dbaj o kontakty, na których Ci zależy, ale też załóż, że wiele z tych relacji się skończy. I to też jest okej.

Generalnie z utrzymywaniem przyjaźni na dystans jest tak, że przez pierwszy rok staramy się być na bieżąco z tym, co u każdego się dzieje, dopiero później te drogi nam się jakoś rozjeżdżają. Nie jest to może błąd przypisany do początkujących emigrantów, a jakaś taka naturalna kolej rzeczy. Błędem, który popełniamy na początku jest natomiast zapieranie się nogami i rękoma, że się będzie utrzymywało kontakt, a potem niespecjalnie się o to dbało.

Photo by Annie Spratt on Unsplash

Relacje się posypią. Bo przyjaźń na odległość to dość trudna sprawa i nie zawsze chce się sobie opowiadać o wszystkim przez telefon. Potem mija ileś tygodni i uświadamiasz sobie jak wiele rzeczy w międzyczasie się wydarzyło i żeby o nich opowiedzieć, to trzeba też nawiązać do sytuacji A, B i C i, cholera, trochę się nie chce. Zamiast tego więc zaczynasz opowiadać i słuchać po łebkach.

A to prowadzi do bardzo powierzchownych relacji, za którymi z czasem przestaniesz tęsknić; których i ty, i druga strona nie będziecie szczególnie potrzebować.

Przyjaźnie na dystans mają tyle sensu co związki na odległość albo przyjaźnie damsko męskie – potrzeba do tego dwóch zajebiście zaangażowanych stron.

Zaniżysz swoje kompetencje zawodowe z uwagi na braki w języku

Już o tym pisałam, więc nie będę się powtarzać. W dużym skrócie – pozwól, żeby pracodawca sam zdecydował czy do nich pasujesz czy nie. Nie próbuj go w tym myśleniu wyręczać. Aplikuj na te stanowiska, które odpowiadają twoim kompetencjom.

Zamykniesz się na kraj i będziesz go porównywać do Polski

Taki trochę foch – nie chcę tu być, nie lubię was, w Polsce mam przyjaciół, którym nie dorastacie do pięt. Tam wszyscy mnie rozumieją!
Ogólny foch do kraju, w którym przyszło nam się odnaleźć – bo go nie rozumiemy, albo on nie rozumie nas. Wmawiamy więc sobie, że w Polsce jest lepiej. Łatwiej. Że ludzie są fajniejsi. Życzliwsi.

Na początku emigracji jest dużo nowych emocji. Porównywanie więc czegokolwiek na tym etapie jest niesprawiedliwe i prowadzi do nieco zakrzywionych wniosków.

Olejesz naukę języka w trakcie pobytu

Chyba największy błąd, który popełniamy na początku emigracji, to niewykorzystywanie okazji znajdowania się w nowym kraju do tego, żeby podszkolić język. Chodzimy do polskich sklepów, kościołów, nawiązujemy relacje z samymi Polakami, a przy przeglądaniu ofert pracy, w pole stanowisko wpisujemy: ‘polish speaking’. Po 5 czy 10 latach pobytu za granicą uświadamiamy sobie, że w ichszym języku mówimy tylko odrobinę lepiej niż przed przyjazdem.

Photo by Clay Banks on Unsplash

I żałujemy. Podczas spotkań ze znajomymi wyrzucamy sobie, że gdybyśmy jeszcze raz mogli tę emigrację przeżyć, to byśmy to wszystko inaczej zorganizowali. Tylko wtedy jest już za późno.

Tak niestety bywa, że jak się w coś wpadnie, to trudno z czasem z tego czegoś wyleźć. Odważyć się. Bo co jeśli w nowym miejscu będzie gorzej? W Polsce bywa, że w jednej firmie kiblujemy po 5-10 lat. Trochę z wygody, trochę z lenistwa, trochę ze strachu. Za granicą te wszystkie powody są jeszcze bardziej intensywne. Tu wszystko przeraża trochę bardziej. I trochę więcej niewygód jesteśmy w stanie na obcej ziemi przyjąć.

Tylko że czas minie, a za te 5-10 lat to właśnie takich rzeczy będziemy żałować najbardziej.

+ wydajesz szmal na aliexpress (taki punkt bonusowy – trochę nieśmiały – bo nie mam pewności czy dużo takich świrów jest poza mną).

Ogólnie jak przyjechaliśmy tu po raz pierwszy w 2013 toku to ja dosłownie co drugi dzień odbierałam paczki z Amazona, ebaya albo aliexpress. Jak jakaś pojebana robiłam zakupy (bo tanio!), a potem większości z tych rzeczy w ogóle nie nosiłam/używałam.

Dobra, ja tu gadu gadu, a powiedz jakie ty popełniłaś błędy na początku emigracji?